Najnowsze dane o zadłużeniu Polski wyglądają jak finansowy alarm. Pod koniec 2025 roku dług sektora instytucji rządowych i samorządowych sięgnął 2 335,2 mld zł, czyli 59,97 procent PKB. Do konstytucyjnej granicy 60 procent zabrakło dosłownie ułamka punktu.
Jeszcze mocniej brzmi informacja o styczniowym wzroście zadłużenia Skarbu Państwa o 46,38 mld zł. Według opisanego wyliczenia mogło to oznaczać przebicie symbolicznej bariery już na początku 2026 roku. Zobacz, dlaczego mimo tego polityczne trzęsienie ziemi wcale nie musi nadejść.
Liczby robią się coraz bardziej nerwowe
Na koniec 2025 roku łączny dług sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł 2 335,2 mld zł. W relacji do PKB dawało to 59,97 procent, czyli poziom niemal dotykający konstytucyjnej granicy. Tak mały margines wystarczył, by w dyskusji o finansach publicznych zapaliły się czerwone lampki.
Tylko w czwartym kwartale publiczne zadłużenie wzrosło o 113,4 mld zł. W całym 2025 roku przyrost wyniósł 322,5 mld zł, co oznacza wzrost o 16 procent rok do roku. Sam państwowy dług publiczny zwiększył się w ostatnim kwartale o 91,2 mld zł, a w skali roku o 302,1 mld zł.
Styczeń przyniósł kolejny mocny sygnał. Zadłużenie samego Skarbu Państwa wzrosło o 46,38 mld zł i zbliżyło się do dwóch bilionów złotych. Gdyby literalnie zadziałała polityczna logika konstytucyjnej bariery, rząd musiałby mierzyć się z wizją budżetu bez deficytu, cięć wydatków albo podwyżek podatków.
Fundusze poza budżetem i rachunek za odsetki
Kluczowy mechanizm polega na rozróżnieniu kategorii długu. Konstytucyjny limit odnosi się do państwowego długu publicznego, a część zobowiązań ulokowanych poza budżetem nie wchodzi do tej wąskiej kategorii. W praktyce dług może więc rosnąć w funduszach, które nie wyglądają w statystykach tak groźnie jak klasyczny dług państwa.
Na koniec 2025 roku w takich miejscach miało znajdować się ponad 421 mld zł zobowiązań. Ponad 208 mld zł przypisano do Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, niemal 81 mld zł do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, a ponad 70 mld zł do Krajowego Funduszu Drogowego. Mechanizm nie jest nowy, bo kolejne rządy korzystają z podobnych konstrukcji od lat.
Najbardziej bolesny może być jednak koszt obsługi zadłużenia. W tym roku na same odsetki od obligacji skarbowych ma pójść około 90 mld zł, a do końca dekady kwota ta może dojść do 130 mld zł. Przy planowanej emisji obligacji na 2026 rok w wysokości 688 mld zł najbliższe tygodnie pokażą, jak drogo inwestorzy każą Polsce płacić za pożyczanie pieniędzy.









