Pakistan ogłosił „OTWARTĄ WOJNĘ” z talibami! Eksplozje wstrząsają Kabulem, świat wstrzymuje oddech

Tego się nikt nie spodziewał – a przynajmniej nie teraz. W nocy z czwartku na piątek pakistański minister obrony napisał słowa, które zmroziły krew w żyłach dyplomatom na całym świecie: „Trwa otwarta wojna”. Eksplozje rozdarły nocne niebo nad Kabulem, a odgłosy strzałów nie milkły przez ponad dwie godziny.

Ale to dopiero początek tej historii. Talibowie odpowiedzieli błyskawiczną ofensywą, zajmując co najmniej 15 placówek pakistańskiej armii i biorąc jeńców. Dziesiątki zabitych żołnierzy, ranni, chaos na granicy – a w tle jądrowy arsenał Pakistanu i kompletnie nowa mapa zagrożeń. Czytaj dalej, bo to, co się właśnie dzieje między tymi dwoma krajami, może zmienić układ sił w całym regionie!

„Nasza cierpliwość się wyczerpała” – słowa, które rozpętały piekło

Kiedy minister obrony Pakistanu Khawaja Asif publikował swój wpis na platformie X, było już po północy czasu lokalnego. Jego słowa brzmiały jak wypowiedzenie wojny – bo dokładnie tym były. „Nasza cierpliwość się wyczerpała. Teraz między nami a wami trwa otwarta wojna” – napisał bez ogródek, kierując komunikat wprost do reżimu talibów w Kabulu. Świat obudził się do zupełnie nowej rzeczywistości.

Minister nie poprzestał na ogólnikach. W swoim oświadczeniu zarzucił talibom, że zgromadzili w Afganistanie terrorystów z całego świata i zaczęli „eksportować terroryzm” do sąsiednich krajów. Wskazał również na łamanie praw człowieka, w tym odbieranie kobietom praw gwarantowanych przez islam. Podkreślił, że Pakistan przez długi czas starał się utrzymać pokój – zarówno bezpośrednio, jak i za pośrednictwem zaprzyjaźnionych państw.

To nie była pusta retoryka. Niemal równocześnie z publikacją tych słów Islamabad potwierdził przeprowadzenie uderzeń na cele talibów w samym sercu Afganistanu – w Kabulu i Kandaharze. Minister informacji Attaullah Tarar poinformował także o atakach w prowincji Paktia. Jego kolega z resortu spraw wewnętrznych, Mohsin Naqvi, nazwał operację „odpowiednią reakcją” na „jawną agresję” ze strony talibów.

Kabul w ogniu – eksplozje trwały ponad dwie godziny!

Reporterzy agencji AFP, obecni na miejscu w Kabulu, relacjonowali scenę rodem z filmu wojennego. Głośne eksplozje i seria strzałów rozbrzmiewały nad afgańską stolicą przez ponad sto dwadzieścia minut. Mieszkańcy w panice szukali schronienia, a nocne niebo rozświetlały błyski detonacji. To nie był pojedynczy nalot – to była zorganizowana, wielopunktowa operacja militarna.

W Kandaharze, uważanym za centrum władzy przywódcy talibów Hibatullaha Achundzady, sytuacja wyglądała równie dramatycznie. Dziennikarz AFP donosił o samolotach krążących na niebie nad miastem, co sugerowało, że Pakistan uderzył w sam rdzeń talibańskiego reżimu. Symbolika tego ataku jest nie do przecenienia – Kandahar to duchowa stolica ruchu talibów, miejsce, z którego Achundzada sprawuje władzę nad całym krajem.

Rzecznik talibów Sabihullah Mudżahid potwierdził fakt przeprowadzenia ataków, ale jednocześnie twierdził, że nie było żadnych ofiar. Ta informacja budzi poważne wątpliwości wśród obserwatorów – trudno uwierzyć, że wielogodzinny ostrzał dwóch największych miast Afganistanu nie spowodował żadnych strat ludzkich. Niezależna weryfikacja tych doniesień jest jednak w tej chwili praktycznie niemożliwa, biorąc pod uwagę ścisłą kontrolę informacji przez reżim talibów.

Talibowie przeszli do kontrataku – 15 placówek wojskowych zdobytych jednego dnia

Zanim Pakistan ogłosił „otwartą wojnę”, talibowie już zadali pierwszy cios. W czwartek afgańskie siły zbrojne rozpoczęły to, co same określiły jako „szeroko zakrojoną” ofensywę przeciwko pakistańskim pozycjom w strefie przygranicznej. Wynik był dla Islamabadu upokarzający – w ciągu jednego dnia wojska talibów zajęły co najmniej piętnaście placówek pakistańskiej armii. Ta liczba jest szokująca i świadczy o skali operacji.

Straty po stronie pakistańskiej okazały się dramatyczne. Według informacji podanych przez talibów zginęły „dziesiątki” żołnierzy pakistańskich, a kolejni zostali ranni lub wzięci do niewoli. Dla dumnej armii Pakistanu – szóstej co do wielkości na świecie i dysponującej bronią jądrową – takie straty to nie tylko militarna porażka, ale przede wszystkim wizerunkowa katastrofa. Nic dziwnego, że odpowiedź Islamabadu była tak gwałtowna.

Talibowie nie kryli się ze swoimi intencjami. Przedstawiciele reżimu w Kabulu nazwali swoje działania „operacją wojskową” i „odpowiedzią na zbrodnie i ciągłe naruszenia ze strony kręgów wojskowych Pakistanu”. Innymi słowy – obie strony uważają się za ofiary agresji i obie twierdzą, że jedynie się bronią. Ten wzajemny mechanizm eskalacji jest niezwykle niebezpieczny, bo sprawia, że żadna ze stron nie chce ustąpić jako pierwsza.

Zamach samobójczy, który przelał czarę goryczy

Iskrą, która podpaliła ten lont, był brutalny zamach w dystrykcie Bajaur w północno-zachodnich regionach Pakistanu. Zamachowiec samobójca wjechał pojazdem wyładowanym materiałami wybuchowymi prosto w mur posterunku bezpieczeństwa. Potężna eksplozja zabiła jedenastu żołnierzy i – co najbardziej wstrząsające – jedno dziecko. Władze Pakistanu ustaliły, że sprawca był obywatelem Afganistanu, co natychmiast skierowało gniew Islamabadu w stronę Kabulu.

Reakcja Pakistanu była szybka i brutalna. Dwudziestego drugiego lutego siły pakistańskie przeprowadziły naloty na wschodnie tereny Afganistanu, celując rzekomo w obozy bojowników Tehrik-i-Taliban Pakistan (TTP) oraz Państwa Islamskiego Chorasanu. Islamabad od dawna twierdzi, że przywódcy TTP ukrywają się na afgańskim terytorium i stamtąd koordynują zamachy terrorystyczne wymierzone w Pakistan. Kabul konsekwentnie zaprzecza tym oskarżeniom, co tylko pogłębia wzajemną nieufność.

Pierwsze starcia zbrojne na granicy pojawiły się już 24 lutego, dwa dni po pakistańskich nalotach. Sytuacja eskalowała błyskawicznie – od wymiany ognia na przygranicznych posterunkach, przez zorganizowaną ofensywę talibów, aż po ogłoszenie „otwartej wojny” przez Pakistan. W ciągu zaledwie pięciu dni region przeszedł od napiętego spokoju do pełnowymiarowego konfliktu zbrojnego między dwoma suwerennymi państwami.

Konflikt, który ma korzenie głębsze niż ktokolwiek myśli

To nie jest nowy spór – jego historia sięga roku 1893, kiedy ustanowiono tak zwaną Linię Duranda. Ta licząca 2600 kilometrów granica między Afganistanem a ówczesnymi Indiami Brytyjskimi podzieliła terytoria zamieszkane przez Pasztunów, najliczniejszą grupę etniczną w regionie. Od momentu uzyskania niepodległości przez Pakistan w 1947 roku Kabul kwestionuje przebieg tej granicy, uważając ją za relikt kolonializmu, który odciął Afganistan od jego historycznych ziem.

Od powrotu talibów do władzy w sierpniu 2021 roku napięcia nasiliły się dramatycznie. W październiku ubiegłego roku tygodniowe walki w strefie przygranicznej pochłonęły życie ponad siedemdziesięciu osób, a setki zostały ranne. Jesienią obu stronom udało się wynegocjować zawieszenie broni podczas rozmów w Dosze, w których pośredniczyły Katar i Turcja. Wszyscy odetchnęli z ulgą – jak się okazuje, zdecydowanie za wcześnie.

Mimo zawieszenia broni przemoc nie ustała ani na chwilę. W listopadzie pakistańskie siły zbombardowały dom cywila w afgańskiej prowincji Chost, zabijając co najmniej dziewięcioro dzieci. Ta tragedia, potwierdzona przez rzecznika talibów Zabihullaha Mudżahida i opisana przez agencję Reuters, pokazuje skalę cierpienia zwykłych ludzi uwięzionych między młotem a kowadłem dwóch walczących stron. Ofiarami tego konfliktu są przede wszystkim cywile, którzy nie mają żadnego wpływu na decyzje polityków i generałów.

Świat na krawędzi – Pakistan ma broń jądrową, a obok czai się Iran

To, co sprawia, że obecna eskalacja jest szczególnie przerażająca, to kontekst międzynarodowy. Pakistan dysponuje arsenałem nuklearnym, a każdy pełnowymiarowy konflikt z udziałem mocarstwa jądrowego niesie ze sobą ryzyko, którego konsekwencji nikt nie jest w stanie do końca przewidzieć. Talibowie zdają się tego ryzyka nie doceniać – ich prowokacyjna deklaracja „Nie obchodzi nas, czy mają atomówki” obiegła światowe media i zmroziła analityków bezpieczeństwa.

Na domiar złego eskalacja między Pakistanem a Afganistanem zbiega się z rosnącym napięciem na Bliskim Wschodzie. Dowództwo Centralne Stanów Zjednoczonych przedstawiło prezydentowi Donaldowi Trumpowi możliwe warianty uderzenia na Iran, jak doniosła stacja ABC. Rozmowy amerykańsko-irańskie w Genewie zakończyły się bez przełomu, a zdjęcia satelitarne – według brytyjskiej Sky News – pokazują, że Teheran gorączkowo wzmacnia obronę swoich obiektów nuklearnych i wojskowych.

Świat stoi w obliczu potencjalnej reakcji łańcuchowej. Dwa osobne konflikty zbrojne – na granicy pakistańsko-afgańskiej i ewentualna konfrontacja amerykańsko-irańska – mogą się wzajemnie nakręcać, destabilizując cały region od Morza Arabskiego po Zatokę Perską. Eksperci od bezpieczeństwa międzynarodowego biją na alarm – jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, konsekwencje odczuje cały świat, od cen ropy po fale uchodźców. Najbliższe dni pokażą, czy dyplomacja zdoła jeszcze powstrzymać tę lawinę, czy też region pogrąży się w chaosie na niespotykaną skalę.

Udostępnij to 👇