To nie jest żart ani czarny scenariusz – to brutalna rzeczywistość, która już za kilka dni uderzy w portfele milionów polskich kierowców. Eksperci właśnie opublikowali najnowsze prognozy cenowe i wielu osobom dosłownie opadła szczęka. Takich stawek na stacjach nie widzieliśmy od wybuchu wojny na Ukrainie!
Jeśli tankujesz diesla, to musisz przeczytać ten artykuł do końca – bo kwoty, które analitycy wyliczyli na nadchodzący tydzień, mogą sprawić, że poważnie zaczniesz rozważać przesiadkę na rower. Sprawdź, ile dokładnie zapłacisz i dlaczego to dopiero początek kłopotów.
Bliski Wschód znów miesza w cennikach na polskich stacjach – i to jak!
Wydawało się, że najgorsze mamy już za sobą, ale geopolityka znów postanowiła dać nam solidnego kopa w portfel. Konflikt bliskowschodni nie tylko nie wygasa, ale zaczyna coraz mocniej odbijać się na globalnych rynkach surowcowych. Blokada Cieśniny Ormuz – strategicznego szlaku transportu ropy – generuje realne braki podażowe, które rozchodzą się po świecie jak fala uderzeniowa.
Eksperci z e-petrol.pl nie owijają w bawełnę i wprost przyznają, że sytuacja zaczyna przypominać koszmar z początku 2022 roku. Wtedy Rosja zaatakowała Ukrainę i ceny paliw wystrzeliły do poziomów, które wydawały się nie do pomyślenia. Teraz historia zatacza złowieszcze koło, a kierowcy po raz kolejny stają się zakładnikami międzynarodowych napięć.
Jest jednak jedno pocieszenie – o braku paliw na polskim rynku na razie nie ma mowy. Analitycy uspokajają, że dostawy są stabilne i nie grozi nam sytuacja, w której podjedziemy pod dystrybutor i zobaczymy kartkę „paliwa brak”. Problem polega na czymś innym – za to paliwo trzeba będzie zapłacić cenę, która jeszcze kilka tygodni temu wydawała się abstrakcyjna.
Ceny hurtowe biją kolejne rekordy – benzyna podrożała najbardziej
Liczby, które właśnie opublikowali analitycy, mrożą krew w żyłach każdego, kto regularnie tankuje swój samochód. Aktualne średnie ceny paliw w hurcie prezentują się następująco: Pb98 kosztuje już 5953 zł za metr sześcienny, Pb95 to wydatek rzędu 5401 zł, a olej napędowy osiągnął pułap 6400 zł za metr sześcienny. Olej opałowy również nie pozostaje w tyle – jego cena wynosi 5042 zł za metr sześcienny.
W porównaniu z poprzednim tygodniem mamy do czynienia z prawdziwą lawiną podwyżek na rynku hurtowym. Największy szok dotyczy benzyn – zarówno Pb98, jak i Pb95 podrożały aż o 333 zł na metrze sześciennym w ciągu zaledwie jednego tygodnia. To wzrost, który w normalnych warunkach rynkowych rozłożyłby się na wiele tygodni, a tu wydarzył się z dnia na dzień.
Diesel podrożał w hurcie nieco mniej – o 99 zł za metr sześcienny – ale nie dajmy się zwieść pozornej łagodności tej podwyżki. Olej napędowy i tak jest już najdroższym paliwem na rynku, więc nawet relatywnie mniejszy wzrost oznacza kosmiczne ceny w wartościach bezwzględnych. Z kolei olej opałowy, kluczowy dla wielu gospodarstw domowych, zdrożał o 180 zł za metr sześcienny, co dla właścicieli domów ogrzewanych tym paliwem jest kolejnym ciosem w domowy budżet.
Diesel za „ósemkę” – oto ile zapłacisz w nadchodzącym tygodniu
Trzymajcie się mocno, bo prognozy na okres 16–22 marca brzmią jak scenariusz z horroru dla właścicieli aut z silnikiem wysokoprężnym. Analitycy przewidują, że litr oleju napędowego będzie kosztował od 7,77 do 8,01 zł. Tak, dobrze czytacie – diesel na części stacji może kosztować ponad 8 złotych za litr!
Właściciele aut benzynowych też nie mają powodów do radości. Pb98 ma kosztować od 7,29 do 7,45 zł za litr, a popularna „dziewięćdziesiątka piątka” będzie wyceniana w przedziale 6,54–6,69 zł za litr. Jedynym światełkiem w tunelu pozostaje autogaz, który z prognozowaną ceną 3,14–3,25 zł za litr wciąż stanowi wyraźnie tańszą alternatywę dla kierowców szukających oszczędności.
Eksperci wprost wskazują, że diesel utrzyma pozycję najdroższego paliwa na stacjach i na wielu dystrybutorach w Polsce cena może zbliżyć się, a nawet przebić magiczną barierę 8 złotych. Dla kierowców, którzy tankują pełny zbiornik diesla o pojemności 60 litrów, oznacza to rachunek sięgający niemal 480 złotych za jedno tankowanie – kwota, która jeszcze niedawno była nie do pomyślenia.
Skala podwyżek przeraża – diesel droższy o 1,60 zł od wybuchu konfliktu
Żeby zrozumieć, jak dramatycznie zmieniła się sytuacja, wystarczy cofnąć się do momentu wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie. Od tamtej pory ceny oleju napędowego wzrosły o około 1,60 zł na litrze – to podwyżka, która boleśnie uderza w każdego, kto jeździ na dieslu. Przy średnim rocznym zużyciu paliwa przez kierowcę oznacza to setki, a nawet tysiące złotych dodatkowych wydatków.
Benzyna drożała nieco wolniej, ale i tak różnica jest bardzo odczuwalna w portfelu. Cena „dziewięćdziesiątki piątki” wzrosła o niecałe 80 groszy na litrze od początku konfliktu. Może się to wydawać mniej dramatyczne w porównaniu z dieslem, ale pomnożone przez setki litrów tankowanych w ciągu roku, daje sumę, za którą można by opłacić niejeden rachunek.
Analitycy zwracają szczególną uwagę na fakt, że diesel jest paliwem w dużej mierze importowanym, co czyni go znacznie bardziej podatnym na zawirowania geopolityczne. Każde zaostrzenie konfliktu, każda blokada szlaków transportowych natychmiast przekłada się na cenę przy dystrybutorze. Niestety nic nie wskazuje na to, by sytuacja na Bliskim Wschodzie miała się w najbliższym czasie uspokoić – a to oznacza, że kierowcy muszą szykować się na kolejne podwyżki, które mogą okazać się jeszcze boleśniejsze niż te obecne.









