W Rumunii zapadła decyzja, która natychmiast rozpaliła dyskusję o granicach władzy nad mediami. Stacja Realitatea Plus straciła licencję na nadawanie po serii kar i sporze wokół relacjonowania anulowanych wyborów prezydenckich. Dla wielu obserwatorów to już nie techniczna sprawa administracyjna, lecz sygnał ostrzegawczy dla całego regionu.
Największe emocje budzi fakt, że telewizja zajmowała się kontrowersjami wokół zwycięstwa Călina Georgescu w pierwszej turze wyborów z 2024 roku. W tle są kary, oskarżenia o cenzurę i pytanie, czy w państwie UE niezależny głos może zostać wyłączony jednym ruchem urzędników.
Decyzja CNA spadła na stację jak polityczny grom
Krajowa Rada Audiowizualna w Rumunii podtrzymała decyzję o cofnięciu licencji dla Realitatea Plus. Stacja ma zaprzestać nadawania naziemnego i kablowego po doręczeniu decyzji. Oficjalnie chodzi o nieopłacone kary nałożone w 2024 roku.
Według podanych informacji suma mandatów przekraczała 600 tys. lei. Realitatea Plus oraz powiązane z nią radio Gold FM miały tych należności nie uregulować. Właśnie to stało się formalną podstawą do odebrania koncesji.
Sprawa szybko wyszła jednak poza język dokumentów i paragrafów. Telewizja była kojarzona z krytycznym podejściem do rumuńskiego establishmentu. Dlatego decyzja urzędu została odczytana przez część komentatorów jako uderzenie w niewygodne medium.
W tle wraca anulowana pierwsza tura wyborów
Realitatea Plus relacjonowała sprawę pierwszej tury wyborów prezydenckich z 2024 roku, którą wygrał Călin Georgescu. Ten wynik został później unieważniony, a oficjalna narracja wskazywała na rzekomą rosyjską ingerencję poprzez TikToka. Stacja pokazywała jednak inne wątki i kwestionowała dominujące wyjaśnienia.
Według relacji dziennikarze Realitatea Plus zwracali uwagę na finansowanie kampanii przez rumuńską Partię Narodowo-Liberalną. To właśnie ten kierunek publikacji miał budzić szczególną irytację władzy. W efekcie cofnięcie koncesji zaczęto łączyć z politycznym tłem afery wyborczej.
Nie można jednak pomijać oficjalnego uzasadnienia, bo ono istnieje i dotyczy zaległych kar. Problem polega na tym, że w sprawach tak wrażliwych sam pretekst administracyjny nie uspokaja opinii publicznej. Im mocniejsze polityczne tło, tym większe podejrzenie, że decyzja ma drugie dno.
Realitatea Plus zapowiada walkę, a pytania zostają
Stacja ma zapowiadać walkę w sądzie oraz kontynuowanie działalności w internecie. To oznacza, że spór o koncesję nie zakończy się wraz z decyzją CNA. Przeciwnie, może stać się symbolem większego konfliktu o media i kontrolę informacji.
Najpoważniejsze pytanie dotyczy tego, czy państwo członkowskie UE i NATO powinno budzić takie skojarzenia. Gdy władza odbiera licencję stacji krytykującej establishment, nawet formalne argumenty nie gaszą emocji. Dla odbiorców liczy się także moment, kontekst i polityczny ciężar sprawy.
Rumunia znalazła się więc pod lupą tych, którzy patrzą na wolność słowa w Europie Środkowej. Realitatea Plus może nadawać dalej w internecie, ale utrata koncesji zmienia skalę jej dotarcia. To dlatego ta historia brzmi jak ostrzeżenie: niezależne media mogą przegrać nie tylko z polityką, ale też z decyzją urzędową.









