Diesel po 9 zł, a to dopiero początek! Stacje paliw rozważają LIMITY sprzedaży. „Tak źle nie było od 35 lat!”

Ceny oleju napędowego wystrzeliły w kosmos i nie zamierzają wracać na ziemię. Kierowcy nie wierzą własnym oczom, patrząc na wyświetlacze dystrybutorów, a przewoźnicy drogowi wprost przyznają — dopłacają z własnej kieszeni, żeby w ogóle jeździć. To nie jest kolejny sezonowy wzrost cen, to prawdziwa katastrofa, jakiej rynek paliw w Polsce jeszcze nie widział.

Eksperci mówią o sytuacji bez precedensu, sprzedawcy paliw liczą straty liczone w dziesiątkach groszy na każdym sprzedanym litrze, a na stacjach benzynowych dochodzi już do aktów agresji wobec pracowników. Czy rząd zdąży zareagować, zanim cała branża transportowa runie jak domek z kart? Czytaj dalej, bo to, co dzieje się za kulisami, mrozi krew w żyłach!

Diesel atakuje magiczną barierę 9 złotych. Kierowcy w szoku, przewoźnicy na kolanach

Jeszcze kilka tygodni temu cena oleju napędowego oscylowała w granicach, które — choć bolesne — dawały się jakoś przeżyć. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej, a diesel w niektórych regionach Polski kosztuje już niemal 9 złotych za litr. To historyczne rekordy, które jeszcze niedawno wydawały się scenariuszem z filmów katastroficznych, a nie polską rzeczywistością.

Co najbardziej przeraża, ceny w hurcie są WYŻSZE niż na stacjach detalicznych. To oznacza, że właściciele stacji benzynowych dosłownie tracą pieniądze na każdym sprzedanym litrze, dotując tankowanie z własnej kieszeni. Miesiąc do miesiąca różnica w cenach skoczyła nawet o dwa złote na litrze — to szaleństwo, jakiego nikt się nie spodziewał.

Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych, nie owija w bawełnę. Jak sam mówi, branża transportowa żyje w permanentnym kryzysie od siedmiu lat — od pandemii, przez wojnę, po skoki inflacyjne. Przewoźnicy drogowi nie proszą o prezenty, ale o elementarne pochylenie się nad ich sytuacją, bo dziś dosłownie dopłacają do obsługi swoich klientów.

Sprzedawcy paliw mówią wprost: będziemy OGRANICZAĆ sprzedaż diesla!

To, co jeszcze niedawno brzmiało jak science fiction, dziś staje się realnym scenariuszem. Wojciech Teszner, który prowadzi stacje paliw od 1990 roku i jest ekspertem Polskiej Izby Paliw Płynnych, przyznaje otwarcie — jest najgorzej od 35 lat. Właściciele stacji poważnie rozważają wprowadzenie limitów sprzedaży oleju napędowego, bo każdy sprzedany litr generuje straty na poziomie kilkudziesięciu groszy.

To nie jest sytuacja, w której zarabia się mniej. To sytuacja, w której traci się realne pieniądze z każdą transakcją przy dystrybutorze. Wielu przedsiębiorców handlujących paliwem detalicznie już teraz planuje radykalne zmiany w swoim biznesie. Jeśli limity rzeczywiście zostaną wprowadzone, kierowcy mogą stanąć przed widmem problemów z dostępnością paliwa.

Na stacjach benzynowych atmosfera gęstnieje z dnia na dzień. Teszner ujawnia, że dochodzi już do nerwowych reakcji, a nawet aktów agresji ze strony klientów wobec sprzedawców. Ludzie szukają winnych, a pracownicy stacji stają się kozłami ofiarnymi sytuacji, na którą nie mają absolutnie żadnego wpływu. Beczka prochu czeka już tylko na iskrę.

Eksperci alarmują: kryzys na Bliskim Wschodzie uderzy w nas jeszcze mocniej

Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, rysuje obraz, od którego włos się jeży na głowie. Hurtownicy mówią, że tak źle jeszcze nie było, detaliści sprzedają poniżej ceny zakupu, a ratowanie płynności całego rynku paliwowego spoczywa wyłącznie na barkach przedsiębiorców. Efekt domina jest nieunikniony — po sprzedawcach paliw i przewoźnikach ucierpią wszystkie firmy, od jednoosobowych działalności po korporacje.

Kryzys na Bliskim Wschodzie dociera do polskich stacji paliw z około pięciotygodniowym opóźnieniem. To oznacza, że to, co widzimy dziś na dystrybutorach, jest dopiero echem wydarzeń sprzed ponad miesiąca. Jeśli sytuacja geopolityczna nie ulegnie poprawie — a eksperci nie widzą na to szans w najbliższym kwartale — kolejne fale podwyżek są tylko kwestią czasu.

Charakterystyczne dla tego kryzysu jest jedno zjawisko, które powtarza się jak mantra wśród kierowców i przedsiębiorców. Ceny rosną jak rakieta, ale spadają powoli jak piórko. To asymetria, która budzi największą frustrację, bo nawet gdy sytuacja na rynkach międzynarodowych się stabilizuje, polscy konsumenci jeszcze długo odczuwają skutki poprzednich skoków cenowych.

List do premiera wysłany! Rząd rozważa obniżkę VAT na paliwa

Sytuacja jest na tyle poważna, że branża transportowa postanowiła uderzyć prosto do źródła. Północna Izba Gospodarcza i Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych napisali oficjalne pismo do premiera i spotkali się z wiceministrem infrastruktury. Dariusz Matulewicz przyznaje, że czekają na konkretne efekty, licząc na realne wsparcie dla branży, która jest fundamentem polskiej gospodarki.

Minister finansów Andrzej Domański w czwartek 26 marca ujawnił, że rząd intensywnie pracuje nad rozwiązaniami, które mają przeciwdziałać dramatycznym podwyżkom na stacjach. Jedną z głównych rozważanych opcji jest obniżenie podatku VAT na produkty paliwowe. Minister zaznaczył jednak, że kluczowe jest, aby ewentualna obniżka przełożyła się na realne spadki cen dla kierowców, a nie została „skonsumowana” przez pośredników w łańcuchu dystrybucji.

Domański nie wyklucza również wprowadzenia podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych, co byłoby bezprecedensowym krokiem. Jeśli VAT spadłby z obecnych 23 proc. do 8 proc. — tak jak zrobił to w swoim czasie rząd PiS — cena benzyny Pb95 mogłaby spaść o około 80 groszy na litrze, a diesla nawet o złotówkę. Pytanie brzmi: czy rząd zdecyduje się na tak odważny ruch i czy zrobi to wystarczająco szybko, zanim branża transportowa i tysiące stacji paliw w Polsce nie staną na krawędzi bankructwa?

Udostępnij to 👇