Tego nie spodziewał się nikt – nawet sam Macron. Największe mocarstwo wojskowe Unii Europejskiej zostało z pustymi magazynami i rosnącą paniką w sztabach generalskich. Pociski, które miały chronić Francję i jej sojuszników, poleciały na Ukrainę – a teraz irańskie drony latają bezkarnie nad głowami francuskich żołnierzy.
Paryż zwołuje posiedzenia kryzysowe, generałowie wskazują palcami na urzędników, urzędnicy obwiniają producenta broni, a producent rozkłada ręce. Chaos, wzajemne oskarżenia i jedno przerażające pytanie – kto obroni Europę, skoro Francja nie jest w stanie obronić nawet swoich sojuszników? Czytaj dalej, bo ta historia wygląda jak scenariusz filmu katastroficznego – tyle że dzieje się naprawdę.
Puste magazyny i pełna panika – tak Francja zapłaciła za hojność wobec Kijowa
To, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, stało się brutalną rzeczywistością. Francuskie Siły Powietrzne i Marynarka Wojenna dosłownie wykrwawiają się z zapasów pocisków MICA – każdy z nich kosztuje aż 700 tysięcy euro. Samoloty Rafale, duma francuskiej armii, zestrzeliwują nimi tanie irańskie drony Shahed nad Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, a magazyny pustoszeją w zastraszającym tempie.
Sytuacja jest na tyle poważna, że premier Sébastien Lecornu osobiście zwołał posiedzenie kryzysowe. Nie chodzi już o prestiż czy politykę – chodzi o fundamentalną zdolność obronną jednego z najpotężniejszych państw NATO. Francja, która przez lata hojnie wysyłała rakiety na Ukrainę, do Indii i Emiratów, nagle obudziła się z ręką w nocniku.
A przecież prezydent Macron już ponad trzy lata temu ogłaszał z pompą przejście na „gospodarkę wojenną”. Zapasy miały rosnąć, produkcja przyspieszać, a Francja miała być gotowa na każde zagrożenie. Tymczasem rzeczywistość okazała się brutalnie odmienna – pociski MICA, które miały chronić francuskie niebo, latają teraz gdzieś nad ukraińskimi stepami i pustynią Bliskiego Wschodu.
Generałowie kontra urzędnicy kontra zbrojeniówka – kto zawinił? Wszyscy się kłócą!
W paryskim Ministerstwie Obrony wrze jak w kotle. Sztab Generalny Sił Zbrojnych publicznie atakuje Dyrekcję Generalną ds. Uzbrojenia, zarzucając jej skandalicznie powolne tempo prac nad tańszymi alternatywami dla drogich pocisków MICA. Generałowie są wściekli – mówią wprost, że biurokraci przespali moment, w którym jeszcze można było zapobiec katastrofie.
Z kolei urzędnicy z DGA nie pozostają dłużni i wskazują palcem na koncern MBDA – giganta zbrojeniowego, który ich zdaniem nie przewidział gwałtownego wzrostu zapotrzebowania. Twierdzą, że producent powinien był dawno rozbudować linie produkcyjne i przygotować się na wojenny scenariusz. To klasyczna gra w przerzucanie odpowiedzialności, którą znamy z każdego wielkiego kryzysu.
Tymczasem MBDA odpowiada chłodno i bezlitośnie – bez gwarantowanych kontraktów nikt rozsądny nie zainwestuje milionów w rozbudowę fabryk. I trudno się dziwić – zaniedbania inwestycyjne sięgają lat dziewięćdziesiątych, a odwrócenie tego trendu zajmie minimum kilka lat. Pocisk MICA to technologiczny majstersztyk – leci z prędkością czterokrotnie przekraczającą prędkość dźwięku, ma zasięg do 80 kilometrów i jest praktycznie odporny na zakłócenia – ale nawet najlepszy pocisk jest bezużyteczny, gdy po prostu go nie ma.
Rakieta za 700 tysięcy euro kontra dron za grosze – absurd, który kosztuje fortunę
Eksperci wojskowi otwarcie mówią o skandalicznej niegospodarności i trudno się z nimi nie zgodzić. Strącanie taniego drona Shahed – którego produkcja kosztuje ułamek ceny zachodniego pocisku – rakietą wartą 700 tysięcy euro to jak zabijanie muchy złotym młotkiem. Matematyka jest bezlitosna – przy dziesiątkach zestrzelonych dronów rachunki idą w dziesiątki milionów euro.
Jedyną realną alternatywą jest użycie pokładowych działek samolotów Rafale, ale to rozwiązanie wiąże się z ogromnym ryzykiem. Pilot musi zbliżyć się na niebezpiecznie małą odległość do celu, co zagraża zarówno jemu, jak i maszynie wartej dziesiątki milionów euro. Dlatego Francja rozważa desperacki krok – przywrócenie do służby starszych pocisków R.550 Magic 2, które wcześniej sama przekazała Ukrainie, a które okazały się zaskakująco skuteczne przeciwko dronom Shahed.
Sytuacja Francji to ostrzeżenie dla całej Europy, które powinno spędzać sen z powiek każdemu przywódcy NATO. Równoczesne wspieranie Ukrainy w obronie przed rosyjską agresją i utrzymywanie gotowości bojowej na Bliskim Wschodzie wobec irańskiego zagrożenia okazało się zadaniem ponad siły nawet dla europejskiego mocarstwa nuklearnego. Jeśli Paryż nie zdoła szybko odbudować zapasów i zwiększyć produkcji, podobny kryzys może uderzyć w kolejnych członków Unii i NATO – a wtedy pytanie „kto nas obroni?” przestanie być retoryczne.
Źródła: niezalezna.pl, defence24.pl









