Jarosław Kaczyński uderzył w Grzegorza Brauna wyjątkowo ostro i jasno postawił granicę. Prezes PiS zadeklarował, że nie widzi miejsca dla Brauna ani Konfederacji Korony Polskiej w planach koalicyjnych swojej partii. To mocny sygnał, bo w tle pojawia się pytanie o przyszłą większość i drogę prawicy do rządzenia.
Kaczyński woli nie rządzić wcale, niż wejść w układ z liderem Korony. Przy okazji padły słowa o zagrożeniu dla Polski, powiązaniach rosyjskich i wyborcach, którzy według prezesa PiS mogą nie wiedzieć, kto otacza Brauna. Ten wywiad może zaboleć szczególnie tam, gdzie część elektoratu odpłynęła z PiS właśnie w stronę Brauna.
Kaczyński mówi „nie” koalicji z Braunem
Jarosław Kaczyński w rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem został postawiony przed polityczną matematyką szerokiej koalicji. Dziennikarz wskazał wariant obejmujący Sławomira Mentzena, Krzysztofa Bosaka i Grzegorza Brauna, czyli układ, który miałby otwierać PiS drogę do rządzenia.
Prezes PiS odpowiedział jednak bez zostawiania furtki dla lidera Konfederacji Korony Polskiej. Oświadczył, że nie widzi żadnej możliwości współpracy z Braunem i woli nie rządzić w ogóle, niż budować władzę razem z nim.
To nie była zwykła deklaracja dystansu wobec konkurenta po prawej stronie sceny. Kaczyński zapewnił, że Braun i Korona nie pojawią się w koalicyjnych planach PiS w żadnym wypadku, a takie sformułowanie zamyka przestrzeń na późniejsze miękkie tłumaczenia.
Padły słowa, które natychmiast podnoszą temperaturę sporu
Najostrzejszy fragment dotyczył samej oceny Brauna jako politycznego zjawiska. Kaczyński nazwał go czymś spoza sfery normalnej polityki i dodał, że to, co robi lider Korony, nie jest normalną częścią życia publicznego.
Prezes PiS rozdzielił przy tym Brauna od jego wyborców. Zaznaczył, że nie mówi o samych sympatykach, bo część z nich może nie zdawać sobie sprawy z osób otaczających lidera Korony oraz z wątków, które Kaczyński wiąże z jego środowiskiem.
W tej części padły najmocniejsze zarzuty polityczne. Kaczyński mówił o powiązaniach rosyjskich i wypowiedziach przeciwko papieżowi, a następnie ocenił, że gdyby wyborcy o tym wiedzieli, wielu z nich nie poparłoby Brauna.
„Szeroki namiot” ma swoje granice
Kaczyński przyznał, że jest zwolennikiem szerokiego namiotu, ale od razu pokazał, gdzie ten namiot ma się kończyć. Przywołał powiedzenie Boya-Żeleńskiego o tym, że największy ambaras polega na tym, żeby dwoje chciało naraz, po czym dopowiedział, że w tej sytuacji chodziłoby nawet o troje.
Prezes PiS zastrzegł, że jest jeszcze za wcześnie, aby przesądzać przyszłe scenariusze. Według niego dopiero wybory parlamentarne zweryfikują możliwości, ale ta ostrożność nie objęła Brauna i Korony, bo w ich sprawie Kaczyński wypowiedział się kategorycznie.
W tym sensie rozmowa nie dotyczyła wyłącznie jednego polityka. Chodzi także o to, jak daleko PiS jest gotowe przesuwać granice porozumień po prawej stronie i z kim nie chce wiązać swojej odpowiedzialności za władzę.
Czarnek ma być odpowiedzią dla odpływającego elektoratu
W rozmowie pojawił się również wątek wyborców, którzy przeszli od PiS do Brauna. Kaczyński odpowiedział, że dla tej grupy lepszym wyborem ma być Przemysław Czarnek w roli kandydata na premiera.
To ważna deklaracja, bo pokazuje, że PiS nie chce oddawać tej części elektoratu bez walki. Zamiast szukać porozumienia z Braunem, Kaczyński wskazuje własną twarz dla wyborców, którzy oczekują twardszego kursu.
Prezes PiS porównał także ewentualną współpracę z Braunem do dawnych doświadczeń z Samoobroną Andrzeja Leppera. Stwierdził, że tamten układ źle się skończył, a Samoobronę przedstawił jako partię znacznie bardziej cywilizowaną niż dzisiejsze otoczenie Brauna.
To brzmi jak polityczne ostrzeżenie przed przyszłymi negocjacjami
Najmocniejszy ciężar całej wypowiedzi tkwi w słowach, że Braun jest dla Polski bardzo niebezpieczny. Kaczyński dodał, że nie można godzić się ani na funkcjonowanie takiej osoby w polityce, ani na jej poglądy.
Tak ostry komunikat może mieć konsekwencje nie tylko dla relacji między PiS a Koroną. Jeżeli po wyborach parlamentarnych wróci temat prawicowej większości, ta wypowiedź będzie jedną z pierwszych przeszkód, do których przeciwnicy i potencjalni partnerzy natychmiast wrócą.
Kaczyński postawił więc sprawę na ostrzu noża: szerokie porozumienia tak, ale nie za cenę wciągnięcia Brauna do politycznego układu PiS. Dla wyborców prawicy to sygnał, że walka o ich głosy będzie ostra, ale granica koalicji została wyznaczona publicznie i bardzo twardo.









