Jedno porównanie wywołało polityczną burzę. Teraz żądają ruchu od Tuska

Wypowiedź wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego stała się nowym punktem zapalnym w sporze o pamięć historyczną i relacje Polski z Ukrainą. Chodzi o sposób opisywania Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz o porównanie, które część polityków uznała za niedopuszczalne. Reakcje pojawiły się natychmiast, a sprawa szybko wyszła poza jedną radiową rozmowę.

Opozycja domaga się dymisji wiceministra, a niektórzy politycy idą jeszcze dalej i kierują żądania pod adresem całego rządu Donalda Tuska. W tle są decyzje Ukrainy dotyczące upamiętnienia UPA, zapowiedź działań Karola Nawrockiego oraz narastające emocje wokół Wołynia. To sprawia, że spór o słowa urzędnika stał się częścią znacznie większego kryzysu politycznego.

Wiceminister mówił o ukraińskiej pamięci

Punktem wyjścia była rozmowa Andrzeja Szeptyckiego na antenie TOK FM. Wiceminister nauki odnosił się do miejsca UPA w ukraińskiej pamięci historycznej i sposobu, w jaki część Ukraińców patrzy na tę formację.

Szeptycki wskazywał, że dla wielu osób na Ukrainie UPA kojarzy się nie tylko z najciemniejszymi kartami historii, ale także z walką o niepodległość i oporem wobec Związku Sowieckiego. To właśnie w tym kontekście padło porównanie, które wywołało największe emocje.

Wiceminister mówił o członkach UPA jako o odpowiedniku „ukraińskich żołnierzy niezłomnych”. Zaznaczał przy tym, że określenie to niesie zarówno pozytywne, jak i negatywne skojarzenia, ale dla krytyków sama konstrukcja porównania okazała się nie do przyjęcia.

Granica interpretacji została przekroczona?

Po wypowiedzi Szeptyckiego spór natychmiast przesunął się z poziomu akademickiej interpretacji na poziom ostrej debaty politycznej. Krytycy uznali, że zestawienie UPA z polskim podziemiem niepodległościowym zaciera fundamentalną różnicę między walką z komunizmem a odpowiedzialnością za zbrodnie na ludności cywilnej.

Najmocniej wybrzmiał argument, że temat Wołynia wymaga szczególnej ostrożności. Dla wielu rodzin i środowisk pamięć o ofiarach zbrodni wołyńskiej nie jest abstrakcyjną kwestią historyczną, lecz elementem tożsamości i domagania się prawdy.

Zwolennicy bardziej wyważonego spojrzenia wskazywali natomiast na kontekst wypowiedzi i kompetencje samego wiceministra w sprawach ukraińskich. To jednak nie zatrzymało politycznej fali, bo sprawa trafiła w moment bardzo dużej wrażliwości społecznej.

Sasin i Czarnek zaostrzyli ton

Jednym z najostrzejszych głosów był komentarz Jacka Sasina. Polityk PiS stwierdził, że dymisja Andrzeja Szeptyckiego to absolutne minimum reakcji, jakiej należy oczekiwać od rządu.

Sasin wskazywał również na potrzebę wyjaśnienia szerszej działalności wiceministra w administracji państwowej. W jego ocenie nie chodzi wyłącznie o jedną wypowiedź, ale o pytanie, czy osoba prezentująca takie oceny powinna odpowiadać za sprawy publiczne.

Jeszcze dalej poszedł Przemysław Czarnek. Były minister edukacji domagał się nie tylko odejścia Szeptyckiego, lecz także dymisji całego gabinetu Donalda Tuska, przedstawiając sprawę jako poważny polityczny skandal.

Krytyka przyszła z różnych stron

Do sprawy odniósł się także Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej. Prezydencki minister przypomniał, że określa zbrodnię wołyńską mianem ludobójstwa i ocenił, że po takich słowach Szeptycki powinien odejść albo zostać odwołany przez premiera.

Przydacz zwrócił też uwagę na rosnące oburzenie opinii publicznej po ostatnich decyzjach władz Ukrainy. W jego ocenie emocje są zrozumiałe, bo dotyczą sprawy, która od lat pozostaje jednym z najtrudniejszych tematów w relacjach Warszawy i Kijowa.

Komentarze pojawiły się również w koalicji rządzącej. Marek Krawczyk z Polski 2050 przyznał, że sam nie użyłby takiego porównania, choć jednocześnie wskazywał na ekspercką wiedzę Szeptyckiego o historii Ukrainy.

Są też głosy obrony i próby łagodzenia sporu

W obronie wiceministra stanęła między innymi Dominika Wielowieyska. Dziennikarka zwracała uwagę na historyczne tło związane z rodziną Szeptyckich i zarzucała krytykom brak szerszej wiedzy o tej historii.

Na jej argumenty odpowiedział Paweł Szrot, były minister w Kancelarii Prezydenta RP. Wymiana opinii pokazała, że konflikt nie dotyczy już tylko jednego zdania, ale sposobu, w jaki w Polsce można mówić o ukraińskiej pamięci historycznej.

Krytycznie wobec samego porównania wypowiedziała się także Alicja Łepkowska-Gołaś z Koalicji Obywatelskiej. Posłanka podkreśliła, że osoby określane mianem niezłomnych walczyły przeciw systemowi komunistycznemu, a nie uczestniczyły w mordach na cywilach.

Sprawa wpisuje się w szersze napięcie z Ukrainą

Kontrowersje wokół Szeptyckiego pojawiły się w czasie, gdy relacje polsko-ukraińskie są szczególnie obciążone polityką historyczną. Duże emocje wywołała decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia Bohaterów UPA.

W reakcji na ten krok Karol Nawrocki zapowiedział zwołanie Kapituły Orderu Orła Białego. Jednym z tematów ma być kwestia odebrania najwyższego polskiego odznaczenia prezydentowi Ukrainy, który otrzymał je w kwietniu 2023 roku od Andrzeja Dudy.

Dlatego rząd Tuska znalazł się pod presją nie tylko z powodu słów jednego wiceministra. Każda reakcja w tej sprawie będzie odczytywana jako sygnał w sporze o pamięć, politykę wobec Ukrainy i granice kompromisu w relacjach z Kijowem.

Udostępnij to 👇