W Krakowie zapadła decyzja, która może wstrząsnąć lokalną polityką. Referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta miasta ma odbyć się 24 maja. Co więcej, głosowanie ma dotyczyć także całej Rady Miasta Krakowa.
Stawka jest ogromna, ale równie ważna będzie frekwencja, bez której referendum nie przyniesie skutku. Miszalski już zaapelował do swoich zwolenników, by w dniu głosowania zostali w domach. Zobacz, dlaczego ta strategia może przesądzić o wszystkim.
Data jest już na stole, a liczby robią różnicę
Komisarz wyborczy w Krakowie podjął decyzję o przeprowadzeniu referendum przed upływem kadencji Aleksandra Miszalskiego. Głosowanie wyznaczono na 24 maja i ma ono objąć nie tylko prezydenta miasta, ale także Radę Miasta Krakowa. To sprawia, że lokalny spór nabiera znacznie większej skali niż tylko personalna ocena jednego polityka.
Aby referendum dotyczące prezydenta było ważne, do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców Krakowa. W przypadku Rady Miasta próg jest wyższy i wynosi 179 792 osoby. Te liczby pokazują, że mobilizacja przeciwników Miszalskiego będzie równie ważna jak sam wynik głosowania.
Miszalski został prezydentem Krakowa po drugiej turze wyborów w kwietniu 2024 roku. Uzyskał wtedy 133 703 głosy, a jego kontrkandydat Łukasz Gibała zdobył 128 269 głosów. W radzie większość tworzą KO i Nowa Lewica, a po stronie opozycji są między innymi PiS oraz Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały.
Miszalski odpowiada i apeluje do mieszkańców
Prezydent Krakowa zareagował na decyzję o referendum wezwaniem swoich zwolenników do pozostania w domach 24 maja. Argumentował, że referendum odwoławcze mobilizuje przede wszystkim przeciwników. W jego strategii zwycięstwem ma być więc niska frekwencja, a nie klasyczna walka o głosy przy urnach.
Inicjatorzy referendum określają się jako grupa obywateli, a na jej czele stoi Jan Hoffman, przewodniczący Rady Dzielnicy I Stare Miasto. Komitet referendalny liczy 21 osób i na początku zbiórki podpisów podkreślał, że akcja nie ma charakteru politycznego. Później w zbiórkę zaangażowały się jednak środowiska przeciwne Koalicji Obywatelskiej, w tym PiS i Konfederacja.
Przeciwnicy Miszalskiego zarzucają mu między innymi zadłużenie miasta, niespełnienie obietnic, kontrowersje wokół audytu po Jacku Majchrowskim oraz decyzje dotyczące transportu i parkowania. W tle są Strefa Czystego Transportu, podwyżki cen biletów, wydłużenie godzin płatnego parkowania i opłaty w niedziele. Miszalski odpowiada zapowiedziami korekt, w tym bezpłatnego parkowania w niedziele dla mieszkańców oraz zmian w funkcjonowaniu SCT.









