To, co przydarzyło się senatorowi Stanisławowi Karczewskiemu, brzmi jak scenariusz politycznego thrillera. Były marszałek Senatu pojechał do pracy – i nagle usłyszał, że nie może wjechać na teren parlamentu. On, wieloletni senator, człowiek, który przez lata sam zarządzał izbą wyższą!
Powód? Oficjalnie chodziło o wizytę prezydenta Rumunii. Ale Karczewski nie kupuje tych tłumaczeń i wprost wskazuje winnego – marszałka Czarzastego. Jego wpis w sieci wywołał prawdziwą burzę. Sprawdź, co dokładnie napisał rozgorączkowany polityk i dlaczego mówi o sytuacji bez precedensu!
Senator PiS chciał wjechać na teren parlamentu. To, co usłyszał, odebrało mu mowę
Czwartek, 5 marca 2026 roku. Senator Stanisław Karczewski jak zwykle kieruje się samochodem w stronę parlamentu, by zająć się swoimi obowiązkami. Rano wszystko przebiegło bez najmniejszych problemów – wjechał, zajął się sprawami senatorskimi, wyjechał. Nic nie zapowiadało tego, co miało wydarzyć się za kilka godzin.
Gdy Karczewski podjechał pod bramy parlamentu po raz drugi tego dnia, usłyszał coś, co – jak sam twierdzi – nie zdarzyło mu się ani razu przez całe lata pracy w Senacie. Odmówiono mu wjazdu na teren kompleksu sejmowego. Były marszałek Senatu, senator obecnej kadencji, został zatrzymany przed bramą jak osoba postronna.
Oficjalne uzasadnienie? W Sejmie przebywał właśnie prezydent Rumunii Nicușor Dan, a parlamentarzyści zostali uznani za – uwaga – „potencjalne zagrożenie” dla zagranicznego gościa. Dla Karczewskiego ta argumentacja była nie do przyjęcia. Polityk, wyraźnie wzburzony, sięgnął po telefon i opisał całe zajście w mediach społecznościowych.
„Czarzasty zwariował!” – te słowa senatora obiegły internet w mgnieniu oka
Wpis Karczewskiego nie pozostawiał złudzeń co do emocji, jakie nim targały. „Czarzasty zwariował” – napisał bez ogródek, jasno wskazując, kogo obwinia za całą sytuację. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty stał się w oczach senatora PiS bezpośrednio odpowiedzialny za bezprecedensową blokadę.
Karczewski podkreślił, że podczas swojej wieloletniej kariery senatorskiej widział w Sejmie „dziesiątki głów państw” – prezydentów, premierów, monarchów z całego świata. Za każdym razem wjazd na teren parlamentu odbywał się normalnie. Nigdy wcześniej nikt nie kazał senatorowi zawrócić spod bram, bo zagraniczny gość mógłby się poczuć zagrożony obecnością polskiego parlamentarzysty.
Wpis rozniósł się po sieci z prędkością pożaru. Komentarze posypały się lawinowo – jedni stali murem za senatorem, inni ironizowali, że to zwykłe procedury bezpieczeństwa. Jedno jest pewne: Karczewski trafił w czuły punkt polskiej debaty politycznej, a jego słowa o „zwariowaniu” marszałka Czarzastego z pewnością nie zostaną szybko zapomniane.
Kim jest Stanisław Karczewski? Chirurg, który zamienił skalpel na politykę
Zanim Stanisław Karczewski trafił na parlamentarne salony, przez lata ratował ludzkie życie w szpitalu. Ukończył studia na II Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Warszawie w 1981 roku, a następnie uzyskał specjalizację II stopnia z chirurgii ogólnej. Pracował w szpitalu rejonowym w Nowym Mieście nad Pilicą, gdzie przeszedł wszystkie szczeble kariery – od stażysty, przez ordynatora oddziału chirurgicznego, aż po dyrektora całej placówki.
Polityka wciągnęła go pod koniec lat 90., gdy został radnym Rady Powiatu Grójeckiego. Następnie zasiadał w Sejmiku Województwa Mazowieckiego, by wreszcie trafić do Senatu, gdzie szybko piął się po szczeblach partyjnej hierarchii. Pełnił funkcję marszałka Senatu, przewodniczył senackiej części Klubu Parlamentarnego PiS i kierował sztabem wyborczym partii w przełomowych wyborach 2015 roku.
Dziś Karczewski to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polityków Prawa i Sprawiedliwości – człowiek, który nie boi się ostrych słów i publicznych konfrontacji. Jego czwartkowy wpis udowodnił, że nawet po latach w polityce potrafi zaskoczyć temperamentem. Czy marszałek Czarzasty odpowie na zarzuty byłego marszałka Senatu? Na to pytanie czekają teraz wszyscy obserwatorzy polskiej sceny politycznej.









