Ta zbrodnia wstrząsnęła całą Polską i sprawiła, że krew zamarzła nam w żyłach, a teraz sprawa wraca na wokandę z podwójną siłą. 17-letni Bartosz G., oskarżony o okrutne odebranie życia niewinnej Mai, stanął w obliczu sądowej decyzji, która zapadła w błyskawicznym tempie i nie pozostawia złudzeń. Czy nastolatek, który po tragedii uciekł do słonecznej Grecji, w końcu odpowie za swoje czyny, czy może jego obrońcy znajdą lukę w systemie sprawiedliwości?
Jego adwokat wytacza najcięższe działa i zapowiada bezpardonową walkę o wolność swojego klienta, co budzi ogromne kontrowersje i sprzeciw opinii publicznej. Sprawdź, co działo się za zamkniętymi drzwiami sądu i jak na te szokujące doniesienia reaguje rodzina brutalnie zamordowanej nastolatki.
Szok w sądzie! Zapadła kluczowa decyzja w sprawie Bartosza G., obrona zapowiada wojnę
Atmosfera na sali sądowej była gęsta, choć samo posiedzenie trwało zaledwie kwadrans, co dla wielu obserwatorów było ogromnym zaskoczeniem. Sąd nie miał jednak żadnych wątpliwości i podjął decyzję o dalszym losie 17-latka podejrzanego o morderstwo Mai z Mławy. Postanowiono, że Bartosz G. nie wyjdzie na wolność i spędzi kolejne długie miesiące w zimnej celi aresztu, co jest ciosem dla jego linii obrony. Decyzja ta jest jasnym sygnałem, że wymiar sprawiedliwości traktuje sprawę z najwyższą powagą, nie zważając na młody wiek oskarżonego.
Reakcja obrony była natychmiastowa i niezwykle ostra, co zapowiada zaciętą batalię prawną w najbliższych tygodniach. Mecenas Paweł Aranowski w rozmowie z mediami zapowiedział, że nie zamierza składać broni i od razu złoży stosowne odwołanie od decyzji sądu. Adwokat podkreślał, że zależało mu na tym, aby jego klient odpowiadał z wolnej stopy, sugerując zastosowanie dozoru policyjnego zamiast surowego aresztu. Jego zdaniem istnieją inne środki zapobiegawcze, które byłyby wystarczające w tej dramatycznej sytuacji, choć prokuratura jest zupełnie innego zdania.
Bartosz G., który jeszcze niedawno cieszył się słońcem w Grecji, teraz musi zmierzyć się z twardą rzeczywistością polskiego systemu penitencjarnego. Sąd nie przychylił się do wniosków o poręczenie majątkowe czy zakaz opuszczania kraju, uznając je za niewystarczające w obliczu tak potwornych zarzutów. Obrońca ma teraz siedem dni na formalne zaskarżenie tej decyzji, co z pewnością uczyni, walcząc o każdą chwilę wolności dla nastolatka. Sprawa jest rozwojowa, a emocje wokół niej z pewnością nie opadną aż do ogłoszenia ostatecznego wyroku.
Bestialska zbrodnia i ucieczka do raju. Tak Bartosz G. bawił się w kotka i myszkę ze służbami
Przypomnijmy, że ta tragedia to jedna z najbardziej wstrząsających zbrodni, jakie wydarzyły się w naszym kraju w ostatnich latach. Pod koniec kwietnia 16-letnia Maja wyszła z domu pełna ufności, by spotkać się ze swoim kolegą, i już nigdy nie wróciła w ramiona rodziców. Jej ciało odnaleziono kilka dni później, ukryte w zaroślach niedaleko posesji należącej do rodziny chłopaka, z którym miała się widzieć. To był moment, w którym serca wszystkich Polaków pękły, a pytania o motywy tak okrutnego czynu zaczęły się mnożyć w zastraszającym tempie.
Najbardziej bulwersujący w tej sprawie był fakt, że podejrzany wcale nie czekał potulnie na przyjazd policji. Bartosz G. błyskawicznie opuścił granice Polski, wyjeżdżając na rzekomą wymianę szkolną do malowniczej Grecji. Przez wiele miesięcy korzystał z uroków południa, podczas gdy w Polsce trwało intensywne śledztwo i poszukiwania sprawcy makabrycznego mordu. Policja jednak szybko połączyła kropki i wytypowała go jako głównego podejrzanego, co uruchomiło machinę międzynarodowej współpracy służb.
Dopiero po ośmiu miesiącach przebywania w greckim ośrodku dla nieletnich nastąpił przełom, na który czekała rodzina ofiary. Grecki sąd wyraził zgodę na ekstradycję i Bartosz G. został sprowadzony do kraju w specjalnym konwoju, kończąc swoją 237-dniową „odyseję”. W Boże Narodzenie usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, co mrozi krew w żyłach nawet najbardziej doświadczonym śledczym. Do winy się nie przyznał i odmówił składania wyjaśnień, przyjmując postawę milczenia, która jeszcze bardziej podsyca gniew opinii publicznej.
To nie koniec dramatu! Prokuratura ujawnia kulisy, a rodzina ofiary przerywa milczenie
Przedłużenie aresztu o kolejne dwa miesiące to procedura, która ma swoje twarde uzasadnienie w przepisach prawa karnego. Jak tłumaczy rzecznik prokuratury Bartosz Maliszewski, początkowy areszt stosowany przy poszukiwaniach międzynarodowych jest jedynie wstępem do właściwego procesu izolacji podejrzanego. Dopiero teraz sąd może na spokojnie procedować i przedłużać aresztowanie, co w praktyce może trwać bardzo długo. Oznacza to, że Bartosz G. pozostanie za kratami w Płocku co najmniej do 20 marca, a to dopiero początek jego problemów.
Pełnomocnicy rodziny zamordowanej Mai nie kryją satysfakcji z takiego obrotu spraw, choć ból po stracie córki jest wciąż nie do opisania. Mecenas Wojciech Marek Kasprzyk wprost przyznał, że nie spodziewali się innej decyzji sądu, biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy postawionych zarzutów. Rodzina ofiary domaga się sprawiedliwości i surowej kary dla sprawcy, który w tak bestialski sposób przerwał życie młodej dziewczyny. Każdy dzień aresztu dla Bartosza G. to mały krok w stronę prawdy, na którą czekają bliscy Mai.
Sytuacja prawna nastolatka komplikuje się z każdym dniem, a materiał dowodowy zgromadzony przez śledczych wydaje się być porażający. Choć obrona robi wszystko, by wyciągnąć go na wolność, szanse na to maleją w obliczu determinacji prokuratury i sądu. Społeczeństwo bacznie przygląda się tej sprawie, oczekując, że winny poniesie najwyższą możliwą karę za to niewyobrażalne okrucieństwo. Czy strategia milczenia przyjęta przez oskarżonego okaże się skuteczna, czy może w końcu pęknie i wyjawi prawdę o tamtym tragicznym dniu?









