HORROR w poznańskim szpitalu! 24-letnia Wiktoria poszła na zabieg. Obudziła się bez szans na macierzyństwo! „Wypatroszył ją jak RZEŹNIK”

To, co spotkało 24-letnią Wiktorię, mrozi krew w żyłach i jest scenariuszem, którego boi się każda kobieta. Młoda dziewczyna, która zgłosiła się do szpitala z bólem brzucha, trafiła na stół operacyjny w ręce znanego profesora. Nie miała pojęcia, że ta decyzja na zawsze odmieni jej życie i odbierze największe marzenie o macierzyństwie.

Szokujące kulisy sprawy ujawniają bezduszność i skandal, który wstrząsnął całym środowiskiem medycznym w Polsce. Lekarz, który miał jej pomóc, zamienił jej życie w koszmar, a dyrekcja szpitala zdaje się go bezczelnie bronić. Poznajcie wstrząsającą historię Wiktorii i zobaczcie, jak potężny może być dramat za zamkniętymi drzwiami sali operacyjnej.

Zwykły ból brzucha zamienił się w KOSZMAR. Tak lekarz okaleczył 24-latkę

Wszystko zaczęło się niewinnie, jak to często bywa w historiach, które kończą się tragedią. 24-letnia Wiktoria poczuła ból brzucha, który zaniepokoił ją na tyle, by udać się do Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei w Poznaniu. Szybkie badania, USG i tomograf komputerowy, wykazały niewielką, czterocentymetrową zmianę na prawym jajniku. Diagnoza? Prawdopodobnie guz, który wymaga interwencji chirurgicznej.

Operację przeprowadził sam prof. Dariusz S., szef oddziału ginekologii, co mogło dawać młodej pacjentce poczucie bezpieczeństwa. Nikt nie spodziewał się, że człowiek z takim doświadczeniem i pozycją może dopuścić się czegoś tak potwornego. Wiktoria, ufając autorytetowi lekarza, położyła się na stole operacyjnym, wierząc, że za chwilę jej problem zniknie, a ona wróci do normalnego życia.

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść, i to nie od razu. Przez cztery długie dni po zabiegu nikt nie poinformował Wiktorii o tym, co tak naprawdę wydarzyło się na sali operacyjnej. Dopiero po tym czasie prof. Dariusz S. przekazał jej druzgocącą wiadomość: podczas operacji usunął jej nie tylko zmianę, ale oba jajniki, całą macicę i jajowody. Młoda kobieta w jednej chwili dowiedziała się, że została bezpowrotnie pozbawiona szansy na to, by kiedykolwiek zostać matką.

Prokuratura nie ma wątpliwości. Znany profesor usłyszał zarzuty. Grozi mu 20 lat więzienia!

Sprawa szybko trafiła do prokuratury, która po zapoznaniu się z opiniami biegłych, nie miała żadnych wątpliwości. Śledczy postawili prof. Dariuszowi S. zarzut umyślnego ciężkiego uszkodzenia ciała, za co grozi mu nawet 20 lat więzienia. To zarzut, który stawia się w przypadkach najcięższych przestępstw, co pokazuje skalę dramatu, jaki spotkał 24-letnią Wiktorię. Prokuratura jest przekonana, że działanie lekarza było celowe i bezprawne.

Jak ustalili śledczy, tak rozległy zabieg był całkowicie nieuzasadniony z medycznego punktu widzenia. Co więcej, Wiktoria nigdy nie wyraziła świadomej zgody na wycięcie wszystkich narządów rodnych. Dokumentacja medyczna, którą sporządził lekarz, miała zawierać nieprawdę, co sugeruje, że profesor próbował zatuszować swoje szokujące działania. To obraz, który nie pasuje do wizerunku szanowanego specjalisty.

Mimo tak poważnych zarzutów i dowodów zebranych przez prokuraturę, prof. Dariusz S. nie przyznał się do winy. Co najbardziej szokuje w tej sprawie, to fakt, że lekarz wciąż pracuje w szpitalu i nadal operuje inne pacjentki. Kobiety, które trafiają na jego oddział, mogą nie mieć pojęcia, że ich życiem i zdrowiem zajmuje się człowiek oskarżony o okaleczenie młodej kobiety.

„Wypatroszył ją jak rzeźnik”. Środowisko medyczne w SZOKU, a dyrekcja szpitala… BRONI lekarza!

Sprawa wywołała prawdziwą burzę w poznańskim świecie medycznym. Inni lekarze, z którymi rozmawiali dziennikarze, nie kryją swojego oburzenia i nazywają rzeczy po imieniu. W ich ocenie to, co zrobił prof. Dariusz S., było bestialstwem. „Wypatroszył ją jak rzeźnik” – tak dosadnie komentują jego działanie, podkreślając, że to największy skandal w historii poznańskiej ginekologii.

Wydawałoby się, że w obliczu tak porażających faktów dyrekcja szpitala natychmiast zawiesi lekarza w obowiązkach. Nic bardziej mylnego! Dyrektorka szpitala, Elżbieta Wrzesińska-Żak, w zdumiewający sposób broni swojego podwładnego. „To była jego indywidualna decyzja. W końcu jest szefem oddziału, mamy do niego zaufanie” – stwierdziła, jakby okaleczenie pacjentki było drobnym potknięciem, a nie tragedią, która zniszczyła komuś życie.

Podczas gdy życie Wiktorii legło w gruzach, a ona sama musi mierzyć się z traumą i faktem, że nigdy nie urodzi dziecka, oskarżony profesor dalej pracuje, jakby nic się nie stało. Ta historia pokazuje przerażającą prawdę o tym, jak system potrafi chronić „swoich”, nawet kosztem pacjentów. Pozostaje pytanie, ile jeszcze kobiet musi trafić pod jego skalpel, zanim ktoś wreszcie powie „dość”.

Udostępnij to 👇