Zima zaatakowała z całą mocą, a słupki rtęci w całej Polsce bezlitośnie pikują w dół, wywołując strach o to, czy nasze kaloryfery pozostaną ciepłe. Podczas gdy my trzęsiemy się z zimna, na szczytach władzy i energetyki trwa zażarta dyskusja o to, co tak naprawdę chroni nas przed totalnym blackoutem i ciemnością. Okazuje się, że ekologiczne sny o zielonej energii mogą prysnąć jak mydlana bańka w zderzeniu z brutalną, mroźną rzeczywistością.
Były wiceminister nie gryzie się w język i stawia sprawę jasno: gdyby nie znienawidzone przez wielu „czarne złoto”, bylibyśmy w potężnych tarapatach. Czy to oznacza, że nasze rachunki za prąd to dopiero początek koszmaru, a wizja zimnych mieszkań jest bardziej realna, niż myślimy? Koniecznie przeczytaj ten artykuł do końca, by dowiedzieć się, czy grozi nam energetyczna katastrofa!
BRUTALNA prawda o OZE! Wiatr i słońce nas zdradziły?
Kiedy za oknem szaleje mróz, a my marzymy tylko o gorącej herbacie pod kocem, polski system energetyczny przeżywa prawdziwe oblężenie. Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki i stary wyga w branży górniczej, nie pozostawia złudzeń co do naszej obecnej sytuacji. Ekspert wprost przyznaje, że wiatraki i panele słoneczne to wspaniała technologia, ale zimą to niestety tylko „sezonowa zabawa”, która w starciu z polskim mrozem jest bezradna.
Markowski brutalnie punktuje rzeczywistość, wskazując, że to właśnie teraz, gdy najbardziej potrzebujemy ciepła, elektrownie węglowe pokazują swoją potęgę. Według niego, w krytycznych momentach to kopalne źródła energii stają się naszym jedynym kołem ratunkowym, bez którego system mógłby nie wytrzymać. W lecie sytuacja wygląda kolorowo i OZE bije rekordy, ale zima bezlitośnie obnaża nasze uzależnienie od tradycyjnych surowców.
Statystyki są nieubłagane i pokazują, jak gigantyczne jest zapotrzebowanie Polaków na prąd w te mroźne dni. Portal money.pl donosi o rekordowym zużyciu, które w połowie stycznia sięgnęło astronomicznych 27,6 GW, co przyprawia operatorów sieci o zawrót głowy. To właśnie w takich chwilach wychodzi na jaw niewygodna prawda: mimo ekologicznej rewolucji, węgiel wciąż trzyma rękę na pulsie i decyduje o tym, czy w naszych gniazdkach płynie prąd.
OSTRE STARCIE ekspertów! Czy węgiel to bohater, czy mitoman?
W opozycji do dramatycznych słów Markowskiego staje Jakub Wiech, redaktor naczelny serwisu „Energetyka24”, który wylewa kubeł zimnej wody na entuzjastów węglowej potęgi. Ekspert tłumaczy, że słabsza wydajność OZE zimą to nie żadna porażka, ale po prostu kwestia fizyki i krótkiego dnia, co jest oczywiste dla każdego, kto zna specyfikę naszej szerokości geograficznej. Wiech sugeruje, że robienie z węgla jedynego zbawiciela narodu to spora przesada i zwykła figura retoryczna.
Redaktor bezlitośnie punktuje, że choć węgiel statystycznie zapewnia połowę mocy, to nie jest to żaden bohaterski czyn, a po prostu wykonywanie pracy, do której te elektrownie zostały stworzone. Według niego równie dobrze można by powiedzieć, że odnawialne źródła energii też nas ratują, bo dokładają swoją cegiełkę do systemu. Emocje wokół „ratowania Polski” przez węgiel są więc sztucznie nadmuchane, a liczby mówią same za siebie.
Co więcej, Jakub Wiech zwraca uwagę na fakt, który wielu zwolenników tradycyjnej energetyki wolałoby przemilczeć. W ciągu ostatniej dekady udział „czarnego złota” w naszym miksie energetycznym stopniał aż o 20 punktów procentowych, co pokazuje, że jego dominacja powoli, ale nieuchronnie odchodzi w przeszłość. Rola węgla jest w jego ocenie mocno przerysowana, a my nie powinniśmy dać się zwariować narracji o jego niezastąpioności.
PRZERAŻAJĄCA wizja przyszłości! Zbliżamy się do przepaści?
Mimo uspokajających głosów, Jerzy Markowski wraca z wizją, która może wywołać gęsią skórkę u każdego Polaka martwiącego się o przyszłość. Były minister bije na alarm i ostrzega przed nadciągającą „luką wytwórczą”, która może nas dopaść szybciej, niż się spodziewamy. Wyłączanie kolejnych bloków węglowych i likwidacja kopalń przy braku elektrowni atomowej to według niego proszenie się o gigantyczne kłopoty.
Sytuacja robi się naprawdę poważna, gdy uświadomimy sobie, że plany budowy atomu w Polsce to wciąż melodia bardzo odległej przyszłości. Markowski podkreśla, że ryzyko braku prądu, szczególnie w mroźne zimy, będzie z każdym rokiem drastycznie wzrastać. To nie są już tylko czcze groźby, ale realny scenariusz, w którym po prostu zabraknie nam mocy w systemie, gdy stare elektrownie zostaną wygaszone.
Najczarniejszy scenariusz dotyczy wygaszania eksploatacji w Bełchatowie, który jest sercem polskiej energetyki. Ta jedna elektrownia zabezpiecza dziś aż 20 procent naszego zapotrzebowania, co jest liczbą wręcz niewyobrażalną. Jeśli zniknie ona z mapy energetycznej bez solidnego zastępstwa, możemy obudzić się w rzeczywistości, gdzie przerwy w dostawach prądu staną się naszą codziennością.









