Tego się nikt nie spodziewał. Rosyjski deputowany publicznie zagroził Polsce totalnym zniszczeniem, a jego słowa brzmią jak wypowiedzenie wojny. Wystarczyła jedna wypowiedź polskiego generała, żeby w Moskwie zapłonęły wszystkie czerwone lampki.
Co takiego powiedział polski wojskowy, że Kreml aż się gotuje ze złości? Rosyjski polityk nie tylko grozi armią Putina, ale straszy nas też… Niemcami! Musicie to przeczytać do końca, bo ta historia ma drugie dno, o którym nikt głośno nie mówi.
Rosyjski deputowany znany z nienawiści do Polaków znów uderza – i to jak!
Andriej Kolesnik to postać, która powinna być dobrze znana każdemu Polakowi, choć większość wolałaby o nim zapomnieć. Ten członek rosyjskiej Dumy Państwowej od lat specjalizuje się w obrzucaniu naszego kraju błotem i nie ma w tym ani grama dyplomacji. Dwa lata temu zasłynął haniebnym porównaniem Polaków do psów, którym należy zakazać wstępu. Teraz wrócił z jeszcze cięższymi kalibrem.
Tym razem rosyjski polityk posunął się do czegoś, co trudno nazwać inaczej niż otwartą groźbą wobec suwerennego państwa. Jego słowa padły na łamach portalu news.ru i natychmiast obiegły media po obu stronach granicy. Kolesnik nie bawił się w subtelności – wprost zapowiedział, że Polska może po prostu przestać istnieć. Brzmi jak scenariusz z filmu katastroficznego, ale niestety to realna wypowiedź rosyjskiego parlamentarzysty.
Co ciekawe, Kolesnik pochodzi z Kaliningradu, czyli dokładnie tego regionu, o którym wypowiadał się polski generał. To wyjaśnia, dlaczego zareagował tak emocjonalnie i agresywnie. Jednak osobiste urażenie nie usprawiedliwia gróźb kierowanych pod adresem całego narodu. Deputowany najwyraźniej uznał, że najlepszą formą politycznej dyskusji jest straszenie zagładą.
Polski generał powiedział to, o czym wszyscy myśleli, ale nikt nie miał odwagi powiedzieć głośno
Wszystko zaczęło się od wywiadu z generałem Jarosławem Gromadzińskim, byłym dowódcą Eurokorpusu i ekspertem Defence Institute. Wojskowy z wieloletnim doświadczeniem postanowił powiedzieć wprost to, co w kuluarach powtarza się od lat. Polska nie może dłużej udawać, że w razie rosyjskiej agresji będzie grzecznie bronić się wyłącznie na własnym terytorium. Ta deklaracja brzmi jak rewolucja w polskim myśleniu obronnym.
Generał wskazał konkretnie na obwód kaliningradzki – rosyjską enklawę wciśniętą między Polskę, Litwę i Morze Bałtyckie. Przez lata polscy wojskowi traktowali ten teren jak świętą krową, do której nie wolno się zbliżać. Gromadziński rozbił ten mit jednym zdaniem – zablokowanie tego obszaru wymagałoby trzy razy więcej sił niż jego całkowite wyeliminowanie. Matematyka jest bezlitosna i nie pozostawia złudzeń.
Były dowódca poszedł jeszcze dalej i otwarcie zaapelował o zmianę mentalności w polskiej armii. Wskazał, że Rosja od lat traktowała Kaliningrad jako bezkarny bunkier, z którego można prowadzić ogień bez obawy o jakikolwiek odwet. To się musi skończyć – podkreślił generał. Prawo do wejścia na terytorium agresora i zniszczenia źródła zagrożenia wynika wprost z podstawowych zasad samoobrony, a nie z jakiejkolwiek chęci podboju.
Kreml interpretuje obronę jako atak – i grozi totalną zagładą
Reakcja Moskwy przeszła najśmielsze oczekiwania. Kolesnik zinterpretował słowa polskiego generała dokładnie odwrotnie niż zostały wypowiedziane. Zamiast usłyszeć przekaz o strategii obronnej, zobaczył w nich agresywne groźby pod adresem rosyjskiego terytorium. Albo rosyjski deputowany ma poważne problemy ze zrozumieniem tekstu, albo celowo przekręca fakty na potrzeby kremlowskiej propagandy.
Polityk nie tylko zagroził Polsce unicestwieniem ze strony armii Putina, ale dorzucił coś, co wprawia w osłupienie. Oskarżył polskich dowódców o to, że w 1939 roku „oddali kraj Niemcom w ciągu miesiąca”. W ustach przedstawiciela państwa, które we wrześniu 1939 roku wbiło Polsce nóż w plecy, atakując ją z drugiej strony, te słowa brzmią jak ponury żart. Kolesnik najwyraźniej zapomniał o pakcie Ribbentrop-Mołotow i czwartym rozbiorze Polski.
Co więcej, rosyjski deputowany z iście imperialną łaskawością oznajmił, że to Armia Czerwona „wyzwoliła” polskie ziemie i dała nam terytoria. Tym samym powtórzył jeden z najbardziej toksycznych mitów kremlowskiej propagandy, który ma uzasadniać rosyjską dominację nad całą Europą Środkową. Trudno o bardziej cyniczne podejście do historii, w której sowieckie „wyzwolenie” oznaczało dekady zniewolenia i komunistycznej dyktatury.
Niemcy jako straszak? Rosja sięga po najstarszą sztuczkę w książce
Ale prawdziwa wisienka na torcie dopiero nadeszła. Kolesnik postanowił zastraszyć Polskę nie tylko rosyjską potęgą militarną, ale również… Niemcami. Rosyjski deputowany wskazał na zbrojenia naszego zachodniego sąsiada i napięcia wewnątrz Unii Europejskiej jako dowód na to, że Polska jest zagrożona z każdej strony. To klasyczna taktyka Kremla – dziel i rządź, podsycaj lęki i historyczne traumy.
Deputowany stwierdził wprost, że Niemcy mogą Polskę „pożreć”, bo nasz kraj jest słaby i nie ma doświadczenia bojowego. To zdanie jest o tyle absurdalne, że Polska od lat konsekwentnie buduje jedną z największych armii w Europie i wydaje na obronność więcej niż większość państw NATO. Kolesnik albo nie śledzi doniesień wywiadowczych, albo świadomie ignoruje fakty, które nie pasują do jego narracji.
Na koniec rosyjski polityk z dumą oświadczył, że tym razem Rosja nie będzie „wstawiać się za Polską” ani „wyzwalać polskich terytoriów”. Trudno powstrzymać się od gorzkiego śmiechu, bo ostatnie rosyjskie „wyzwolenie” kosztowało Polskę utratę połowy terytorium i pół wieku sowieckiej okupacji. Jeśli to najlepsza groźba, jaką Moskwa potrafi z siebie wykrzesić, to chyba świadczy ona więcej o bezsilności Kremla niż o realnym zagrożeniu dla naszego bezpieczeństwa.
Co to oznacza dla Polski? Eksperci nie mają wątpliwości
Wypowiedź generała Gromadzińskiego, choć wywołała burzę w Moskwie, wpisuje się w globalny trend odchodzenia od czysto defensywnego myślenia o bezpieczeństwie. Kraje graniczące z Rosją coraz częściej mówią otwarcie o zdolnościach odstraszania, które obejmują możliwość uderzenia na terytorium agresora. To nie jest agresja – to racjonalna kalkulacja, która ma sprawić, że potencjalny napastnik dwa razy się zastanowi.
Reakcja Kolesnika paradoksalnie potwierdza, że słowa polskiego generała trafiły w czuły punkt. Gdyby Kreml rzeczywiście traktował Polskę jako nieistotne zagrożenie, nie reagowałby z taką furią. Agresywna odpowiedź z Moskwy świadczy o tym, że scenariusz nakreślony przez Gromadzińskiego jest brany pod uwagę także w rosyjskich sztabach. A to oznacza, że polska strategia odstraszania zaczyna działać.
Jedno jest pewne – czasy, gdy Polska mogła sobie pozwolić na luksus niereagowania na groźby z Moskwy, dawno minęły. Świat obserwuje, co dzieje się na Ukrainie, i wyciąga wnioski. Generał Gromadziński powiedział głośno to, co wielu wojskowych myśli od lat. A Kreml swoją histeryczną reakcją tylko udowodnił, że prawda – nawet wypowiedziana spokojnie w polskim dzienniku – potrafi wstrząsnąć fundamentami rosyjskiej pewności siebie.









