Armia Izraela w rozsypce! Tak potężnych strat nie było od ponad 40 lat – te liczby mówią same za siebie

Trudno uwierzyć w to, co wydarzyło się w ciągu zaledwie kilku godzin. Izraelska armia, uważana za jedną z najpotężniejszych na świecie, została upokorzona w sposób, jakiego nie widziano od dekad. Zniszczone czołgi, ostrzelane centra dowodzenia i chaos na froncie – to nie scenariusz filmu wojennego, lecz brutalna rzeczywistość.

Hezbollah zadał cios, który wstrząsnął nie tylko Izraelem, ale i całym światem. Szczegóły tej operacji mrożą krew w żyłach, a skala zniszczeń przekracza najczarniejsze scenariusze izraelskich generałów. Czytaj dalej, bo to, co się wydarzyło, zmieni układ sił na Bliskim Wschodzie na lata.

Zasadzki jak z koszmaru – Hezbollah rozłożył Izrael na łopatki

To, co rozegrało się w południowym Libanie, przejdzie do historii współczesnych konfliktów zbrojnych. Libańska grupa paramilitarna Hezbollah, podporządkowana Iranowi, zastawiła na siły izraelskie serię misternie zaplanowanych pułapek. Najpierw we wtorek, a potem w czwartek bojownicy ugrupowania uderzyli z chirurgiczną precyzją, zaskakując izraelskich żołnierzy. Nikt nie spodziewał się, że operacja przybierze tak dramatyczny obrót.

Bilans strat jest po prostu przerażający. W zasadzkach zniszczono łącznie 18 izraelskich czołgów podstawowych Merkawa – maszyn, które do tej pory uchodziły za jedne z najlepszych na świecie. Do tego Hezbollah wyeliminował dwa zdalnie sterowane buldożery D9, wykorzystywane przez armię izraelską w operacjach inżynieryjnych. Każda z tych maszyn to strata warta miliony dolarów i – co ważniejsze – ludzkie tragedie załóg.

Sam czwartek okazał się dla Izraela prawdziwym czarnym dniem. Tego jednego dnia Hezbollah zniszczył co najmniej 12 czołgów Merkawa, co stanowi rekordową jednorazową stratę izraelskich sił pancernych od lat 80. XX wieku. Eksperci wojskowi na całym świecie nie mogą wyjść z szoku, że tak dobrze wyposażona armia mogła ponieść aż tak dotkliwe straty w tak krótkim czasie. To był nokaut, którego nikt się nie spodziewał.

Deszcz rakiet i ostrzelane centra dowodzenia – totalna eskalacja

Hezbollah nie ograniczył się jednak wyłącznie do zasadzek na czołgi. W tym samym czasie artyleria proirańskiego ugrupowania uderzyła w same serce izraelskiej machiny wojennej – centra dowodzenia odpowiedzialne za koordynowanie operacji bojowych w Libanie. Ostrzałowi poddano osiedla Beit Gilel, Nagariya i Shomera, gdzie stacjonowali izraelscy oficerowie kierujący działaniami militarnymi. To był cios wymierzony prosto w mózg operacji.

Co szczególnie szokujące, Hezbollah zaatakował również izraelskie wsparcie wysłane w celu ewakuacji rannych żołnierzy. To posunięcie, które łamie wszelkie reguły i pokazuje bezwzględność tego konfliktu. Ranni żołnierze, zamiast otrzymać pomoc, znaleźli się pod kolejnym obstrzałem. Sytuacja na froncie wymknęła się spod kontroli w sposób, którego izraelscy dowódcy najwyraźniej w ogóle nie przewidzieli.

Jakby tego było mało, Iran dorzucił do tego piekła własny akord. Ponad 60 rakiet wystrzelonych przez irańskie siły uderzyło w cele w Galilei na północy Izraela, stanowiąc uzupełnienie czwartkowych ataków Hezbollahu. Skoordynowana ofensywa z dwóch kierunków jednocześnie postawiła izraelską obronę w niezwykle trudnej sytuacji. To była klasyczna operacja kleszczowa, która zaskoczyła nawet doświadczonych analityków wojskowych.

Drugi front i widmo wielkiej wojny – tak źle nie było od dekad

Geneza obecnej eskalacji sięga końca lutego, kiedy to siły izraelsko-amerykańskie rozpoczęły atak na Iran. W odpowiedzi na tę operację Hezbollah otworzył drugi front przeciwko Izraelowi, zmuszając go do walki na wielu kierunkach jednocześnie. Izrael odpowiedział wysłaniem wojsk lądowych na południe Libanu, co okazało się decyzją o katastrofalnych konsekwencjach. Właśnie tam, na terenie doskonale znanym bojownikom Hezbollahu, izraelskie siły pancerne wpadły w śmiertelne pułapki.

Jak przypomina portal MilitaryWatchMagazine, czołgi Merkawa nie są nowicjuszami, jeśli chodzi o ponoszenie strat. Podczas operacji w Strefie Gazy od końca 2023 roku izraelska armia traciła te maszyny w starciach z palestyńskimi grupami paramilitarnymi. Jednak tamte straty nie mogą się nawet równać z tym, co Hezbollah zrobił w ciągu kilku dni. Różnica w uzbrojeniu i wyszkoleniu między palestyńskimi bojówkami a Hezbollahem okazała się przepaścią.

Ostatni raz izraelskie siły pancerne przeżyły podobny koszmar w latach 80. XX wieku, podczas pierwszego etapu wojny libańskiej. Wówczas Merkawy i starsze czołgi dostarczone przez Stany Zjednoczone starły się z syryjskimi czołgami T-72, ponosząc dotkliwe straty. Minęło ponad czterdzieści lat, a historia zatoczyła złowieszcze koło – ponownie w Libanie i ponownie z druzgocącym skutkiem dla Izraela. Pytanie, które teraz zadają sobie wszyscy, brzmi: czy to dopiero początek znacznie większej katastrofy?

Udostępnij to 👇