Minister nazwał leczenie chorych „nieuczciwością”! Pacjenci są w szoku, lekarze nie wierzą własnym uszom

Wyobraź sobie, że trafiasz do szpitala z zawałem serca w listopadzie, a lekarz mówi Ci: „Przykro mi, limit się skończył”. Brzmi jak horror? Minister Berek właśnie zasugerował, że szpitale, które leczą „za dużo” pacjentów, postępują nieuczciwie. Te słowa wywołały prawdziwwe trzęsienie ziemi w świecie medycyny i wśród milionów Polaków, którzy stoją w kolejkach do specjalistów.

Opozycja nie zostawia suchej nitki na ministrze, organizacje pacjentów biją na alarm, a eksperci mówią wprost: to zamach na konstytucyjne prawo do leczenia. Jeśli masz kogoś bliskiego, kto czeka na zabieg lub operację – koniecznie przeczytaj, co może się zmienić i dlaczego powinieneś się tym martwić już teraz.

Minister Berek wrzucił bombę: szpitale leczą za dużo i to jest… nieuczciwe?

Maciej Berek, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów, udzielił wywiadu radiowego, który sprawił, że wielu Polakom dosłownie opadły szczęki. Minister bez ogródek stwierdził, że szpitale wykonujące więcej zabiegów niż przewiduje kontrakt z NFZ nie powinny liczyć na pełną zapłatę. Jego zdaniem to podważa „sens samego kontraktu” – jakby kontrakt był ważniejszy od ludzkiego zdrowia.

„Czy za zrealizowanie tego, co było ponad umowę, mamy płacić 100 proc.?” – pytał retorycznie minister, najwyraźniej zapominając, że za każdą „nadlimitową procedurą” stoi żywy człowiek z konkretną chorobą. Berek rozważał nawet wprowadzenie obniżonych stawek za świadczenia ponad limit, co w praktyce oznaczałoby jedno – szpitale dopłacałyby do leczenia pacjentów z własnej kieszeni. A przypomnijmy, że większość placówek już teraz balansuje na krawędzi bankructwa.

Co najbardziej przeraża w słowach ministra? Ton wypowiedzi sugeruje, że nadwykonania to kaprys szpitali, a nie desperacka konieczność ratowania zdrowia i życia pacjentów. Lekarze nie wykonują dodatkowych operacji dla zabawy – robią to, bo kolejka się nie kończy, a chorzy nie mogą czekać. Minister Berek tymczasem traktuje tę sytuację jak problem księgowy, który można rozwiązać jednym zapisem w arkuszu kalkulacyjnym.

Opozycja nie wytrzymała: „To nie szpitale są nieuczciwe, tylko minister!”

Słowa Berka odbiły się echem na polskiej scenie politycznej niczym petarda rzucona w tłum. Jako pierwszy zareagował były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński z PiS, który na platformie X nie przebierał w słowach. Zarzucił ministrowi kompletną ignorancję w kwestii funkcjonowania systemu ochrony zdrowia i przypomniał o czymś, o czym Berek najwyraźniej nie miał pojęcia – część świadczeń jest z mocy prawa nielimitowana.

Cieszyński wyjaśnił publicznie to, co powinien wiedzieć każdy minister zabierający głos na temat służby zdrowia: nadwykonania dzielą się na limitowane i nielimitowane. W przypadku tych drugich NFZ ma bezwzględny obowiązek zapłaty za każdą wykonaną procedurę, bo chodzi o zabiegi ratujące życie i zdrowie. „To nie szpitale są nieuczciwe, tylko właśnie Maciej Berek” – napisał wprost były wiceminister, nie zostawiając wątpliwości co do swojej oceny sytuacji.

Głos zabrała również posłanka partii Razem Marcelina Zawisza, która jednym zdaniem podsumowała absurd ministerialnej wypowiedzi. „Te nadwykonania NFZ to ludzie, których trzeba leczyć, a nie liczba w Excelu” – napisała, trafiając w sedno problemu. Bo kiedy politycy dyskutują o procentach i stawkach, gdzieś w Polsce ktoś właśnie dowiaduje się, że na operację poczeka kolejne pół roku, bo „limit się wyczerpał”.

Organizacje pacjentów alarmują: chorzy w grudniu nie są gorsi od chorych w styczniu!

Do dyskusji błyskawicznie włączyli się ci, których głos powinien liczyć się najbardziej – przedstawiciele organizacji pacjentów i niezależni eksperci. Katarzyna Roszewska z Polskiego Forum Osób z Niepełnosprawnościami postawiła sprawę jasno: system ochrony zdrowia to nie firma budowlana, która może odmówić realizacji zlecenia po przekroczeniu budżetu. Państwo ma konstytucyjny obowiązek zapewnić obywatelom leczenie – kropka, bez gwiazdek i przypisów.

Eksperci podnoszą kwestię, o której rzadko mówi się głośno, a która dotyka setek tysięcy pacjentów każdego roku. Człowiek, który zachoruje w grudniu, nie jest winny temu, że limit NFZ wyczerpał się w październiku. Nie wybrał sobie momentu zawału, udaru czy wykrycia nowotworu – a system de facto karze go za to, że zachorował „w złym miesiącu”. Sugestia ministra Berka, że szpitale powinny dostawać mniej za leczenie takich pacjentów, jest w oczach ekspertów nie tylko absurdalna, ale wręcz niebezpieczna.

Najbardziej przerażający scenariusz rysuje się wtedy, gdy złożymy wszystkie elementy tej układanki w jedną całość. Jeśli szpitale będą dostawać obniżone stawki za nadwykonania, zaczną unikać przyjmowania pacjentów pod koniec roku kontraktowego. Lekarze staną przed nieludzkim wyborem: leczyć i narażać szpital na straty, czy odsyłać chorych do domu z kartką i nadzieją? To nie jest scenariusz z dystopijnego filmu – to może być polska rzeczywistość za kilka miesięcy.

Co dalej z polską służbą zdrowia? Scenariusze, które nie pozwolą Ci spać spokojnie

Kontrowersyjna wypowiedź ministra Berka odsłoniła przepaść między rządem a realiami polskich szpitali. Z jednej strony mamy polityków, którzy mówią o „uczciwości kontraktowej” i „dyscyplinie budżetowej”. Z drugiej – lekarzy, którzy nie wyobrażają sobie odesłania pacjenta z ostrym bólem brzucha tylko dlatego, że szpital przekroczył limit zabiegów na dany kwartał. Te dwa światy zderzają się ze sobą coraz gwałtowniej, a ofiarami tego zderzenia są zwykli Polacy.

Na razie resort zdrowia i NFZ milczą – nie przedstawiono żadnego oficjalnego stanowiska w sprawie ewentualnych zmian stawek za nadlimitowe procedury. To milczenie jest jednak równie wymowne co słowa ministra Berka. Pacjenci i środowisko medyczne czekają z zapartym tchem na konkretne decyzje, bo każdy dzień niepewności to kolejny dzień, w którym szpitale nie wiedzą, czy zostaną uczciwie rozliczone za swoją pracę. A przecież za kilka miesięcy zacznie się nowy rok kontraktowy i limity ruszą od zera.

Jedno jest pewne: temat nadwykonań NFZ nie zniknie z publicznej debaty, nawet jeśli rząd miałby na to ogromną ochotę. Zbyt wielu ludzi doświadcza na własnej skórze skutków niedofinansowanej służby zdrowia, zbyt wielu czeka miesiącami na wizyty i zabiegi, zbyt wielu słyszy frustrujące „limit się skończył, proszę zadzwonić w styczniu”. Jeśli minister Berek naprawdę chce rozmawiać o uczciwości, powinien zacząć od uczciwej odpowiedzi na jedno proste pytanie: czy w Polsce w 2026 roku chory człowiek może liczyć na leczenie – niezależnie od tego, jaki jest miesiąc i ile zostało w budżecie NFZ?

Źródła: wpolsce24.tv, radiozet.pl

Udostępnij to 👇