Kwoty z sejmowej restauracji wyszły na jaw. Po zakazie alkoholu rachunki wciąż liczone są w setkach tysięcy

Sejm od dawna rozgrzewa emocje nie tylko polityką, ale tym razem uwagę przyciągnęło coś znacznie bardziej przyziemnego. Ujawnione dane o obrotach parlamentarnej gastronomii pokazują, że za drzwiami Wiejskiej działa miejsce, którego miesięczne wpływy mogą zawstydzić niejeden modny lokal w stolicy. Najbardziej zaskakuje to, że nawet po głośnym zakazie alkoholu pieniądze nadal płyną tam szerokim strumieniem.

Dla jednych to zwykła konsekwencja funkcjonowania dużej instytucji, a dla innych symbol oderwania politycznej klasy od codziennych realiów. I właśnie dlatego te liczby budzą tak duże emocje.

Najpierw był zakaz alkoholu, a potem przyszły pytania o pieniądze

Jeden z pierwszych głośnych ruchów Włodzimierza Czarzastego po objęciu urzędu marszałka Sejmu dotyczył sprzedaży alkoholu na terenie parlamentu. Zakaz miał być sygnałem, że państwowa instytucja powinna dawać przykład i nie dokładać własnej cegiełki do problemów związanych z nadużywaniem procentów. Sama decyzja natychmiast wywołała burzę i podzieliła polityków.

W tle szybko pojawiło się pytanie, jak zakaz wpłynie na finanse sejmowej gastronomii. I właśnie ten moment okazał się najbardziej intrygujący, bo dane pokazują, że mimo spadków restauracja wciąż obraca ogromnymi pieniędzmi. To zburzyło prostą opowieść, że bez alkoholu cały biznes nagle się załamie.

Sejmowe lokale działają zarówno w Domu Poselskim, jak i w budynku K. Różnicę po zmianie przepisów rzeczywiście było widać, ale nie była to katastrofa. Wręcz przeciwnie, skala wpływów wciąż robi ogromne wrażenie i każe inaczej patrzeć na kulisy parlamentarnej codzienności.

Najmocniej działa jeden szczegół: nawet po spadkach mówimy o wielkich obrotach

W październiku 2025 roku dochód netto sejmowej restauracji miał wynieść 531 732 złote. Był to ostatni miesiąc przed wejściem zakazu sprzedaży alkoholu i zarazem punkt odniesienia dla kolejnych rozliczeń. Potem przyszły spadki, ale nadal na poziomie, który dla większości Polaków brzmi jak suma z zupełnie innego świata.

Listopad zamknął się kwotą 475 797 złotych, grudzień 458 626 złotych, a styczeń 2026 przyniósł najniższy wynik na poziomie 399 658 złotych. W lutym pojawiło się lekkie odbicie do 450 085 złotych. Nawet przy takim zjeździe średnia miesięczna nadal utrzymuje się wyraźnie powyżej 400 tysięcy złotych.

To właśnie ten poziom budzi największe emocje. Nie mówimy przecież o ogromnej galerii handlowej ani sieci restauracji rozsianej po całym kraju, tylko o miejscu dostępnym dla relatywnie wąskiego grona klientów. Dlatego liczby z Wiejskiej działają na wyobraźnię znacznie mocniej niż niejeden polityczny briefing.

Posłowie są podzieleni, ale rachunki nie mają poglądów

Także sami parlamentarzyści nie mówią jednym głosem. Joanna Wicha z Lewicy chwaliła spokojniejszą atmosferę po zakazie i przekonywała, że nikt nie przestał korzystać ani z restauracji, ani z sejmowego baru. Z kolei Marek Jakubiak nie krył irytacji i ironicznie pytał, przy czym politycy mają teraz rozmawiać o ważnych sprawach.

Ta różnica zdań mówi sporo o samej polityce. Nawet kwestia jedzenia, napojów i sejmowych zwyczajów błyskawicznie staje się polem ideologicznego sporu, w którym każdy buduje własną opowieść o państwie. Jedni widzą w zakazie porządek i symbol odpowiedzialności, inni nadmiar kontroli i sztuczny gest pod publiczkę.

Jednego jednak nie da się przykryć żadną narracją. Niezależnie od politycznych deklaracji, sejmowa gastronomia nadal obraca setkami tysięcy złotych miesięcznie. A to oznacza, że kulisy Wiejskiej znów mówią o polskiej polityce więcej, niż chciałoby wielu jej uczestników.

Udostępnij to 👇