Rynek pracy w Polsce się wali! Tysiące ofert zniknęły w mgnieniu oka – a rząd szykuje bombę, która może dobić pracodawców

Polacy szukający pracy właśnie dostali potężny cios. Najnowsze dane są bezlitosne – ofert zatrudnienia ubywa w tempie, jakiego nie widzieliśmy od dwóch lat, i absolutnie żadna branża nie została oszczędzona. Eksperci od tygodni bili na alarm, ale dopiero styczniowe statystyki obnażyły pełną skalę katastrofy.

A to dopiero początek złych wiadomości. Na horyzoncie majaczy bowiem rządowa reforma, która może wstrząsnąć całym rynkiem pracy do samych fundamentów. Jeśli planujesz zmianę posady albo dopiero rozglądasz się za zatrudnieniem – koniecznie przeczytaj, co nadchodzi.

Barometr Ofert Pracy leci na łeb na szyję – czwarty miesiąc z rzędu

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu pracodawcy walczyli o kandydatów niczym o złoto. Ogłoszenia rekrutacyjne sypały się jak z rękawa, a pracownicy mogli przebierać w propozycjach. Dziś ta rzeczywistość wydaje się odległa jak wspomnienie z innej epoki, bo liczby mówią same za siebie.

Barometr Ofert Pracy, który wspólnie opracowują naukowcy z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie oraz Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych, spadł w styczniu 2026 roku do poziomu 240,7 punktu. To drastyczny zjazd w porównaniu z grudniowym odczytem wynoszącym 249,8 punktu i jeszcze bardziej bolesny wobec ubiegłorocznej wartości 256,2 punktu. Cztery kolejne miesiące na minusie – takiej serii nie było od dawna i trudno tu mówić o przypadku.

BIEC nie owija w bawełnę – styczniowa korekta okazała się największym jednorazowym tąpnięciem liczby wakatów w skali miesiąca od dwóch lat. Po wyeliminowaniu sezonowych wahań redukcja ogłoszeń uderzyła dosłownie we wszystkie szerokie grupy zawodowe. Nawet ci, którzy do tej pory czuli się bezpiecznie na rynku, mają powody do nerwowego rozglądania się za plecami.

Żadna branża nie uszła cało – te zawody oberwały najmocniej

Najbardziej odczuwalny ubytek wakatów dotknął stanowiska dla pracowników fizycznych, choć paradoksalnie ogłoszeń tego typu wciąż pojawia się relatywnie dużo. Korektę zanotowały również profesje wymagające wykształcenia technicznego i inżynieryjnego, które jeszcze w ubiegłym roku przeżywały prawdziwy boom rekrutacyjny. To sygnał, że spowolnienie sięga głęboko i nie oszczędza nawet tych sektorów, które wydawały się nie do ruszenia.

Wśród zawodów humanistycznych i prawniczych szala przechyliła się na stronę malejącej liczby ofert – kategorie z ubywającymi ogłoszeniami zyskały przewagę nad tymi, w których zapotrzebowanie jeszcze rosło. To cicha rewolucja, która może oznaczać poważne kłopoty dla absolwentów kierunków społecznych wchodzących dopiero na rynek pracy. Jasne punkty można policzyć na palcach jednej ręki.

Jedynymi promieniami nadziei okazały się handel internetowy w grupie absolwentów nauk ścisłych oraz logistyka i spedycja w sektorze usługowym. To jednak kropla w morzu potrzeb wobec skali spadków w pozostałych branżach. Kto postawił na e-commerce lub transport, ten może spać nieco spokojniej – reszta powinna zacząć się martwić.

Mapa Polski pęka – te regiony oberwały najboleśniej

Regionalnie sytuacja wygląda jak krajobraz po przejściu tornada, choć nie wszędzie z identyczną siłą rażenia. Najgłębsze cięcia w liczbie ofert pracy uderzyły w województwa podlaskie, świętokrzyskie i mazowieckie – a to ostatnie przecież zawsze uchodziło za lokomotywę polskiego rynku zatrudnienia. Fakt, że nawet stolica i jej okolice notują poważne spadki, mówi więcej niż tysiąc eksperckich analiz.

Najmniejsze korekty – choć nadal wyraźnie odczuwalne – zanotowano w województwach kujawsko-pomorskim, pomorskim i lubelskim. To jednak zimny komfort, bo kierunek trendu jest wszędzie taki sam: w dół. Nikt nie może powiedzieć, że jego region jest całkowicie bezpieczny przed falą recesji rekrutacyjnej.

Zbieżne wnioski płyną z niezależnego raportu firmy doradczej Grant Thornton, co dodatkowo potwierdza powagę sytuacji. Według ich analiz, w styczniu 2026 roku w serwisach rekrutacyjnych opublikowano około 253 tysiące ofert zatrudnienia – aż o osiem procent mniej niż rok wcześniej. To nie jest statystyczny szum ani jednorazowa fluktuacja, lecz trwała, niepokojąca tendencja, która nabiera rozpędu z miesiąca na miesiąc.

Bezrobocie niby niskie, ale ta cyfra kryje brutalną prawdę

Na pierwszy rzut oka oficjalne statystyki mogą uśpić czujność. Stopa bezrobocia w grudniu 2025 roku wyniosła zaledwie 5,7 procent – wzrost o ledwie 0,1 punktu procentowego względem listopada. W urzędach pracy zarejestrowanych było 887,9 tysiąca osób bez zatrudnienia, a nowo zarejestrowanych przybyło 93,6 tysiąca. Brzmi niegroźnie, prawda?

Problem w tym, że ta średnia krajowa jest tak samo miarodajna jak średnia temperatura pacjentów szpitala, łącznie z kostnicą. Ekonomista Kazimierz Krupa, komentując dane w Polskim Radiu 24, wprost wskazał na potworną przepaść między regionami. Wielkie aglomeracje utrzymują bezrobocie na poziomie jednego–dwóch procent, podczas gdy w mniej uprzemysłowionych częściach kraju wskaźnik spokojnie przekracza dziesięć procent.

Krupa ocenił wzrost o 0,1 punktu procentowego jako typowy efekt sezonowy, ale jednocześnie nie pozostawił złudzeń co do przyszłości. Jego zdaniem średni poziom bezrobocia raczej nie ulegnie istotnym zmianom w najbliższych latach – przynajmniej do momentu, gdy odczuwalne staną się skutki masowego wdrażania sztucznej inteligencji. A wtedy może być już naprawdę gorąco, bo AI nie bierze urlopu, nie choruje i nie żąda podwyżek.

Rząd wyciąga asa z rękawa – reforma PIP może wywrócić rynek do góry nogami

Jakby malejącej liczby ofert pracy było mało, rząd właśnie przyjął projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy, który może wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi wśród pracodawców. Kluczowy i najbardziej kontrowersyjny element nowych przepisów to przyznanie inspektorom pracy uprawnienia do zamieniania umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B w pełnoprawne umowy o pracę. Nie na drodze sądowej, nie po wielomiesięcznym procesie – wystarczy decyzja administracyjna inspektora.

Pracodawca co prawda zachowa prawo do odwołania się do sądu pracy w ciągu 30 dni, a sam sąd będzie miał kolejne 30 dni na rozpatrzenie sprawy. Ale to i tak rewolucja, bo dotychczas zmiana kwalifikacji umowy wymagała długotrwałego postępowania sądowego, które mogło ciągnąć się miesiącami. Na etapie odwoławczym sąd zyska możliwość udzielenia zabezpieczenia – co oznacza, że w trakcie postępowania umowa będzie mogła zostać zmieniona lub rozwiązana wyłącznie na zasadach kodeksowych.

Reforma przewiduje też intensywniejszą wymianę danych między ZUS, PIP i Krajową Administracją Skarbową, możliwość przeprowadzania zdalnych kontroli oraz podwyższenie kar za wykroczenia przeciwko prawom pracowniczym. Pojawi się również zupełnie nowa instytucja – interpretacja indywidualna wydawana przez Głównego Inspektora Pracy na wniosek pracodawcy, wyjaśniająca, czy dany stosunek prawny spełnia przesłanki umowy o pracę. Zwolennicy reformy widzą w niej szansę na walkę ze śmieciowym zatrudnieniem, ale krytycy biją na alarm – w połączeniu z kurczącą się liczbą ofert pracy nowe przepisy mogą skutecznie odstraszyć firmy od tworzenia jakichkolwiek nowych etatów.

Co dalej? Te miesiące mogą być przełomowe dla milionów Polaków

Obraz, który wyłania się z najnowszych danych, jest jednoznaczny i trudno go ubarwiać. Rynek pracy w Polsce wyraźnie hamuje, ofert systematycznie ubywa, a nierówności regionalne pogłębiają się do rozmiarów, które powinny zapalić czerwoną lampkę u każdego decydenta. Cztery miesiące spadków z rzędu to nie chwilowa zadyszka, lecz trend, który może się dopiero rozkręcać.

Do tego dochodzi reforma PIP, która – niezależnie od intencji – wprowadza potężny element niepewności dla pracodawców w najgorszym możliwym momencie. Firmy, które już teraz ograniczają rekrutacje, mogą po wejściu nowych przepisów zamrozić je całkowicie. Efekt domina jest łatwy do przewidzenia: mniej ogłoszeń, trudniejsze negocjacje płacowe, rosnąca frustracja pracowników.

Najbliższe miesiące pokażą, czy styczniowe tąpnięcie było dnem, czy dopiero zapowiedzią czegoś znacznie poważniejszego. Jedno jest pewne – era bezstresowego poszukiwania pracy, kiedy to pracodawca zabiegał o względy kandydata, właśnie dobiega końca. Kto nie zacznie przygotowywać się na nową rzeczywistość już teraz, ten może boleśnie przekonać się o tym na własnej skórze.

Udostępnij to 👇