To miała być kolejna, nudna nocna zmiana na oddziale ratunkowym, ale los napisał scenariusz rodem z najgorszego filmu katastroficznego. Kiedy tajemniczy mężczyzna pojawił się na SOR-ze zwijając się z bólu, lekarze myśleli, że widzieli już w swojej karierze wszystko, jednak to makabryczne znalezisko dosłownie zwaliło ich z nóg. Personel medyczny zamarł z przerażenia, gdy szokująca prawda wyszła na jaw podczas rutynowego, intymnego badania.
Szpital natychmiast postawiono w stan najwyższej gotowości, a na korytarzach zamiast pielęgniarek zaroiło się od uzbrojonych saperów w ciężkim sprzęcie. Czy pacjent był szalony, czy to nieszczęśliwy wypadek łóżkowy zagrażający życiu setek niewinnych ludzi? Sprawdźcie koniecznie szokujące kulisy tej niewiarygodnej akcji ratunkowej, o której ze zgrozą huczy dziś cała Francja!
Nocny koszmar w Tuluzie: Seksualne igraszki zamieniły się w walkę z czasem
Wszystko zaczęło się dość niewinnie, gdy do szpitala Rangueil w Tuluzie zgłosił się pacjent skarżący się na potworny dyskomfort w dolnej części pleców. Mężczyzna był bardzo tajemniczy i ewidentnie wstydził się wyznać, co tak naprawdę jest przyczyną jego cierpienia, co tylko wzmogło czujność medyków. Dopiero po chwili przyznał, że włożył sobie „coś” w odbyt dla przyjemności, ale sytuacja wymknęła się spod kontroli i przedmiot utknął na dobre.
Lekarze, przyzwyczajeni do wyciągania najróżniejszych dziwactw z ludzkich otworów, przystąpili do standardowej procedury chirurgicznej bez większych emocji. Rutyna skończyła się jednak w ułamku sekundy, gdy na zdjęciach i podczas badania namacalnego zidentyfikowali obiekt tkwiący w ciele nieszczęśnika. Oczom chirurgów ukazał się potężny, metalowy walec o wymiarach 16 centymetrów długości i ponad 4 centymetry szerokości, który w niczym nie przypominał wibratora.
Atmosfera na sali operacyjnej zgęstniała w mgnieniu oka, a personel zorientował się, że ma do czynienia z prawdziwym pociskiem artyleryjskim z czasów I wojny światowej. Blady strach padł na wszystkich obecnych, ponieważ nikt nie miał pewności, czy zabytkowa amunicja nie jest wciąż aktywna i gotowa do detonacji. Decyzja mogła być tylko jedna: trzeba natychmiast przerwać zabieg i wezwać służby, które znają się na rozbrajaniu bomb, a nie tylko na leczeniu ludzi.
Ewakuacja i strefa śmierci: Saperzy wkraczają do akcji ratunkowej
Sytuacja w szpitalu zmieniła się błyskawicznie z medycznej w militarną, a dyrekcja placówki musiała podjąć drastyczne kroki w celu ochrony życia pacjentów i personelu. Około godziny 1:40 w nocy pod budynek podjechały na sygnale radiowozy oraz specjalistyczna jednostka saperska, co wywołało zrozumiałą panikę wśród chorych. W trybie natychmiastowym utworzono strefę bezpieczeństwa, odgradzając część szpitala, w której przebywał „wybuchowy” pacjent z bombą w ciele.
Eksperci od materiałów wybuchowych musieli działać precyzyjnie i szybko, ponieważ każda minuta zwłoki potęgowała stres i zagrożenie dla całej placówki. Saperzy z ogromną ostrożnością podeszli do pacjenta, by ocenić, czy niemiecki pocisk z 1918 roku może zrównać skrzydło szpitala z ziemią. Były to chwile pełne grozy, podczas których chirurdzy wstrzymali oddech, czekając na werdykt specjalistów w kombinezonach ochronnych.
Na całe szczęście, po dokładnych oględzinach, saperzy przekazali wiadomość, która pozwoliła wszystkim odetchnąć z gigantyczną ulgą. Okazało się, że historyczny pocisk został dawno temu zdemilitaryzowany i był jedynie kawałkiem kolekcjonerskiego metalu, który nie stwarzał ryzyka eksplozji. Dopiero po tym zapewnieniu lekarze mogli wrócić do swojej pracy i bezpiecznie usunąć niebezpieczny przedmiot z odbytu lekkomyślnego mężczyzny.
Finał sprawy: Wstydliwe przesłuchanie i zagadka bez odpowiedzi
Choć zagrożenie wybuchem minęło, to kłopoty pacjenta wcale się nie skończyły, ponieważ sprawą z urzędu zainteresowała się francuska prokuratura. Śledczy wszczęli postępowanie sprawdzające pod kątem posiadania amunicji kategorii A, co jest surowo zabronione i karalne, nawet jeśli to tylko pamiątka po pradziadku. Mężczyzna musiał tłumaczyć się nie tylko z tego, skąd ma pocisk, ale dlaczego postanowił wykorzystać go w tak nietypowy i niebezpieczny sposób.
Ostatecznie prokuratura w Tuluzie uznała, że skoro amunicja była pozbawiona ładunku wybuchowego, to formalnie nie doszło do popełnienia przestępstwa karnego. Mimo to pacjent zostanie jeszcze szczegółowo przesłuchany w najbliższych dniach, by zamknąć wszystkie wątki tej absurdalnej historii. Z pewnością będzie to jedna z najbardziej niezręcznych rozmów w jego życiu, o której jeszcze długo będą krążyć legendy na komendzie policji.
Sam poszkodowany po udanej operacji czuje się dobrze fizycznie, choć psychicznie z pewnością będzie musiał zmierzyć się z ogromnym wstydem. Francuskie media podkreślają, że choć znajdowanie niewybuchów na polach to norma, to odkrycie ich w ludzkim odbycie jest absolutnym ewenementem. Ta historia jest bolesną przestrogą dla wszystkich poszukiwaczy mocnych wrażeń, by dwa razy zastanowili się, co wkładają do swojego ciała.









