Horror w sercu Krakowa! To, co 21-latek zrobił małemu Marcysiowi, wstrząsnęło całą Polską

To miał być zwykły spacer w centrum miasta. Kilka minut, które zmieniły wszystko, zamieniły się w sceny jak z najgorszego koszmaru. W samym sercu Kraków doszło do dramatu, o którym dziś mówi każdy.

Bezbronny królik, potworne obrażenia i pytanie, które nie daje spokoju: jak człowiek mógł zrobić coś takiego? Gdy sprawa wyszła na jaw, emocje eksplodowały w sieci. Internauci nie kryli łez i wściekłości.

Policja ruszyła tropem bezwzględnego oprawcy, a finał śledztwa zaskoczył nawet najtwardszych funkcjonariuszy. To historia, która mrozi krew w żyłach – ale też daje cień nadziei. Czytaj dalej, bo szczegóły łamią serce.

Spacer, który zamienił się w koszmar. Szokujące odkrycie przy Dworcu Głównym

Nikt nie spodziewał się, że okolice Dworzec Główny w Krakowie staną się miejscem tak dramatycznego odkrycia. Kobieta spacerująca w pobliżu tzw. Ogrodu Kasztanowego Krakowian nagle natknęła się na widok, którego nie zapomni do końca życia. W trawie leżał mały królik w stanie, który natychmiast wskazywał na ludzką ingerencję.

Zwierzę było skrajnie wycieńczone i poranione. Już na pierwszy rzut oka było widać, że to nie był przypadek ani atak innego zwierzęcia. To wyglądało na celowe i brutalne działanie człowieka.

Kobieta nie wahała się ani chwili. Wezwała pomoc, a królik błyskawicznie trafił pod opiekę specjalistów z Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. To, co lekarze zobaczyli w gabinecie, przeszło ich najśmielsze wyobrażenia.

Obcięte uszy, amputowane łapki. Lekarze nie mieli złudzeń

Stan zwierzęcia był dramatyczny. Obcięte uszy, głęboka rana cięta na grzbiecie, uszkodzone kończyny, ropiejące oczy i skrajne wychudzenie – lista obrażeń ciągnęła się bez końca. Weterynarz szybko wykluczył atak drapieżnika.

To były rany zadane ostrym narzędziem. Celowo. Z premedytacją. Każde kolejne badanie tylko potwierdzało najgorszy scenariusz.

Najbardziej wstrząsająca była decyzja o amputacji łapek, których nie udało się uratować. Mimo to lekarze walczyli o życie królika do ostatniej chwili. I choć rokowania początkowo były ostrożne, wydarzył się mały cud.

Marcyś – symbol okrucieństwa, ale i nadziei

Królik otrzymał imię Marcyś. Szybko stał się symbolem bestialstwa, ale też ogromnej mobilizacji mieszkańców miasta. Jego historia obiegła media społecznościowe i wywołała lawinę komentarzy.

Opiekunowie z KTOZ nie tylko zajęli się leczeniem, ale też wyznaczyli nagrodę w wysokości 13 500 zł za wskazanie sprawcy. Internauci ruszyli do działania, udostępniając informacje i domagając się sprawiedliwości. Presja społeczna była ogromna.

W końcu Marcyś trafił do nowego domu. Zaopiekowała się nim pani Kasia – doświadczona opiekunka zajęczaków, także tych z niepełnosprawnościami. Dziś królik, mimo dramatycznych przeżyć, kica i odzyskuje radość życia.

21-latek w rękach policji. Szokujące kulisy zatrzymania

Śledczy od początku traktowali sprawę priorytetowo. Kluczowe okazały się nagrania z miejskiego monitoringu, które pozwoliły wytypować podejrzanego. Trop zaprowadził policjantów pod jeden z adresów w centrum miasta.

Drzwi otworzył 21-letni mężczyzna. Początkowo zaprzeczał, jakoby miał cokolwiek wspólnego z królikiem. Jednak w trakcie rozmowy zmienił wersję wydarzeń.

Po przewiezieniu na komendę przyznał się do skatowania zwierzęcia i porzucenia go na ulicy. W jego mieszkaniu znaleziono ostry przedmiot, którym zadano rany, a także marihuanę. Teraz grozi mu do trzech lat więzienia za znęcanie się nad zwierzęciem.

Miasto nie zapomni. „Warto było walczyć o Marcysia”

Sprawa wstrząsnęła mieszkańcami Kraków do głębi. W komentarzach dominowały złość, niedowierzanie i pytania o granice ludzkiego okrucieństwa. Wielu podkreślało, że kara powinna być surowsza.

Tymczasem z obozu KTOZ napłynęły dobre wieści. Marcyś jest pod stałą opieką weterynarzy, jego rany się goją, a humor – jak zapewniają opiekunowie – dopisuje. Ma apetyt, energię i chęć do życia.

Choć ta historia zaczęła się jak rasowy horror, jej finał daje promyk nadziei. Bo czasem nawet po największym dramacie można napisać nowe, lepsze zakończenie. A Marcyś stał się dowodem na to, że warto walczyć – do samego końca.

Udostępnij to 👇