Lwów uderzył w polską firmę, ale sąd przyznał rację Polakom. Ta sprawa może zaboleć biznes

Polska spółka Control Process S.A. wygrała ważne starcie w sporze z władzami Lwowa, a w tle są miliony złotych i zajęte gwarancje bankowe. Sąd arbitrażowy uznał, że jednostronne zerwanie kontraktu oraz przejęcie zabezpieczeń było bezprawne. Dla polskich przedsiębiorców to sygnał, którego nie wolno zignorować.

Sprawa dotyczy budowy zakładu przetwarzania odpadów we Lwowie, czyli inwestycji prowadzonej według międzynarodowych standardów i finansowanej z udziałem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Najbardziej niepokoi to, że nawet przy takim zapleczu polska firma musiała walczyć o swoje w arbitrażu.

Kontrakt we Lwowie miał być szansą, a stał się pułapką

Control Process S.A. zawarła umowę na budowę nowoczesnego zakładu przetwarzania odpadów we Lwowie. Inwestycja miała być realizowana zgodnie ze standardami FIDIC. W finansowaniu pojawiły się także środki Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Z czasem relacje między wykonawcą a władzami miasta zaczęły się gwałtownie psuć. Lwów jednostronnie zerwał kontrakt, oskarżył polską firmę o opóźnienia i uruchomił gwarancje bankowe. Dla przedsiębiorcy oznaczało to uderzenie nie tylko w reputację, ale również w realne pieniądze.

Polska firma konsekwentnie przekonywała, że problem leżał po stronie ukraińskiej. W arbitrażu wskazywała na naruszenia kontraktu przez miasto. Ten spór szybko przestał być zwykłą kłótnią wykonawcy z zamawiającym.

Arbitraż nie zostawił Lwowowi wygodnej narracji

Sąd arbitrażowy uznał działania miasta Lwów za bezprawne. Według orzeczenia jednostronne zerwanie kontraktu i zajęcie gwarancji bankowych nastąpiło z naruszeniem prawa. Potwierdzono też, że to Lwów odpowiadał za opóźnienia i problemy z terminowymi płatnościami.

To mocny cios w wersję wydarzeń przedstawianą przez ukraińską stronę. Polska spółka miała wygrać już kilka postępowań arbitrażowych, w których wskazywano winę miasta. Takie rozstrzygnięcia wzmacniają obraz sprawy jako poważnego ryzyka dla firm działających za granicą.

W tle pojawia się również wątek dodatkowych działań, których Lwów miał oczekiwać od wykonawcy poza zakresem kontraktu. Gdy polska firma się nie zgodziła, ruszyła kampania oskarżeń i nacisków. Zajęcie gwarancji bankowych przedstawiano lokalnie jako sukces, choć arbitraż ocenił tę drogę zupełnie inaczej.

Polskie firmy dostały bardzo twardą lekcję

Sprawa Control Process pokazuje, że międzynarodowe standardy i wsparcie instytucji finansowych nie zawsze wystarczają. Przedsiębiorca może mieć rację, dokumenty i wyroki, a mimo to wciąż czekać na realne wykonanie rozstrzygnięć. To szczególnie bolesne, gdy chodzi o kontrakty w czasie wojny i politycznych deklaracji o zbliżeniu z Unią Europejską.

Według podanych informacji miasto nadal wstrzymuje płatności i próbuje uniknąć konsekwencji. Sprawa może trafić na wyższy poziom międzynarodowy, łącznie z ewentualną interwencją dyplomatyczną Polski. Dla biznesu to ostrzeżenie, że wygrany arbitraż nie zawsze oznacza szybki zwrot pieniędzy.

Najważniejszy wniosek jest prosty i niewygodny. Polskie firmy działające za granicą muszą dokumentować każdy etap pracy, zabezpieczać umowy i być gotowe na długą batalię. Lwowski spór stał się przykładem, jak szybko kontrakt może zmienić się w walkę o przetrwanie.

Udostępnij to 👇