„Zapachowa” trasa rowerowa.
Oceń ten post

Świeże powietrze, dostarczane regularnie do płuc w odpowiedniej ilości sprzyja prawidłowemu funkcjonowaniu komórek, a przez to zapewnia nam zdrowie i odporność. Dlatego też jednym z warunków profilaktyki wielu chorób, a w tym i chorób nowotworowych jest nie tylko właściwa dieta, ale i natlenienie organizmu, przez co wzmacniamy zdrowe komórki.

Tak prosta czynność, którą wykonujemy cały czas, ale jest tak oczywista, że nie jesteśmy jej czasem świadomi, ma kolosalne znaczenie dla naszej egzystencji. Oddychanie utrzymuje nas przy życiu, ale również jest jedną z dróg leczenia. Tysiące lat temu przed naszą erą znane było używanie zapachów do pobudzenia organizmu. Wykorzystywano wtedy zapachy palonych lub gotowanych ziół, kwiatów, a także olejków.
Jeśli chcemy spróbować kuracji zapachem, czyli aromaterapii nie musimy jednak uciekać się do kupowania olejków, albo kompozycji ziołowo – kwiatowych. Można skorzystać z zupełnie innej propozycji.Zapachowa

W trakcie wycieczek rowerowych wokół Nałęczowa zaintrygowały mnie zmieniające się zapachy okolic. Początkowo zauważałem jedynie te najbardziej wyraziste zapachy, ale powoli zaczynałem rozpoznawać wonie wyjątkowo delikatne. Upalne lata sprzyjają powstawaniu licznych obszarów zapachowych.
Jedna z moich ciekawszych tras, obfitujących w doznania zapachowe i będąca moją aromaterapeutyczną trasą zaczynała się na ulicy Lipowej w samym centrum Nałęczowa. Nałęczowskie lipy nie należą do intensywnie kwitnących, ale ich wielkość i długi rząd przebiegający z niewielkimi przerwami na linii z zachodu na wschód sprawia, że od startu w okolicach Pałacu Małachowskich w stronę Lublina, ma się zwykle wiatr w plecy i czuje się dość ciężki zapach lipy. Jest on odczuwalny już od początków kwitnienia, aż do pierwszych oznak jesieni, kiedy to schnące kwiaty i liście wytwarzają specyficzny lipowy mikroklimat. Oczywiście jest to najbardziej odczuwalne w dni o wysokiej temperaturze, ale po kilkukrotnym „treningu” nosa można to poczuć nawet w chłodne dni.

Jadąc dalej w kierunku Lublina, znajdziemy się na otwartej przestrzeni, gdzie o zapachu decydują okoliczne pola. Droga przebiega nieco w dołku, jakby przecinała poszczególne uprawy co powoduje, że co kilkadziesiąt metrów czujemy zupełnie inne zapachy. Polecam szczególnie poranną wycieczkę w tamte rejony, aby poczuć różnice woni lekko wilgotnych, ale już podgrzanych wschodzącym słońcem pól. Gwarantuję, że po kilku wyprawach z przyjemnością rozpoznacie, zależnie od pory roku, zapach młodych pędów, albo podrośniętych zielonych kłosów, albo dojrzałego, schnącego zboża z domieszką zapachu kurzu.Zapachowa1

Po kolejnym kilometrze wycieczki wjeżdżamy w okolice Miłocina, gdzie chciałoby się jechać jak najdłużej, a to za sprawą najpierw kwitnących, potem dojrzewających, a potem fermentujących owoców mirabelki. Chyba każdy zna i dobrze odbiera zapach kompotu z mirabelek. Taka właśnie fala słodkiego, niezwykle intensywnego i owocowego zapachu będzie nam towarzyszyć w trakcie przejazdu przez Miłocin, aż po przejazd kolejowy gdzie po nosie uderzą nas opary spalin i rozlanych olejów wydobywające się z asfaltu i torów. To przykre otrzeźwienie zapachowe nie potrwa długo, bo po skierowaniu się w stronę Motycza wjedziemy w okolice upraw drzewek i krzewów owocowych. Jeżeli znajdziemy się tam np. w okresie zbioru truskawek, powietrze będziemy porównywali do świeżego dżemu truskawkowego. Na szczęście nie wszyscy gospodarze uprawiają truskawki, a to pozwala co jakiś czas odpocząć od słodkości w powietrzu i poczuć ponownie zapach zbóż. Kilkakrotne odwiedziny tych okolic pozwalają poczuć różnicę roślin zwilżonych poranną rosą, podgrzanych letnim słońcem, albo oczyszczanych z całodniowego kurzu wieczorną mgłą.
Kolejne kilometry przenoszą w okolice Tomaszowic, gdzie liczne, zalesione pagórki i tereny podmokłe obniżają temperaturę powietrza nawet w największe upały i pozwalają poczuć chłodne, nieco błotne, ale rześkie powietrze.

Chwilę potem drogę ponownie otaczają lipy. W minionym roku kwitły wyjątkowo intensywnie, o wiele silniej niż lipy nałęczowskie, co sprawiało, że nawet kilka kilometrów za Tomaszowicami kręciło w nosie „lipową herbatką”. Niezwykłym doświadczeniem była jazda jeszcze w niedalekim sąsiedztwie tomaszowickich lip, ale już między sadami owocowymi sięgającymi Motycza. Niemal magiczne odczucie jazdy w takiej atmosferze mieszającego się zapachu lipy i np. dojrzewających wiśni kończyło się dopiero w dolinie Motyczanki, gdzie mała rzeczka, mokradła, wysokie olchy jakby włączyły klimatyzację, schładzając i odświeżając powietrze.

To tylko jedna z tras, która wyjątkowo zapadła mi w pamięci, gdyż jadąc dość dynamicznie nabierałem dużo tlenu w płuca i z przyjemnością „smakowałem powietrze”.

Zima nie pozwala na takie doznania, ale jak tylko pojawią się pierwsze oznaki wiosny, zachęcam do przejażdżek, spacerów i do „zapachowego zwiedzania” okolic Nałęczowa, korzystania z naturalnej, w pełni bezpiecznej i zdrowej aromatrerapii. Niech dodatkową zachętą do podążania za zapachem będzie kilka pytań… czy wiecie jak pachnie dolina Bystrej ? Jak pachną nałęczowskie wąwozy ? Jak pachną nałęczowskie żniwa, świeżo skoszone łąki, a jak jesienne wykopki ?Zapachowa2

Zapraszam do Nałęczowa. Centrum Szkoleniowo Wypoczynkowe „Energetyk” zlokalizowane u wylotu jednego z nałęczowskich wąwozów stanowi idealną bazę wypadową dla rowerzystów czy dla miłośników biegania lub nordic walking.

Radosław Kisielewski