Rząd mówi jedno, Eurostat drugie! Prawda o inflacji w Polsce zwala z nóg

Myślałeś, że z cenami w Polsce jest już lepiej? Że inflacja wreszcie odpuściła i możesz odetchnąć z ulgą? Rząd chętnie podsuwał ci taką wersję, a krajowe statystyki wyglądały całkiem nieźle.

Tymczasem europejski urząd statystyczny właśnie obnażył prawdę, której nikt ci głośno nie powie. Różnica między tym, co słyszysz z Warszawy, a tym, co widzi Bruksela, jest wymowna i powinna zaniepokoić każdego, kto robi zakupy w polskich sklepach. Przeczytaj, zanim uwierzysz w kolejne uspokajające komunikaty!

Spokój trwał krótko — Eurostat brutalnie zweryfikował polskie dane

Kiedy Główny Urząd Statystyczny opublikował swoje styczniowe wyliczenia, wielu ekonomistów niemal klasnęło w dłonie. Inflacja na poziomie 2,2 proc. wyglądała jak powód do świętowania, a analitycy z serwisu Macronext liczyli nawet na wynik 1,9 proc. Byłby to najlepszy rezultat od siedmiu lat, a nastroje momentalnie poszybowały w górę.

Ale radość trwała dokładnie do momentu, gdy głos zabrał Eurostat. Europejski urząd statystyczny korzysta z własnego narzędzia pomiarowego — zharmonizowanego indeksu cen konsumpcyjnych HICP, który opiera się na zupełnie innym koszyku zakupowym. To właśnie ten wskaźnik pozwala uczciwie porównywać ceny między krajami Unii Europejskiej, bez krajowego retuszu.

I co pokazał HICP? Że inflacja w Polsce w styczniu 2026 roku wyniosła nie 2,2, a 2,5 proc. Różnica wydaje się kosmetyczna, ale w świecie ekonomii takie odchylenie mówi bardzo wiele. Portal Business Insider Polska jako pierwszy podchwycił rozbieżność, a internet dosłownie zawrzał od pytań — dlaczego krajowe dane wyglądają inaczej niż europejskie?

Trzy dziesiąte procenta, które zmieniają cały obraz sytuacji

Ktoś powie — trzy dziesiąte punktu procentowego, wielka rzecz. Ale zastanów się przez chwilę, co to oznacza w skali całej gospodarki i milionów portfeli. Przy ogromnym polskim rynku konsumenckim każda dziesiąta procenta przekłada się na realne pieniądze, które znikają z kont zwykłych ludzi. To nie jest abstrakcyjna statystyka — to twój rachunek za zakupy, który nie chce maleć.

Co więcej, w grudniu 2025 roku Eurostat wskazywał inflację w Polsce na poziomie 2,6 proc. Styczniowy wynik 2,5 proc. to zatem ledwie symboliczny spadek, a nie żaden przełom. Tymczasem krajowe dane sugerowały znacznie bardziej optymistyczny trend, który mógł uśpić czujność konsumentów i inwestorów.

Eksperci nie kryją zaniepokojenia. Pytają wprost, czy różnica w metodologii nie prowadzi do sytuacji, w której Polacy żyją w iluzji cenowej stabilności. Jeśli europejskie standardy pomiaru dają wyższy wynik, to może warto przyglądać się właśnie im — zamiast bezkrytycznie przyjmować krajowe komunikaty.

Francja 0,4 proc., Polska 2,5 proc. — przepaść, która boli

Na tle Europy Polska plasuje się gdzieś w środku stawki, ale porównanie z liderami jest bezlitosne. Francja odnotowała inflację zaledwie 0,4 proc. — ponad sześć razy mniej niż Polska. Dania tuż za nią z wynikiem 0,6 proc. robi równie piorunujące wrażenie. Przy takich liczbach polskie 2,5 proc. wygląda jak problem, a nie sukces.

Średnia unijna w styczniu wyniosła równe 2 proc., a w strefie euro inflacja spadła do 1,7 proc. Europejski Bank Centralny za cel stawia sobie utrzymanie wzrostu cen w okolicach 2 proc. w dłuższym horyzoncie. Polska wciąż jest powyżej obu tych progów, co nie pozostawia złudzeń — do europejskiej normy nam jeszcze daleko.

Pocieszenie? Nie jesteśmy Rumunią z jej kosmicznymi 8,5 proc. ani Słowacją i Chorwacją, które przekraczają 4 proc. Wyższe wskaźniki od nas mają też Litwa, Łotwa, Grecja, Estonia i Irlandia. Ale bycie lepszym od najgorszych to chyba nie jest powód do dumy — a już na pewno nie do triumfalnych komunikatów.

Co to oznacza dla twojego portfela? Więcej, niż myślisz

Polska gospodarka tkwi w niezręcznym zawieszeniu — za daleko od europejskiej czołówki, by mówić o sukcesie, ale za blisko, by ogłaszać alarm. Problem w tym, że ceny w sklepach, na stacjach benzynowych i w usługach rosną szybciej niż przeciętnie w Unii Europejskiej. A to oznacza jedno — twoja siła nabywcza kurczy się bardziej niż u Francuza czy Duńczyka.

Warto mieć te liczby na uwadze przy planowaniu domowego budżetu. Gdy rząd ogłasza kolejne optymistyczne dane, sięgnij po wskaźnik Eurostatu i porównaj sam. Metodologia HICP została stworzona właśnie po to, by uniemożliwić krajowym urzędom statystycznym malowanie trawnika na zielono. To twój pieniądz i twoje prawo do rzetelnej informacji.

Jedno jest pewne — inflacyjna układanka w Polsce jest bardziej skomplikowana, niż sugerują nagłówki rządowych komunikatów. Trzy dziesiąte procenta różnicy to może niewiele na papierze, ale w skali roku i milionów gospodarstw domowych zamienia się w kwoty, które naprawdę robią różnicę. Pytanie brzmi — komu wierzysz bardziej: Warszawie czy Brukseli?

Udostępnij to 👇