Miała 19 lat, gdy usłyszała od własnej matki słowa, które zmieniły wszystko. Została wyrzucona na ulicę w środku zimy bez grosza przy duszy. Termometr pokazywał minus jedenaście stopni – tyle było WEWNĄTRZ domu, w którym próbowała przetrwać.
Jej historia to nie scenariusz filmu – to brutalna rzeczywistość tysięcy młodych Polaków, których państwo kompletnie nie zauważa. Fundacja po DRUGIE bije na alarm: system pomocy społecznej udaje, że ci ludzie nie istnieją! Przeczytaj do końca i przekonaj się, jak wygląda prawdziwa twarz bezdomności w Polsce – ta, o której nikt nie chce mówić.
Słowa matki, które zniszczyły jej życie w jednej sekundzie
Ola przez lata znosiła piekło we własnym domu. Dopóki żył ojciec, chronił ją przed agresją matki. Gdy odszedł, kobieta poczuła – jak to określa sama dziewczyna – „wolność” do robienia tego, co chciała.
Regularne pobicia stały się codziennością. Dziewczyna doznała złamania ręki i nogi od własnej matki. Przemoc psychiczna doprowadziła ją do samookaleczania, a świat dorosłych konsekwentnie odwracał wzrok.
Wychowawczyni w szkole stwierdziła, że nastolatka po prostu chce być „modna jak inni”. Wyraźne sygnały o przemocy domowej zostały zignorowane przez osoby, które miały ją chronić. Dopiero w szkole zawodowej ktoś w końcu zareagował i zgłosił sprawę odpowiednim instytucjom.
Szantaż, ultimatum i brutalne „wyp***dalaj”
Po osiemnastych urodzinach Ola wróciła do rodzinnego domu. Natychmiast została zwyzywana przez rodzeństwo, które twierdziło, że przesadza z tą przemocą. Gdy pokazała im nagranie zachowania matki, usłyszała coś, co ją zdruzgotało.
Powiedzieli jej, że dobrze, iż matka jest taka, bo dzięki niej córka będzie „twarda”. Schorowana kobieta wymagała całodobowej opieki, a rodzeństwo – dwie starsze siostry i brat – konsekwentnie odmawiali jakiejkolwiek pomocy. Ola wielokrotnie błagała, by ktoś przyjechał choć na kilka godzin.
Matka szantażowała córkę, zabraniając jej chodzić do szkoły. Wybór był prosty i brutalny – nauka albo dach nad głową. Pewnego dnia padły słowa, które wszystko zakończyły – matka kazała jej „wyp***dalać” z domu.
Minus jedenaście stopni w środku budynku – tak wyglądało jej „mieszkanie”
Siostra dała Oli klucze do starego, opuszczonego domu rodzinnego. Teoretycznie miała dach nad głową – praktycznie trafiła do lodówki bez prądu i ogrzewania. Gdy przez Polskę przetoczyła się fala mrozów, temperatura wewnątrz spadła do minus jedenastu stopni.
Dziewczyna sama nie wie, jak to przetrwała. Noce spędzała u koleżanek, drzemała na stacjach kolejowych, godziny mijały w centrach handlowych. Każdy dzień był walką o przetrwanie do następnego.
Matka i siostrzenica zadzwoniły tylko raz – żeby pośmiać się z tego, że jest bezdomna. „Ja nie mam rodziny” – mówi dziś dziewczyna, a w jej głosie nie ma już żalu, tylko pustka.
Roksana – kolejna ofiara rodzinnej obojętności
21-letnia Roksana przeżyła niemal identyczny koszmar. Po śmierci babci, która jako jedyna się nią zajmowała, została w domu bez ogrzewania i ciepłej wody. Matka nigdy nie interesowała się losem córki.
Ulubioną rozrywką kobiety było chodzenie po znajomych i melinach. Jak sama Roksana przyznaje, matka prawdopodobnie cieszy się, że córki nie ma w pobliżu. Obojętność najbliższej osoby boli czasem bardziej niż przemoc.
Obie młode kobiety trafiły do Fundacji po DRUGIE. To jedyna w Polsce organizacja prowadząca Dom dla Młodzieży w kryzysie bezdomności. Placówka na warszawskim Wawrze może przyjąć zaledwie czternaście osób.
Szokujące statystyki, które ukrywa państwo
Oficjalne dane mówią o 1020 młodych bezdomnych w wieku 18-25 lat. To o ponad dwieście więcej niż pięć lat temu. Eksperci jednak twierdzą, że prawdziwa liczba jest wielokrotnie wyższa.
Młodzi bezdomni nie śpią na ławkach w parkach ani pod mostami – koczują u znajomych, w opuszczonych budynkach i centrach handlowych. Są tak mobilni i sprytni w ukrywaniu swojej sytuacji, że wymykają się wszelkim statystykom.
Agnieszka Sikora z Fundacji po DRUGIE nie ma złudzeń. „18-, 19- czy 20-latek, który doświadcza bezdomności, w Polsce nie istnieje” – mówi wprost. System opieki społecznej kompletnie ignoruje tę grupę.
Dlaczego szkoły zamykają oczy na przemoc?
Wielu nauczycieli szuka pomocy dla uczniów w potrzebie. Zdarzają się nawet przypadki osobistego przywożenia podopiecznych do fundacji przez zaangażowanych pedagogów. Niestety większość woli nie widzieć sygnałów ostrzegawczych.
Powód jest banalny i przerażający zarazem – jak się zobaczy problem, trzeba będzie się nim zająć. Łatwiej więc udawać, że siniaki to przypadek, a samookaleczenia to „moda”. Bagatelizowanie przemocy stało się systemową normą.
Wychowankowie Domu na Wawrze to dzieci, które teoretycznie miały rodziny. Te rodziny były jednak domami tylko z nazwy – pełne przemocy, alkoholu i kompletnej obojętności wobec losu własnych dzieci.
System, który wyrzuca młodych na bruk
Po osiemnastych urodzinach młodzi dorośli wypadają z wszelkich programów wsparcia. Opuszczają domy dziecka lub placówki resocjalizacyjne bez podstawowych umiejętności życiowych. Nie wiedzą, jak zarządzać budżetem, znaleźć pracę czy wynająć mieszkanie.
Nigdy nie mieszkali w czystym pokoju, nie znają rytmu normalnego dnia. Nie stosowali się do żadnych zasad, bo nikt ich tego nie nauczył. I nagle zostają z tym wszystkim kompletnie sami.
Fundacja po DRUGIE powstała w 2011 roku i początkowo pomagała młodzieży opuszczającej zakłady poprawcze. Okazało się jednak, że mieszkania treningowe to za mało – część osób potrzebowała czegoś więcej niż czterech ścian. Potrzebowali doświadczenia prawdziwego domu, relacji i poczucia bezpieczeństwa, którego nigdy wcześniej nie zaznali.









