Od piątku 12 czerwca pakt migracyjny ma zacząć obowiązywać w pełnym zakresie na terenie całej Unii Europejskiej. Oznacza to uruchomienie mechanizmów, w których Komisja Europejska co roku będzie wskazywać kraje zobowiązane do udziału w relokacji migrantów albo ponoszenia kosztów odmowy. Minimalna roczna liczba relokacji ma wynosić 30 tys. osób.
W razie odmowy przyjęcia narzuconych kwot przewidziana jest kara w wysokości 20 tys. euro za każdą nieprzyjętą osobę. Polska w pierwszym roku ma być zwolniona zarówno z obowiązku przyjmowania migrantów, jak i z opłaty solidarnościowej. Sprawa wywołuje jednak ostry spór polityczny, bo krytycy paktu ostrzegają, że mechanizm może stać się narzędziem nacisku na państwa członkowskie.
Koniec okresu przejściowego
Pakt migracyjny został przyjęty po kilku latach unijnych sporów o politykę migracyjną. W grudniu 2023 roku, już po zaprzysiężeniu rządu Donalda Tuska, ówczesna komisarz ds. wewnętrznych Ylva Johansson ogłosiła, że porozumienie udało się uzyskać.
W kwietniu 2024 roku pakt zaakceptował Parlament Europejski, a w maju tego samego roku zatwierdziła go Rada Unii Europejskiej. Od tego czasu obowiązywał okres przejściowy, który miał dać państwom członkowskim czas na przygotowanie się do nowych wymogów.
Ten etap ma się zakończyć 12 czerwca 2026 roku. Od tego momentu przepisy mają zacząć działać w pełnym zakresie na terenie całej UE.
Co roku decyzja Komisji Europejskiej
Najważniejszym elementem mechanizmu ma być coroczna decyzja Komisji Europejskiej. Do 15 października KE będzie ogłaszać, które kraje i w jakim zakresie zostaną zobowiązane do przyjęcia migrantów.
Minimalna liczba relokacji na każdy rok została określona na 30 tys. osób. Jeżeli państwo odmówi przyjęcia przypisanej mu kwoty, ma zapłacić 20 tys. euro za każdą osobę, której nie przyjmie.
To właśnie ten mechanizm jest centrum politycznego sporu. Zwolennicy takiego rozwiązania przedstawiają je jako element unijnej solidarności, a przeciwnicy jako przymusową relokację i sposób wywierania presji na kraje członkowskie.
Polska zwolniona w pierwszym roku
W pierwszym roku obowiązywania nowych rozwiązań Polska ma być zwolniona zarówno z obowiązku przyjmowania migrantów, jak i z wnoszenia opłaty solidarnościowej. To ważne zastrzeżenie, bo oznacza, że najbliższy etap nie musi jeszcze oznaczać bezpośrednich kosztów albo relokacji po stronie Polski.
Jednocześnie w tekście pojawia się nieoficjalna informacja z kuluarów Parlamentu Europejskiego, że podobna decyzja może zapaść również w przyszłym roku. Taka możliwość jest wiązana z kalendarzem politycznym w Polsce i wyborami parlamentarnymi.
Eksperci ostrzegają jednak, że sytuacja może się zmienić po jesieni 2027 roku. W ich ocenie wtedy Polska może być objęta silniejszą presją dotyczącą przyjmowania migrantów spoza Europy.
Legutko: to kolejna szkodliwa rzecz autorstwa UE
Prof. Ryszard Legutko ocenił, że pakt migracyjny jest kolejnym bardzo szkodliwym dla Polski rozwiązaniem autorstwa Unii Europejskiej. Jego zdaniem Komisja Europejska, Rada UE, Parlament Europejski oraz rządy najważniejszych krajów Wspólnoty od dawna prowadzą fatalną politykę migracyjną.
Były europoseł przekonywał, że społeczeństwa zachodnioeuropejskie zostały doprowadzone do sytuacji demograficznej, w której odebrano im możliwość samostanowienia. Twierdził także, że migranci nie zasymilowali się w skali, która nie powodowałaby różnicy społecznej.
Według Legutki pakt migracyjny ma przenieść problemy Europy Zachodniej na wszystkie kraje Unii. To stanowisko jest jednoznacznie krytyczne wobec Brukseli i wobec samej konstrukcji mechanizmu relokacyjnego.
Spór o bezpieczeństwo i polityczną kontrolę
Legutko podkreślał, że Polska jest dziś jednym z najbezpieczniejszych krajów na kontynencie. W jego ocenie kraj nie doświadcza zjawisk, które przypisuje części państw Europy Zachodniej, takich jak gangi, terroryzm i inne patologie społeczne.
Były eurodeputowany twierdził również, że unijne elity nie mogą zaakceptować tej odrębności Polski i chcą włączyć ją w kryzys migracyjny Zachodu. Oceniał przy tym, że rząd Donalda Tuska wykonuje wolę unijnych elit świadomie.
Największe obawy dotyczą długofalowych skutków społecznych. Legutko przekonywał, że duża liczba migrantów może zmieniać tożsamość społeczeństwa i stać się paliwem politycznym. Jeśli pakt nie zostanie zatrzymany, jego zdaniem Polska może stracić obecny poziom bezpieczeństwa.









