Awantura w lokalu skończyła się polityczną burzą. Zapadła decyzja wobec 41-latka

Po ataku w jednym z lokali gastronomicznych przy lubelskim deptaku 41-letni obywatel Zimbabwe ma zostać wydalony z Polski. Sprawa dotyczy awantury z nocy z soboty na niedzielę, w której poszkodowany został mieszkaniec Lublina. Mężczyzna został uderzony w głowę szklanką z piwem.

Początkowo policja zakwalifikowała zdarzenie jako czyn z art. 157 par. 2 Kodeksu karnego, czyli naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż siedem dni. Ta kwalifikacja przewiduje grzywnę, ograniczenie wolności albo karę do 2 lat więzienia. Po nagłośnieniu sprawy pojawiła się informacja o wydaleniu 41-latka z Polski.

Atak w lokalu na lubelskim deptaku

Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę w jednym z lokali gastronomicznych przy lubelskim deptaku. W awanturze uczestniczyli dwaj mężczyźni: Polak, mieszkaniec Lublina, oraz 41-letni obywatel Zimbabwe.

Obcokrajowiec zaatakował Polaka, uderzając go w głowę szklanką z piwem, którą trzymał w ręce. Poszkodowany został przewieziony do szpitala, gdzie założono mu szwy na rozległą ranę głowy.

Badania wykazały także obrażenia w obrębie rdzenia kręgowego. Mogą one wymagać dalszej diagnostyki i leczenia, co stało się jednym z argumentów krytyków początkowej kwalifikacji sprawy.

Policja nie skierowała początkowo wniosku o deportację

Policja zatrzymała 41-latka i przeprowadziła z nim czynności. Zdarzenie zakwalifikowano jako czyn o niskiej szkodliwości, powodujący niski uszczerbek na zdrowiu.

Chodziło o art. 157 par. 2 Kodeksu karnego. Za taki czyn grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do 2 lat więzienia.

Mundurowi nie skierowali początkowo wniosku o deportację. To właśnie ten element sprawy wywołał reakcje polityków i komentatorów, którzy zarzucali służbom zbyt łagodne potraktowanie zdarzenia.

Interwencje Bosaka i Moskala

W sprawie zajścia oraz jego kwalifikacji prawnej interwencję u komendanta miejskiego policji w Lublinie podjął wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. Poseł PiS Michał Moskal skierował natomiast interpelację do ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego.

Interpelacja dotyczyła, jak określił ją Moskal, bardzo pobłażliwego potraktowania agresora z Zimbabwe przez lubelską policję. W poniedziałek pojawiła się informacja o wydaleniu 41-letniego obywatela Zimbabwe z Polski.

Moskal napisał w mediach społecznościowych, że każdy przykład nieuzasadnionej łagodności wobec przestępczości cudzoziemskiej będzie powodem interwencji i nagłaśniania. Przekonywał też, że presja społeczna miała znaczenie dla zmiany decyzji.

Bąkiewicz: takie sprawy powinny kończyć się deportacją

Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, ocenił, że przypadki obcokrajowców popełniających w Polsce przestępstwa powinny kończyć się bezwzględną deportacją. Jego zdaniem tylko jednoznaczne podejście może chronić Polskę przed zjawiskami, które przypisuje krajom Europy Zachodniej.

Bąkiewicz krytykował początkową reakcję lubelskiej policji i uznanie ataku za czyn o małej szkodliwości. W jego ocenie zdarzenie mogło skończyć się nawet śmiercią poszkodowanego, a łagodna reakcja na pierwszym etapie była wstrząsająca.

Lider ROG odniósł sprawę także do polityki rządu. Twierdził, że Donald Tusk i jego rząd są przychylni imigracji, bo realizują postulaty europejskiego i niemieckiego establishmentu. To ocena polityczna Bąkiewicza, która stała się częścią szerszego sporu o bezpieczeństwo, migrację i reakcję państwa na przestępstwa cudzoziemców.

Decyzja o wydaleniu nie kończy debaty

Informacja o wydaleniu 41-letniego obywatela Zimbabwe zamyka jeden etap sprawy, ale nie kończy politycznej dyskusji. Najwięcej emocji wywołała rozbieżność między opisem obrażeń poszkodowanego a początkową kwalifikacją czynu jako zdarzenia o niskiej szkodliwości.

Spór będzie prawdopodobnie wracał przy kolejnych przypadkach przestępstw popełnianych przez cudzoziemców. Dla krytyków obecnej polityki migracyjnej sprawa z Lublina stała się przykładem tego, że państwo powinno reagować szybciej i surowiej.

Udostępnij to 👇