Najwyższa Izba Kontroli właśnie uchyliła drzwi do jednego z największych finansowych skandali ostatnich lat. Kontrolerzy przeszli się po budżecie państwa, podatkach i Krajowym Planie Odbudowy, a to, co znaleźli, może przyprawić o zawrót głowy niejednego polityka. Dane są bezlitosne – aż 90 procent środków z KPO poszło na coś zupełnie innego, niż obiecywano Polakom.
Prezes NIK Mariusz Haładyj nie owija w bawełnę i zapowiada, że to dopiero początek wielkiego rozliczenia. Izba po raz pierwszy w historii szacuje lukę w podatku CIT, a wyniki mają trafić do Sejmu już w lipcu. Przeczytaj do końca, bo te ustalenia mogą zmienić wszystko, co myślałeś o polskich finansach publicznych!
Kontrolerzy weszli tam, gdzie nikt nie chciał zaglądać. Odkryli rzeczy, które mrożą krew w żyłach
Kiedy prezes NIK Mariusz Haładyj ogłosił kierunki działania Izby na najbliższe miesiące, w gabinetach polityków zapanował nerwowy niepokój. I nic dziwnego, bo tym razem kontrolerzy nie bawią się w półśrodki. Uruchomiono cały pakiet audytów obejmujący budżet państwa, dochody podatkowe i największe programy inwestycyjne, na które idą miliardy złotych z kieszeni podatników. Skala tego przedsięwzięcia jest bezprecedensowa.
Publiczne pieniądze miały napędzać gospodarkę, finansować drogi, szpitale i bezpieczeństwo kraju. Tymczasem rzeczywistość okazuje się dramatycznie odległa od oficjalnych zapowiedzi kolejnych rządów. Rozbieżności między planami a ich realizacją zaczynają przybierać rozmiary, które trudno zignorować. Procedury kontrolne dopiero nabrały rozpędu, ale Izba już teraz daje do zrozumienia, że niektóre ustalenia wywołają prawdziwą burzę.
NIK bada finanse państwa na wielu frontach jednocześnie, analizując budżet zarówno według metodologii krajowej, jak i w ujęciu unijnym obejmującym szerszy zakres danych o długu publicznym. Co więcej, w tym roku Izba zamierza wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej pokazać czteroletnie trendy wydatkowe w najważniejszych obszarach. Tego rodzaju analizy pojawiały się wprawdzie w przeszłości, ale ostatnio wygodnie schodziły na dalszy plan. Teraz wracają z impetem i mogą obnażyć to, co politycy woleliby trzymać pod dywanem.
Budżet pęka w szwach, a prognozy podatkowe to fikcja? NIK nie zostawia suchej nitki
Za absolutnie priorytetowe Izba uznaje trzy kategorie wydatków, które rosną w zastraszającym tempie: obronność, ochronę zdrowia i obsługę rosnącego długu publicznego. Ten wybór nie jest przypadkowy, bo właśnie tutaj pieniądze płyną najszerszym strumieniem. Fundusze pozabudżetowe odgrywają przy tym coraz większą rolę, szczególnie przy finansowaniu zbrojeń. Sam deficyt budżetu państwa to zaledwie wierzchołek góry lodowej – pod spodem kryją się mechanizmy, których znaczenie rośnie w tempie, które powinno budzić poważny niepokój.
Ekonomiści od miesięcy biją na alarm, wskazując na nadmierny optymizm prognoz dochodowych wpisywanych do ustawy budżetowej. I tutaj NIK trafia w czuły punkt, bo zawyżone prognozy dochodów automatycznie otwierają furtkę do zwiększania wydatków. To jak napompowany balon, który w końcu musi pęknąć. Izba bada zarówno etap planowania budżetu, jak i jego faktyczne wykonanie, sprawdzając, czy zapisane w ustawie rozwiązania dało się w ogóle uczciwie zrealizować.
Na osobnym torze toczy się natomiast kontrola podatku CIT, która może wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi w świecie polityki. Izba po raz pierwszy w swojej historii podjęła próbę samodzielnego oszacowania luki w podatku dochodowym od osób prawnych. W odróżnieniu od VAT-u, który posiada wypracowaną międzynarodową metodologię, CIT wymaga stworzenia własnych narzędzi analitycznych. Polska uczestniczy wprawdzie w dwóch projektach badawczych prowadzonych z Komisją Europejską i Międzynarodowym Funduszem Walutowym, ale żaden z nich nie został jeszcze zamknięty, więc NIK wziął sprawy we własne ręce.
Pieniądze z KPO miały zmienić Polskę. Zamiast tego poszły na łatanie dziur
I teraz dochodzimy do informacji, która może zwalić z nóg każdego, kto wierzył w obietnice związane z Krajowym Planem Odbudowy. Około 90 procent środków z KPO wykorzystano dotychczas nie na inwestycje, lecz na zarządzanie płynnością finansową. Brzmi jak żart, ale to twarde dane wyłaniające się z analiz NIK. Główną przyczyną były gigantyczne opóźnienia w realizacji poszczególnych programów – realne inwestycje ruszyły znacznie wolniej, niż ktokolwiek zakładał.
Prezes NIK zastrzegł co prawda, że ta szokująca liczba nie oznacza automatycznie marnotrawstwa na wielką skalę. Część wydatków została wcześniej prefinansowana przez Polski Fundusz Rozwoju, więc pieniądze z KPO pełnią w takich przypadkach funkcję rozliczeniową i wracają do instytucji, które wcześniej wyłożyły własne środki. Sam program przeszedł już kilka rewizji, zmieniając harmonogramy i zakres planowanych działań. Mimo tych zastrzeżeń dane o 90 procentach środków przeznaczonych na płynność zamiast na konkretne projekty biją po oczach.
NIK kontroluje KPO w sposób rozproszony, bo program obejmuje wiele sektorów i jest podzielony na komponenty powiązane z konkretnymi kamieniami milowymi. Poszczególne departamenty Izby badają realizację inwestycji w ramach komponentu środowiskowego, infrastrukturalnego i obronnościowego. W drugiej połowie roku kontrolerzy wezmą na tapetę także przedsięwzięcia onkologiczne finansowane z tego programu. Wszystkie wyniki zostaną uwzględnione w lipcowej analizie wykonania budżetu, którą prezes Haładyj przedstawi w Sejmie.
Orlen kontra NIK. Spór o kontrolę spółek Skarbu Państwa nabiera rumieńców
Izba zamierza też stopniowo wdrażać ocenę efektywności wydawanych pieniędzy na wzór Europejskiego Banku Inwestycyjnego, który analizuje każde euro przeznaczone na inwestycje. Chodzi o koncepcję value for money, czyli twarde badanie, jakie realne efekty przynoszą publiczne nakłady. Na razie wiele działań z KPO pozostaje na wczesnym etapie, więc miarodajne oceny pojawią się dopiero po zakończeniu poszczególnych programów. Wtedy NIK planuje analizować wpływ wydatków na produktywność, konkurencyjność i odporność gospodarki na przyszłe kryzysy.
Osobnym i niezwykle gorącym tematem pozostaje zakres kontroli spółek z udziałem Skarbu Państwa. Kilka lat temu doszło do głośnego starcia między NIK a Orlenem, który twierdził, że Izba może kontrolować wyłącznie podmioty z większościowym udziałem państwa. Prezes Haładyj nie pozostawił jednak żadnych wątpliwości – odrzucił tę interpretację wprost. Wskazał, że ustawa o NIK nie zawiera takiego ograniczenia i wszędzie tam, gdzie państwo angażuje swój majątek, kontrola musi sięgać.
Przyznał jednocześnie, że od lat trwają spory interpretacyjne, szczególnie wokół spółek giełdowych, i warto wreszcie doprecyzować przepisy raz na zawsze. Bo gdyby przyjąć skrajnie wąskie rozumienie prawa, większość kapitałowego zaangażowania państwa w spółki znalazłaby się poza jakimkolwiek nadzorem. A to oznaczałoby, że miliardy złotych z publicznej kasy krążą w przestrzeni, do której żaden kontroler nie ma prawa wejść. Brzmi absurdalnie, ale dokładnie na takim rozumowaniu opierał się Orlen w sporze z NIK.
Bilion złotych na inwestycje i transformacja energetyczna. NIK zapowiada kontrolę, jakiej jeszcze nie było
Izba nie zamierza odpuszczać również największych inwestycji infrastrukturalnych, które pochłaniają kosmiczne kwoty z publicznej kasy. W tym roku NIK planuje kontrolę wykorzystania środków z Funduszu Reprywatyzacji w kilku spółkach. Kontrolerzy często badają inwestycje jeszcze w trakcie ich realizacji, skupiając się na procesach planowania, zarządzania ryzykiem i procedurach decyzyjnych. Celem jest formułowanie rekomendacji, zanim dojdzie do poważnych problemów, a nie sprzątanie bałaganu po fakcie.
Transformacja energetyczna trafiła na listę priorytetów NIK i ten temat może spędzać sen z powiek nie tylko kontrolerom, ale przede wszystkim przedsiębiorcom i milionom zwykłych Polaków. Izba zamierza sprawdzić, czy zmiany w strukturze wytwarzania energii są spójne z prognozowanym zapotrzebowaniem na prąd w przyszłości. Kontrolerzy zbadają, czy odchodzenie od jednych źródeł energii na rzecz innych nie doprowadzi do katastrofalnej sytuacji, w której po prostu zabraknie mocy wytwórczych. NIK ma przy tym przewagę nad niezależnymi analitykami, bo może sięgać po wewnętrzne dokumenty administracji rządowej, niedostępne dla nikogo z zewnątrz.
Rząd zapowiada inwestycje o wartości biliona złotych w ciągu najbliższej dekady, a prezes Haładyj potwierdził, że Izba zamierza je systematycznie kontrolować, kierując się analizą ryzyka. Tam, gdzie zagrożenie nieprawidłowościami jest największe, tam trafią kontrolerzy z pełnym arsenałem narzędzi. W 2026 roku NIK przyjrzy się także zamówieniom publicznym udzielanym w trybie in-house oraz procesom inwestycyjnym spowalnionym przez decyzje środowiskowe i budowlane. Na tapecie znajdzie się też kwestia udziału polskich firm w wielkich projektach zbrojeniowych – temat, który coraz głośniej rezonuje w debacie publicznej.
Lato prawdy. To, co NIK przedstawi w Sejmie, może wywrócić polską politykę do góry nogami
Żeby udźwignąć ten gigantyczny zakres zadań, NIK wzmacnia swoje zaplecze eksperckie na niespotykaną dotąd skalę. Kontrolerzy odbyli niedawno wizytę studyjną w szwedzkim urzędzie audytu państwowego, a w planach są warsztaty z Europejskim Trybunałem Obrachunkowym. Finanse publiczne stały się bowiem nieporównywalnie bardziej skomplikowane niż jeszcze kilkanaście lat temu – obejmują zaawansowane mechanizmy finansowe, optymalizacje podatkowe i transfery technologii. Bez specjalistycznej wiedzy nie sposób już skutecznie kontrolować przepływu miliardów.
Prezes Haładyj zaznaczył, że Izba zamierza koncentrować się na zadaniach realizowanych przez państwo jako całość, a nie wyłącznie na poszczególnych instytucjach. Chodzi o dostarczanie twardej, bezkompromisowej informacji zwrotnej o rzeczywistych rezultatach wydawania publicznych pieniędzy. Tylko dzięki takim danym rządzący mogą korygować polityki publiczne tam, gdzie to absolutnie konieczne. Pytanie jednak brzmi, czy politycy będą chcieli usłyszeć to, co NIK ma im do powiedzenia.
Lipiec zapowiada się jako miesiąc, który może wstrząsnąć debatą o stanie polskich finansów publicznych. Do Sejmu trafią jednocześnie wyniki kontroli CIT, analiza wykonania budżetu państwa i dane dotyczące realizacji Krajowego Planu Odbudowy. Jeśli zapowiedzi prezesa Haładyja choć w połowie przełożą się na konkrety, czeka nas gorące polityczne lato. Jedno jest pewne – NIK pod nowym kierownictwem wyraźnie zaostrza pazury i nie zamierza nikogo oszczędzać.
Źródło: WNP.pl









