To, co przez dekady skrywały zakurzone teczki krakowskiej kurii, w końcu ujrzało światło dzienne. Reporterzy jako pierwsi w historii przekopali się przez góry tajnych dokumentów, a ich odkrycie wywróciło dotychczasową narrację do góry nogami. Nikt nie spodziewał się TAKICH ustaleń.
Niezależnie od tego, czy jesteś wierzący, czy krytycznie patrzysz na Kościół – ta historia zmusi Cię do przemyślenia wszystkiego, co dotąd słyszałeś o Karolu Wojtyle. Przeczytaj do końca, bo prawda okazała się zupełnie inna, niż wszyscy zakładali. Te fakty zmieniają WSZYSTKO.
Tajne archiwa kurii otwarte po latach. To, co znaleźli dziennikarze, zaskoczy wielu
Temat pedofilii wśród duchownych od lat rozpala polską opinię publiczną do białości. Nazwisko Karola Wojtyły przewijało się w tych dyskusjach jak bumerang, wracając przy każdym kolejnym skandalu. Jednak przez lata brakowało jednego kluczowego elementu – twardych, namacalnych dowodów, które pozwoliłyby ostatecznie rozstrzygnąć spór. Aż do teraz, bo ktoś wreszcie odważył się sięgnąć tam, gdzie dotąd nikt nie miał wstępu.
Reporterzy „Rzeczpospolitej” jako pierwsi w historii uzyskali dostęp do zamkniętych archiwów kurii metropolitalnej w Krakowie. Materiał, który przed nimi się otworzył, przeszedł najśmielsze oczekiwania – dziewięć grubych tomów akt, setki dodatkowych dokumentów, wewnętrzna korespondencja, opinie proboszczów i listy od wiernych. To był ocean informacji, którego dotąd nikt nie mógł nawet dotknąć. Zgodę na udostępnienie archiwum wydał na początku lutego obecny metropolita krakowski, kardynał Grzegorz Ryś.
Dziennikarze postanowili skupić się na najgorętszych przypadkach – aktach kilku księży oskarżanych o krzywdzenie nieletnich w latach 60. i 70., w tym Eugeniusza Surgenta, Józefa Loranca i Bolesława Sadusia. Dwóch pierwszych zostało w latach 70. prawomocnie skazanych przez sądy za przestępstwa seksualne wobec dzieci. To właśnie ich teczki miały dać odpowiedź na pytanie, które od lat nie dawało spokoju milionom Polaków – czy Wojtyła wiedział i co z tą wiedzą zrobił.
Wojtyła nie zamiatał pod dywan? Dokumenty pokazują zaskakujący obraz
I tutaj zaczyna się najbardziej szokująca część tej historii. Z przebadanych dokumentów nie wyłania się bowiem schemat znany z dziesiątek skandali na całym świecie – ciche przenoszenie księży-pedofilów z parafii do parafii, zamiatanie spraw pod dywan i udawanie, że problemu nie ma. Ustalenia reporterów wskazują na coś zupełnie innego, co może zadziwić zarówno obrońców, jak i krytyków papieża Polaka.
Wojtyła jako metropolita krakowski odsuwał podejrzanych duchownych od obowiązków duszpasterskich, zawieszał ich w pracy i nakazywał natychmiastowe opuszczenie parafii. Co więcej, wyznaczał im konkretne miejsce pobytu do czasu wyjaśnienia sprawy, odcinając od kontaktu z wiernymi. W niektórych przypadkach kuria reagowała szybciej niż same organy ścigania – a to w tamtych czasach było zjawiskiem wręcz niespotykany.
Jedna decyzja szczególnie zelektryzowała reporterów i kazała im przetrzeć oczy ze zdumienia. W 1969 roku podejrzewany kapłan został skierowany na badania psychiatryczne – na tamte czasy był to krok absolutnie wyjątkowy i wyprzedzający epokę. Po odbyciu wyroków żaden ze skazanych księży nie wrócił do pracy z wiernymi, lecz trafił do klasztoru bez prawa sprawowania jakiejkolwiek posługi.
Brak dowodów na ukrywanie przestępstw. Ten wniosek zmienia wszystko
Najważniejszy i najbardziej elektryzujący wniosek z całej gigantycznej analizy archiwalnej jest jednoznaczny – w przebadanych materiałach nie znaleziono żadnych śladów świadomego tuszowania pedofilii przez Karola Wojtyłę. To ustalenie, które jak grom z jasnego nieba uderzyło w dotychczasową narrację wielu krytyków. W przypadku Bolesława Sadusia dziennikarze nie odnaleźli nawet potwierdzenia, że informacja o jego czynach w ogóle dotarła do metropolity w okresie jego urzędowania w Krakowie.
Równolegle z tymi odkryciami Kościół w Polsce zapowiedział powołanie niezależnej komisji ekspertów, która ma zbadać przypadki wykorzystywania małoletnich przez duchownych na przestrzeni dziesięcioleci. Zakres prac tej komisji będzie obejmował nie tylko same przestępstwa, ale przede wszystkim sposób, w jaki reagowali na zgłoszenia biskupi i metropolici. Sprawy powiązane z Wojtyłą oczywiście znajdą się na tej liście jako jedne z priorytetowych.
Czy wyniki prac komisji potwierdzą ustalenia reporterów „Rzeczpospolitej”? Tego dziś nie sposób przesądzić, ale jedno jest pewne – pierwszy wielki krok w stronę prawdy został wreszcie zrobiony. Archiwa przemówiły po dekadach milczenia, a ich głos okazał się zupełnie inny, niż wielu się spodziewało. Ta historia z pewnością będzie miała swój kolejny rozdział, i to być może szybciej, niż ktokolwiek przypuszcza.
Źródło: onet.pl, pch24, rp.pl









