To miała być zwykła młodzieńcza randka, a zamieniła się w koszmar, którego nie da się zapomnieć. Cała Polska zamarła, gdy na jaw zaczęły wychodzić szczegóły śmierci 16-letniej Mai z Mławy. Rodzina dziewczyny zdecydowała się powiedzieć prawdę – brutalną, bolesną i wstrząsającą do granic. To, co ujawnili, mrozi krew w żyłach i rodzi jedno pytanie: jak mogło dojść do takiego okrucieństwa?
Czytaj dalej i poznaj kulisy sprawy, o której mówi dziś każdy – bo ta historia domaga się uwagi, emocji i sprawiedliwości.
„Mama nie dała rady patrzeć” – rodzina opisuje obrażenia, które łamią serce
Dzień pogrzebu 16-letniej Mai był dla bliskich niewyobrażalnym ciosem. Ojciec dziewczyny musiał zobaczyć ciało córki, ale jej matka nie była w stanie znieść tego widoku do końca. Obrażenia były tak drastyczne, że nawet dziś rodzina mówi o nich z łamiącym się głosem. Każde kolejne słowo brzmi jak cios wymierzony prosto w serce.
Z relacji cioci Mai wynika, że nastolatka miała powybijane zęby, a przy jednej dłoni brakowało palca. Ręka była zwęglona, a ciało nosiło ślady potwornej przemocy. Rodzina nie ma wątpliwości, że Maja była torturowana. Najbardziej przerażające jest to, że wciąż nie wiadomo, czy działo się to przed, czy już po jej śmierci.
Bliscy mówią wprost: Maja bardzo cierpiała. To nie była szybka ani „przypadkowa” śmierć. To była tragedia, która rozgrywała się w bólu i strachu. Dla rodziny ten obraz zostanie na zawsze, a rana nie zabliźni się nigdy.
Zaginęła i już nie wróciła – ostatnie chwile Mai owiane grozą
Maja zaginęła 23 kwietnia w Mławie. Wyszła na spotkanie z chłopakiem, którego znała i któremu – jak się wydaje – ufała. Rodzicom powiedziała, że jeśli dojdzie do kłótni, wróci od razu do domu. To zdanie dziś brzmi jak tragiczna zapowiedź tego, co miało się wydarzyć.
Niestety, Maja już nigdy nie wróciła. Jak ustalono, została zamordowana jeszcze tego samego dnia. Jej ciało sprawca miał przewozić w śmietniku, a następnie porzucić w zaroślach. Odnaleziono je dopiero po tygodniu, co tylko spotęgowało dramat rodziny.
Każda godzina niepewności była dla bliskich piekłem. Nadzieja mieszała się z przeczuciem najgorszego. Gdy prawda wyszła na jaw, świat Mai i jej rodziny rozsypał się na kawałki.
Byli parą, doszło do przemocy – relacja, która zakończyła się tragedią
Z ustaleń rodziny wynika, że Maja i Bartosz G. wcześniej się spotykali. Byli parą, co dziś nadaje sprawie jeszcze bardziej dramatyczny wymiar. Ciocia dziewczyny potwierdziła, że w przeszłości dochodziło do przemocy fizycznej. Informacje o pobiciu Mai przez chłopaka miały być znane rodzinie.
To rzuca nowe, mroczne światło na ich relację. To nie była niewinna znajomość, jaką często widzą dorośli z boku. Za zamkniętymi drzwiami mogło dochodzić do rzeczy, o których nikt nie miał pojęcia. Dziś te sygnały ostrzegawcze brzmią jak wołanie o pomoc, którego nikt nie zdążył usłyszeć.
Rodzina zadaje sobie jedno pytanie: czy tej tragedii dało się uniknąć? Każde wspomnienie, każda informacja z przeszłości nabiera teraz zupełnie innego znaczenia. A poczucie winy i bezsilności tylko narasta.
Ucieczka, Grecja i strach przed linczem – sprawa nabiera międzynarodowego wymiaru
Głównym podejrzanym w sprawie jest 17-letni Bartosz G. To z nim Maja wyszła w dniu zaginięcia. Niedługo po zbrodni chłopak wyjechał do Grecji w ramach wymiany szkolnej, gdzie został zatrzymany. Ta informacja wywołała w Polsce prawdziwą burzę.
Nastolatek nie zgodził się na uproszczoną ekstradycję, tłumacząc to obawą przed linczem. Rodzina chłopaka mówiła o licznych groźbach kierowanych przez internautów. Emocje w sieci sięgnęły zenitu, a opinia publiczna domaga się jednego – prawdy i kary.
Rodzina Mai boi się, że sprawa może zostać „rozmyta”. Obawiają się wpływów, pieniędzy i dobrych prawników po drugiej stronie. Dlatego założyli zbiórkę na pomoc prawną, chcąc walczyć o sprawiedliwy wyrok. Bo dla nich to już nie jest tylko proces – to walka o godność zamordowanej córki i o to, by jej śmierć nie została zapomniana.









