Minął dokładnie rok od chwili, gdy Polska wstrzymała oddech na wieść o tajemniczym zniknięciu Beaty Klimek, a sprawa ta wciąż budzi gigantyczne emocje i mnoży pytania bez odpowiedzi. W cieniu niewyjaśnionej zagadki kryminalnej rozgrywa się jednak osobisty dramat rodziny, o którym zdecydował się głośno opowiedzieć mąż poszukiwanej kobiety, Jan K. Mężczyzna, na którego od początku padały podejrzliwe spojrzenia sąsiadów, przerywa milczenie i zdradza wstrząsające kulisy życia w atmosferze ciągłego strachu i nagonki.
Sytuacja stała się tak napięta, że bliscy Jana K. nie są w stanie normalnie funkcjonować bez specjalistycznej pomocy medycznej, a interwencje psychologa i psychiatry stały się ich smutną codziennością. Czy lokalna społeczność faktycznie wydała już na niego wyrok, zamieniając życie jego rodziny w prawdziwy koszmar, z którego nie ma ucieczki? Koniecznie przeczytajcie to wstrząsające wyznanie, które rzuca zupełnie nowe, przerażające światło na kulisy tej medialnej sprawy.
Złowroga cisza w Poradzu i poranek, który zmienił wszystko
Tego feralnego, jesiennego poranka nic nie zapowiadało tragedii, która miała wstrząsnąć nie tylko małą miejscowością Poradz, ale i całym krajem. Był 7 października 2024 roku, kiedy Beata Klimek jak zwykle z matczyną troską wyprawiła trójkę swoich ukochanych dzieci do szkoły, odprowadzając je na przystanek autobusowy. Nikt wówczas nie przypuszczał, że to ostatni moment, kiedy sąsiedzi i bliscy widzą 48-latkę całą i zdrową. Kobieta dosłownie rozpłynęła się w powietrzu, pozostawiając za sobą jedynie pustkę i mnożące się z każdą godziną pytania.
Niepokój wybuchł niemal natychmiast, gdy sumienna pracownica nie dotarła do banku, w którym zajmowała się sprzątaniem, co było do niej zupełnie niepodobne. Zaniepokojona szefowa próbowała nawiązać kontakt, słysząc początkowo sygnał łączenia, jednak telefon Beaty milczał jak zaklęty, by wkrótce zamilknąć na zawsze. Samochód kobiety stał zaparkowany pod domem, ale w środku brakowało jej rzeczy osobistych, torebki oraz telefonu komórkowego. Sceneria wyglądała tak, jakby pani Beata została wyrwana ze swojego życia w ułamku sekundy, w okolicznościach, które do dziś mrożą krew w żyłach.
Najbardziej tajemniczym elementem tej układanki jest domowy monitoring, który zarejestrował moment wyjścia kobiety z dziećmi, ale potem w niewyjaśniony sposób przestał działać. Kamera została wyłączona krótko po godzinie 7:00 rano, co uniemożliwia ustalenie, czy Beata wróciła do mieszkania, czy może spotkało ją coś złego jeszcze na podwórku. Rodzina natychmiast powiadomiła służby, kategorycznie odrzucając wersję o ucieczce, ponieważ Beata latami walczyła o adopcję dzieci i były one dla niej całym światem. Bliscy są pewni, że kochająca matka nigdy nie porzuciłaby swoich pociech z własnej woli, co czyni tę sprawę jeszcze bardziej mroczną.
Mąż w ogniu oskarżeń i strach przed linczem sąsiadów
Od samego początku oczy wszystkich – zarówno zrozpaczonej rodziny, jak i dociekliwych śledczych – zwrócone były w stronę Jana K., z którym zaginiona była w trakcie burzliwego rozwodu. Mężczyzna jednak konsekwentnie i z uporem maniaka powtarza, że nie ma bladego pojęcia, co stało się z jego żoną tamtego ranka. W swoich zeznaniach i rozmowach z mediami utrzymuje, że widział wychodzącą Beatę, ale potem zajął się swoimi sprawami na tyłach posesji, gdzie rzekomo ciął drewno i sprzątał. Twierdzi, że hałas prac gospodarczych zagłuszył wszystko, co mogło wydarzyć się w innej części podwórka.
Atmosfera w wiosce gęstniała z dnia na dzień, a Jan K. stał się wrogiem publicznym numer jeden dla lokalnej społeczności, która nie kryła swojej wrogości. Mężczyzna tłumaczył swoją szokującą bierność w oficjalnych poszukiwaniach żony panicznym strachem o własne życie i zdrowie. W rozmowach z prasą sugerował, że mieszkańcy ruszali w teren uzbrojeni w siekiery i widły, co w jego ocenie groziło samosądem i brutalnym linczem na jego osobie. Zamiast dołączyć do grup poszukiwawczych, wolał szukać Beaty na własną rękę, unikając konfrontacji z rozwścieczonym tłumem.
Mimo upływu dwunastu miesięcy i intensywnego śledztwa, prokuratura wciąż nie postawiła nikomu zarzutów, a dowodów na winę męża po prostu brakuje. To jednak nie uspokaja nastrojów, a Jan K. czuje się osaczony we własnym domu, twierdząc, że cała wioska sprzysięgła się przeciwko niemu. Jego wersja wydarzeń wciąż jest analizowana, ale brak ciała i twardych dowodów sprawia, że mężczyzna pozostaje na wolności. Tymczasem on sam kreuje się na ofiarę systemu i ludzkiej nienawiści, która rzekomo niszczy go każdego dnia.
Rodzice na skraju załamania i wizyty u psychiatry
Rok po zaginięciu Beaty Klimek, jej mąż postanowił ujawnić, jak dramatyczne żniwo zbiera ta sytuacja w jego najbliższym otoczeniu rodzinnym. Jan K. w rozmowie z mediami wyznał, że jego starzy rodzice stali się celem bezpardonowych ataków i żyją w stanie permanentnego stresu. Wspomina o niebezpiecznym incydencie pod sklepem, gdzie jego ojciec musiał rzekomo fizycznie się bronić przed agresją miejscowych. To życie w ciągłym napięciu doprowadziło starszych państwa na skraj wytrzymałości psychicznej i emocjonalnej ruiny.
Sytuacja zdrowotna rodziców Jana K. stała się na tyle poważna, że domowe metody radzenia sobie ze stresem przestały wystarczać i konieczna była interwencja lekarzy. Mężczyzna otwarcie przyznaje, że jego bliscy musieli skorzystać z pomocy profesjonalnego psychiatry oraz psychologa, by móc w ogóle wstawać z łóżka. Są pod stałą opieką specjalistów, co ma być dowodem na to, jak wielką krzywdę wyrządza im społeczny ostracyzm i ciągłe oskarżenia. Jan K. maluje obraz rodziny zaszczutej, która płaci najwyższą cenę za tragedię, z którą – jak twierdzi – nie ma nic wspólnego.
Według relacji męża zaginionej, nagonka nie ustaje, a wręcz przybiera na sile, niszcząc spokój ducha wszystkich domowników. Każde wyjście z domu wiąże się z ryzykiem konfrontacji, wyzwiskami czy groźnymi spojrzeniami, co potęguje traumę starszych ludzi. Jan K. próbuje wzbudzić współczucie, pokazując, że ofiarami w tej sprawie są nie tylko zaginiona i jej dzieci, ale również jego rodzice. Czy to strategia obronna, czy rzeczywisty dramat starszych ludzi uwikłanych w kryminalną zagadkę?
Nowa miłość, stare konflikty i walka o dzieci
W życiu Jana K. pojawiła się nowa kobieta, ale nawet ten nowy związek nie jest wolny od cienia tragedii Beaty Klimek i hejtu. Mężczyzna żali się, że jego obecna partnerka również stała się tarczą strzelniczą dla internetowych i lokalnych hejterów. Skarży się na bezczynność organów ścigania, twierdząc, że prokuratura umarza wszystkie zgłoszenia dotyczące gróźb karalnych kierowanych w stronę jego i jego nowej wybranki. Z tego powodu Jan K. postanowił wycofać się z aktywności w internecie, by nie dolewać oliwy do ognia.
Równie wiele emocji budzi wątek jego byłej partnerki, Agnieszki B., z którą Jan K. nie chce mieć już absolutnie nic wspólnego. Mężczyzna w ostrych słowach ucina temat tej relacji, sugerując, że kobieta zdradziła go, rozmawiając za jego plecami z youtuberami zajmującymi się sprawą. Padają enigmatyczne oskarżenia o „inne rzeczy”, o których Jan nie chce mówić publicznie, ale które definitywnie przekreśliły ich znajomość. Widać wyraźnie, że w tym miłosnym trójkącie (a nawet czworokącie) wciąż wrze od niewyjaśnionych pretensji i żalu.
Na koniec mąż zaginionej składa buńczuczną deklarację dotyczącą dzieci, które obecnie przebywają pod opieką siostry Beaty Klimek. Jan K. jest przekonany, że pociechy są nastawiane przeciwko niemu i poddawane manipulacji, co utrudnia mu kontakt z nimi. Zapowiada jednak twardą i bezkompromisową walkę o odzyskanie praw do opieki, nie zważając na opinię publiczną. Tymczasem śledczy ponownie przeszukali jego posesję, a sprawa została przedłużona, co sugeruje, że ten ponury serial kryminalny jeszcze długo nie znajdzie swojego finału.









