Byliście gotowi na spokojny powrót do rzeczywistości po szampańskiej zabawie sylwestrowej, ale aura miała zupełnie inne, przerażające plany na ten dzień. Zamiast noworocznej sielanki mamy do czynienia z pogodowym horrorem, który dosłownie odcina od świata kolejne regiony naszego kraju, a synoptycy łapią się za głowy, patrząc na najnowsze mapy satelitarne. To, co dzieje się teraz za oknami milionów Polaków, to absolutnie nie są żarty, ponieważ czerwone i pomarańczowe alerty zalały niemal całą mapę Polski.
Sytuacja jest niezwykle dynamiczna i zmienia się z minuty na minutę, a śmiertelne zagrożenie czyha niemal w każdym województwie pod zupełnie inną, zdradliwą postacią. Jeśli planujesz dzisiaj jakąkolwiek podróż samochodem lub choćby dłuższy spacer, koniecznie sprawdź, czy Twoje miasto znajduje się na czarnej liście miejsc objętych ekstremalnym ryzykiem. Przeczytaj ten pilny raport do końca i dowiedz się, gdzie bezlitosny żywioł uderzy z największą siłą!
Białe piekło pochłania kolejne miasta. Mieszkańcy są w szoku, a to dopiero początek dramatu
Nikt nie spodziewał się, że pierwszy dzień stycznia przywita nas tak gwałtownym załamaniem pogody, które wprawiło w osłupienie nawet najstarszych górali. Wschodnie i południowe krańce Polski zmagają się z intensywnymi opadami śniegu, które w mgnieniu oka paraliżują ruch drogowy i zasypują chodniki grubą warstwą białego puchu. Służby robią co mogą, ale w starciu z tak potężną siłą natury, człowiek momentami staje się zupełnie bezradny, co widać po nerwowych wpisach internautów.
Najgorsza sytuacja panuje obecnie na północnym wschodzie, gdzie województwo warmińsko-mazurskie zostało praktycznie w całości objęte alarmami, a mieszkańcy z niedowierzaniem patrzą w niebo. Równie dramatycznie jest na Podlasiu, gdzie w okolicach Suwałk i Łomży zima postanowiła pokazać swoje najgroźniejsze oblicze, nie dając wytchnienia drogowcom ani przechodniom. Nawet centralna Polska nie może spać spokojnie, ponieważ śnieżyce dotarły do okolic Ostrołęki, sprawiając, że powroty z noworocznych wyjazdów mogą zamienić się w walkę o przetrwanie.
To jednak nie koniec złych wieści, ponieważ silny wiatr postanowił dołączyć do tego mroźnego tańca, tworząc niebezpieczne zawieje i zamiecie śnieżne na ogromnym obszarze kraju. Widoczność w wielu miejscach spada niemal do zera, a kierowcy na Dolnym Śląsku, Mazowszu czy w Małopolsce raportują o skrajnie trudnych warunkach, które zmieniają podróż w rosyjską ruletkę. W górach, szczególnie w Tatrach i Bieszczadach, sytuacja jest na tyle poważna, że wyjście na szlak może skończyć się tragicznie, dlatego turyści proszeni są o zachowanie zdrowego rozsądku.
Zabójczy mróz i szklanka na drogach. Syberyjskie chłody docierają do Polski wschodniej
Kiedy myśleliśmy, że opady śniegu to najgorsze, co może nas spotkać, termometry postanowiły sprowadzić nas na ziemię, pokazując wartości rodem z bieguna północnego. Mieszkańcy wschodnich regionów muszą przygotować się na prawdziwe uderzenie arktycznego powietrza, które sprawi, że wyjście z domu będzie bolesnym doświadczeniem dla każdego zmarzlucha. Prognozy mówią wprost o spadkach temperatury sięgających nawet minus siedemnastu stopni Celsjusza, co przy silnym wietrze będzie odczuwalne jak prawdziwe katusze.
Szczególnie zagrożone są powiaty w województwie podlaskim oraz część Mazowsza, gdzie przenikliwy ziąb będzie wdzierał się do mieszkań i samochodów, testując wytrzymałość systemów grzewczych. Taka temperatura to śmiertelne zagrożenie dla osób bezdomnych oraz zwierząt, dlatego warto rozejrzeć się wokół i w razie potrzeby zareagować, zanim dojdzie do tragedii. Nadchodząca noc zapowiada się jako jedna z najzimniejszych w tym sezonie, a eksperci ostrzegają, by nie lekceważyć tak gwałtownego spadku słupków rtęci.
Zupełnie inny, ale równie niebezpieczny koszmar rozgrywa się w zachodniej i centralnej części Polski, gdzie temperatura balansująca w okolicach zera tworzy na drogach zdradliwą gołoledź. Mieszkańcy Wielkopolski, Ziemi Lubuskiej oraz Opolszczyzny muszą mieć się na baczności, bo marznące opady zamieniają asfalt w taflę lodu, na której nie ma mocnych. Każdy krok czy manewr kierownicą na tak zwanej „szklance” może skończyć się bolesnym upadkiem lub groźną stłuczką, dlatego służby apelują o zdjęcie nogi z gazu.
Wichury zrywają czapki z głów, a w górach panuje istny horror. Czy jest nadzieja na poprawę?

Jakby nieszczęść było mało, nad Polską przetaczają się potężne wichury, które potęgują uczucie zimna i stanowią realne zagrożenie dla zdrowia i mienia. Wybrzeże, z Trójmiastem na czele, musi zmierzyć się z porywistym wiatrem osiągającym prędkość nawet siedemdziesięciu kilometrów na godzinę, co skutecznie zniechęca do noworocznych spacerów brzegiem morza. Mieszkańcy nadmorskich kurortów donoszą o niebezpiecznie kołyszących się drzewach i fruwających przedmiotach, co tylko potwierdza powagę wydanych ostrzeżeń.
Prawdziwe piekło rozpętało się jednak wysoko w górach, gdzie żywioł szaleje z niewyobrażalną siłą, osiągając w porywach przerażające sto dwadzieścia kilometrów na godzinę. Tak potężne podmuchy w połączeniu z intensywnymi opadami śniegu oznaczają zerową widoczność i ryzyko zabłądzenia nawet na prostych szlakach, co powinno być ostatecznym argumentem za pozostaniem w schronisku. Ratownicy górscy mają ręce pełne roboty i wprost błagają turystów o rezygnację z ambitnych planów zdobywania szczytów w takich warunkach.
Ogólna prognoza na resztę dnia nie napawa optymizmem, bo gęste chmury szczelnie przykryły niebo nad niemal całym krajem, odbierając nam resztki słońca. Przyrost pokrywy śnieżnej o kolejne centymetry oraz mieszanka deszczu ze śniegiem sprawiają, że drogowe warunki są fatalne i wymagają od kierowców nadludzkiego skupienia. Nowy Rok rozpoczął się z wielkim przytupem, ale niestety nie w takim stylu, jakiego byśmy sobie życzyli, więc najlepszą opcją pozostaje ciepły koc i gorąca herbata w domowym zaciszu.









