Tego jeszcze nie było. Młodzież na TikToku odkryła nowy, przerażający sposób na zdobycie internetowej sławy – celowe niszczenie własnych małżowin usznych. Filmy z poradnikami zbierają setki tysięcy wyświetleń, a rówieśnicy traktują zdeformowane uszy jak medal.
Lekarze nie kryją przerażenia i ostrzegają: to prosta droga do trwałego kalectwa, infekcji i lat kosztownego leczenia. Koniecznie przeczytaj, zanim Twoje dziecko trafi na te treści – to, co robią sobie nastolatkowie, mrozi krew w żyłach!
Chcą wyglądać jak zawodowi fighterzy. To, co robią z własnymi uszami, przyprawia o dreszcze
Wyobraź sobie, że Twoje dziecko wraca ze szkoły z opuchniętymi, zdeformowanymi uszami – i jest z tego dumne. Brzmi jak scenariusz koszmaru? Niestety, dla wielu rodziców za granicą to już rzeczywistość. Nowa moda z TikToka polega na celowym uszkadzaniu chrząstek małżowin usznych, by uzyskać efekt znany ze sportów walki.
Mechanizm tego szaleństwa jest banalnie prosty i właśnie dlatego tak niebezpieczny. Młodzi ludzie desperacko szukają sposobów na wyróżnienie się w tłumie i zdobycie statusu „twardziela” wśród rówieśników. Tym razem narzędziem do budowania internetowego prestiżu stało się jednak coś, co może zmienić ich życie na zawsze – celowe okaleczanie własnego ciała dla kilkuset lajków.
Co napędza ten trend? Filmy dokumentujące proces deformacji uszu zdobywają poza Polską ogromną popularność, a ich twórcy stają się swoistymi celebrytami wśród młodzieży. Media społecznościowe po raz kolejny udowadniają, że potrafią rozpędzić niemal każdą modę do rozmiarów, które trudno sobie wyobrazić. Na szczęście w Polsce zjawisko to na razie nie zostało zaobserwowane – i wszyscy mamy nadzieję, że tak pozostanie.
Mokry ręcznik, obciążniki i CELOWE niszczenie chrząstki. Metody, od których włos jeży się na głowie
Od kilku tygodni na platformie przybywa nagrań, na których nastolatkowie prezentują domowe sposoby na uzyskanie tak zwanych kalafiorowych uszu. Jedni agresywnie pocierają małżowiny mokrym ręcznikiem, inni dociskają je obciążnikami, jeszcze inni stosują metody, o których lepiej nawet nie pisać. Wszystko po to, by uszkodzić delikatną chrząstkę i wywołać charakterystyczne, nieestetyczne zgrubienia. Te same, które u profesjonalnych zawodników MMA powstają latami jako niechciany efekt uboczny treningów.
Dr n. med. Leszek Bęc, chirurg z Centrum Medycznego OpenMed, w rozmowie z mediami dokładnie wyjaśnił, co tak naprawdę dzieje się z uchem podczas takiego „zabiegu”. Gwałtowne uderzenia i mechaniczne podrażnienia powodują uraz małżowiny usznej, który prowadzi do przerwania naczyń krwionośnych. Krew wynaczynia się pod skórę, tworzą się bolesne krwiaki, a odcięta od odżywienia chrząstka po prostu obumiera. Efekt końcowy to trwałe, nieodwracalne zgrubienia, które faktycznie przypominają powierzchnię kalafiora.
I tu dochodzimy do kluczowej, wręcz szokującej różnicy, która powinna otworzyć oczy każdemu rodzicowi. U zawodowych sportowców – judoków, rugbistów czy fighterów MMA – kalafiorowe uszy powstają stopniowo jako skutek uboczny wieloletnich, kontrolowanych treningów. Co więcej, profesjonalni zawodnicy mają natychmiastowy dostęp do opieki medycznej – krwiaki są leczone od razu, krew odciągana strzykawką, a odpowiedni opatrunek uciskowy minimalizuje ryzyko powikłań. Nastolatki eksperymentujące w swoich pokojach nie mają absolutnie żadnej ochrony, żadnej wiedzy medycznej i żadnego planu awaryjnego.
Kilka chwil internetowej sławy, a potem LATA bolesnego i kosztownego leczenia
Sytuacja młodych ludzi, którzy celowo prowokują urazy małżowin usznych w domowych warunkach, różni się diametralnie od tego, z czym mierzą się profesjonalni sportowcy. Nastolatkowie powtarzają niebezpieczne czynności wielokrotnie, bez jakiejkolwiek kontroli lekarskiej, często w niehigienicznych warunkach. Każda kolejna próba zwiększa ryzyko poważnych, długotrwałych konsekwencji zdrowotnych. Nikt nie stoi obok z apteczką, nikt nie monitoruje stanu tkanek, nikt nie reaguje na pierwsze sygnały alarmowe.
Dr Bęc nie owijał w bawełnę – poza samą wątpliwą estetyką zdeformowanych uszu, celowe uszkadzanie małżowin niesie ze sobą bardzo realne ryzyko groźnych infekcji bakteryjnych oraz postępującego, trudnego do opanowania bliznowacenia. Chirurg podkreślił coś, co powinno dać do myślenia każdemu nastolatkowi marzącemu o „uszach fightera” – przywrócenie małżowinom prawidłowego wyglądu może wymagać wielokrotnych, niezwykle czasochłonnych operacji plastycznych. A ich koszt? Astronomiczny i zdecydowanie wykraczający poza kieszonkowe.
Mamy więc pełen obraz tej przerażającej mody – kilka chwil internetowej sławy, garść lajków i komentarzy od rówieśników, a w zamian trwałe, nieodwracalne zmiany w wyglądzie na całe życie. Stawką nie jest chwilowy dyskomfort, modny tatuaż czy nieudana fryzura, która odrośnie. To realne, permanentne uszkodzenie ciała i potencjalnie groźne powikłania medyczne, z którymi przyjdzie się mierzyć latami.
Jest też dobra wiadomość. Platforma reaguje, ale czy to wystarczy?
Uspokajamy nieco wszystkich zaniepokojonych rodziców – na ten moment trend ten nie został zaobserwowany w Polsce, a TikTok oficjalnie nie zezwala na treści promujące zachowania szkodliwe lub niebezpieczne dla zdrowia. Platforma deklaruje, że aż 99 procent materiałów naruszających zasady społeczności jest wykrywanych i usuwanych proaktywnie, zanim zdążą dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Przy próbach wyszukiwania niebezpiecznych treści użytkownicy są automatycznie kierowani do specjalnego Centrum Bezpieczeństwa.
Warto jednak zachować czujność i zdrowy rozsądek. W przestrzeni publicznej rzeczywiście pojawiają się czasem informacje o rzekomo „niebezpiecznych trendach z TikToka”, które w rzeczywistości nie powstały na platformie lub nie zyskały na niej realnej popularności. Niezależne badania przeprowadzone między innymi przez organizację Praesidio Safeguarding pokazują paradoksalny efekt – nagłaśnianie takich zjawisk w mediach może przynieść rezultat odwrotny do zamierzonego, zwiększając zainteresowanie danym tematem wśród ciekawskiej młodzieży.
Niezależnie od skali zjawiska, jedno jest pewne – rozmowa z dzieckiem o zagrożeniach płynących z internetowych mód to absolutna konieczność. Warto spokojnie wytłumaczyć nastolatkowi, że żadna liczba wyświetleń nie jest warta trwałego uszkodzenia zdrowia. Eksperci zgodnie podkreślają, że najskuteczniejszą ochroną przed niebezpiecznymi trendami pozostaje otwarta, pozbawiona oceniania komunikacja między rodzicami a dziećmi. Bo lajki przeminą, ale zdeformowane uszy – niestety już nie.









