Ponad 100 tysięcy krakowian chce go odwołać! Człowiek Miszalskiego reaguje w sposób, który odbiera mowę

Tego nie spodziewał się chyba nikt – nawet najbardziej zagorzali krytycy prezydenta Krakowa. Ponad sto tysięcy mieszkańców miasta podpisało się pod wnioskiem o referendum, które ma zakończyć rządy Aleksandra Miszalskiego. To liczba, która mrozi krew w żyłach każdemu politykowi.

Tymczasem zamiast pokory i refleksji, z obozu władzy płyną słowa, które mogą doprowadzić krakowian do białej gorączki. Szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej postanowił wyśmiać ponad sto tysięcy podpisów, twierdząc, że to efekt spotkania „przy piwie”. Sprawdź, co dokładnie powiedział i dlaczego te słowa mogą ostatecznie pogrzebać polityczną przyszłość Miszalskiego!

Lawina podpisów zalała krakowski ratusz – organizatorzy sami nie wierzą w te liczby

Kiedy inicjatorzy referendum ruszali ze zbiórką, zakładali pewien ambitny, ale jak im się wydawało – realistyczny cel. Rzeczywistość przerosła ich najśmielsze oczekiwania, bo w nieco ponad miesiąc udało się zebrać 101 974 podpisy. To prawie dwukrotnie więcej niż wymagane minimum, które wynosi około 60 tysięcy.

Dziennikarz i lokalny społecznik Tomasz Borejza, który jako pierwszy podał oficjalne dane, nie krył satysfakcji. Na platformie X poinformował, że zbiórka wcale się nie kończy i jest kontynuowana „dla pewności i efektu”. Organizatorzy doskonale wiedzą, że podpisy będą weryfikowane przez miejskich urzędników, dlatego chcą mieć solidny zapas.

To strategia, która pokazuje, jak poważnie i profesjonalnie podchodzą do sprawy inicjatorzy referendum. Nie chcą zostawić żadnej furtki, przez którą ratuszowi urzędnicy mogliby podważyć wynik zbiórki. Każdy dodatkowy podpis to kolejny gwóźdź do politycznej trumny prezydenta Miszalskiego.

Krakowianie mają dość – lista zarzutów wobec Miszalskiego jest druzgocąca

Mieszkańcy Krakowa nie podpisują się pod wnioskiem o referendum z kaprysu czy z nudów. Za ich frustracją stoi konkretna lista grzechów, które przypisują władzom wybranym w 2024 roku. Kompletna nieudolność w zarządzaniu miastem, galopujące zadłużenie i drakońskie podwyżki usług komunalnych – to tylko początek.

Krakowianie wprost mówią o uległości władz wobec biznesu, która odbywa się kosztem zwykłych mieszkańców. Zarzuty dotyczą również nepotyzmu i kolesiostwa na niespotykaną dotąd skalę. To nie jest bunt jednej grupy społecznej – to przekrojowy gniew, który połączył ludzi z różnych środowisk i dzielnic.

Sondaże nie pozostawiają złudzeń – jeśli dojdzie do referendum, a to jest już właściwie przesądzone, Aleksander Miszalski może pożegnać się z fotelem prezydenta. Sam zainteresowany najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę, bo podejmuje nerwowe, chaotyczne ruchy mające udowodnić, że nagle zmienił się w troskliwego gospodarza miasta. Problem w tym, że krakowianom to już nie wystarcza.

Radny Koalicji Obywatelskiej wyśmiał 100 tysięcy krakowian – jego słowa szokują

To, co powiedział szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Stawowy, przechodzi ludzkie pojęcie. W wywiadzie dla portalu Głos24 radny nie tylko zbagatelizował gigantyczną liczbę podpisów, ale wręcz zakpił z zaangażowania mieszkańców. Według niego ogromne zasięgi i aktywność krakowian w internecie to dzieło… botów.

„Zebrała się skrajna prawica przy piwie i próbuje przeprowadzić referendum” – rzucił Stawowy z nonszalancją, która mogłaby zaimponować nawet najbardziej aroganckim politykom. Jednym zdaniem przekreślił zaangażowanie ponad stu tysięcy żywych ludzi, którzy postawili swój podpis pod wnioskiem. Przy okazji przylepił im łatkę „skrajnej prawicy”, jakby niezadowolenie z podwyżek i nepotyzmu było domeną wyłącznie jednej strony politycznej.

Ta buta nie uszła uwadze komentatorów. Dziennikarz i były współpracownik prezydenta Andrzeja Dudy, Marcin Kędryna, podsumował to zjawisko jednym celnym zdaniem: „Poziom oderwania krakowskiej Platformy od mieszkańców miasta jest wart co najmniej doktoratu”. Trudno o bardziej trafną diagnozę sytuacji, w której wybrani przez ludzi politycy traktują tych samych ludzi z pogardą.

Referendum coraz bliżej – Miszalski ma poważne powody do paniki

Matematyka jest bezlitosna i nie zna politycznych barw. Zebrano prawie dwukrotność wymaganej liczby podpisów, a zbiórka wciąż trwa. Nawet jeśli urzędnicy zakwestionują część z nich, margines bezpieczeństwa jest na tyle duży, że przeprowadzenie referendum wydaje się kwestią czysto techniczną, nie polityczną.

Aleksander Miszalski znalazł się w sytuacji, z której nie ma dobrego wyjścia. Każda próba zmiany wizerunku na „prezydenta bliskiego ludziom” wygląda teraz jak desperacki chwyt tonącego polityka. A słowa jego najbliższych współpracowników, takie jak wypowiedź radnego Stawowego, tylko dolewają oliwy do ognia i utwierdzają krakowian w przekonaniu, że podjęli słuszną decyzję.

Jedno jest pewne – to, co dzieje się w Krakowie, może stać się precedensem dla innych polskich miast. Jeśli mieszkańcy pokażą, że potrafią skutecznie rozliczyć nieudolną władzę w drodze referendum, polityczny krajobraz w całym kraju może się diametralnie zmienić. Kraków właśnie pisze nowy rozdział w historii polskiej demokracji lokalnej, a jego bohaterami nie są politycy – są zwykli ludzie, którym po prostu puściły nerwy.

Źródło: wPolsce24 

Udostępnij to 👇