Sikorski może bezkarnie obwiniać śp. Lecha Kaczyńskiego o Smoleńsk?! Prof. Nowak nie wytrzymał: „Sowieckie kłamstwo!”

To wyrok, który wstrząsnął polską sceną polityczną i wywołał burzę, jakiej nikt się nie spodziewał. Sąd apelacyjny stanął po stronie Radosława Sikorskiego i orzekł, że szef MSZ miał pełne prawo twierdzić, iż śp. Lech Kaczyński „walnie przyczynił się do katastrofy smoleńskiej”. Jarosław Kaczyński przegrał walkę o ochronę pamięci swojego tragicznie zmarłego brata.

Reakcja środowisk prawicowych była natychmiastowa i druzgocąca. Profesor Andrzej Nowak, jeden z najwybitniejszych polskich historyków, porównał logikę tego wyroku do sowieckiej propagandy i kłamstw o Katyniu. Czy właśnie jesteśmy świadkami momentu, w którym polska sprawiedliwość przekroczyła granicę, z której nie ma odwrotu? Przeczytaj i oceń sam!

Skandaliczny wpis Sikorskiego, który rozpętał prawdziwą wojnę

Wszystko zaczęło się w styczniu 2021 roku, kiedy Radosław Sikorski – wówczas europoseł Platformy Obywatelskiej – opublikował na Twitterze wpis, który zmroził krew w żyłach milionów Polaków. Szef polskiej dyplomacji napisał wprost, że prezydent Lech Kaczyński „był miernym prezydentem i walnie przyczynił się do katastrofy smoleńskiej”. Dodał też, że ma już „Wawel i samowolkę budowlaną na Placu Piłsudskiego” i że należy skończyć z „budowaniem kultu, do którego nie ma podstaw”.

Wpis nawiązywał do planów nadania jednej z warszawskich ulic imienia tragicznie zmarłego prezydenta. Sikorski nie tylko zakwestionował dorobek prezydentury Lecha Kaczyńskiego, ale w opinii wielu przekroczył wszelkie granice przyzwoitości, obarczając ofiarę katastrofy odpowiedzialnością za własną śmierć. Jarosław Kaczyński, brat bliźniak zmarłego prezydenta, zdecydował się na krok prawny – złożył pozew o naruszenie dóbr osobistych i kultu pamięci po zmarłym.

Sprawa trafiła do warszawskiego sądu okręgowego, który 17 marca 2023 roku wydał wyrok korzystny dla prezesa PiS. Sąd I instancji zobowiązał Sikorskiego do publikacji przeprosin, uznając, że jego słowa naruszyły dobra osobiste Jarosława Kaczyńskiego. Wydawało się, że sprawiedliwości stało się zadość – ale to był dopiero początek prawdziwego dramatu.

Zwrot akcji w sądzie apelacyjnym – Sikorski triumfuje

Radosław Sikorski nie zamierzał przepraszać i złożył apelację od wyroku I instancji. Sprawa trafiła na wokandę Sądu Apelacyjnego w Warszawie, a o rezultacie minister poinformował osobiście – i to z widoczną satysfakcją – we wpisie na platformie X. Sąd II instancji całkowicie odwrócił wcześniejsze orzeczenie, oddalając powództwo Jarosława Kaczyńskiego o ochronę dóbr osobistych.

Według sądu apelacyjnego wypowiedź Sikorskiego stanowiła „element uprawnionej oceny prezydentury zmarłego Prezydenta RP”. Co więcej – sąd uznał, że opinia ta miała „wystarczające podstawy faktyczne” zarówno w sensie subiektywnym, opierając się na osobistych doświadczeniach Sikorskiego ze współpracy z Lechem Kaczyńskim, jak i w sensie obiektywnym. Reprezentująca ministra mecenas Elżbieta Kosińska-Kozak potwierdziła, że sąd nie dopatrzył się bezprawności w słowach jej klienta.

Pełnomocniczka Sikorskiego wskazała, że w kontekście subiektywnych doświadczeń sąd miał na myśli m.in. wspólny lot do Gruzji w 2008 roku. W aktach sprawy znajdował się również skompromitowany raport komisji Millera, choć – jak zaznaczono – nie został bezpośrednio przywołany w ustnych motywach uzasadnienia. Wyrok jest prawomocny, choć stronie przysługuje jeszcze możliwość złożenia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego.

Prof. Nowak uderza z całej siły: „To kłamstwo rodem z Rosji Putina!”

Na bulwersujący wyrok błyskawicznie zareagował profesor Andrzej Nowak, jeden z najbardziej cenionych polskich historyków, który nie przebierał w słowach. W swoim wpisie w mediach społecznościowych porównał logikę sądu do mechanizmów stosowanych przez rosyjskie sądy pod rządami Władimira Putina. Stwierdził z goryczą, że jeśli dobrze rozumie orzeczenie, to Sąd Apelacyjny „ustalił właśnie, wreszcie, ostateczną prawdę o przyczynach i przebiegu katastrofy smoleńskiej”.

Profesor przywołał mrożące krew w żyłach porównania historyczne. Przypomniał, jak sądy w Rosji Putina ustaliły „ostateczną prawdę” o pakcie Ribbentrop-Mołotow i Katyniu, obwiniając ofiary za ich własny los. „Polska wszak najbardziej przyczyniła się do zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow – prowokowała samym swoim zuchwałym istnieniem dwóch spokojnych sąsiadów” – pisał z druzgocącą ironią. Analogia była tak bolesna, jak celna.

Nowak podsumował swoje przemyślenia jednym, zabójczym zdaniem: mamy do czynienia z „sowieckim kłamstwem”. Ujawnił, że komentarz do tego wyroku napisał de facto 14 lat wcześniej, gdy po raz pierwszy zetknął się w Polsce z tego rodzaju mechanizmem zakłamywania rzeczywistości. Odesłał czytelników do swojego archiwalnego felietonu zatytułowanego właśnie „Sowieckie kłamstwo”, który okazał się proroczy.

Zeznania Tuska, które mrożą krew w żyłach

Profesor Nowak w swoim obszernym felietonie przypomniał okoliczności, które do dziś budzą ogromne kontrowersje. 19 października 2011 roku premier Donald Tusk złożył zeznania w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, prowadzącej śledztwo w sprawie ewentualnych nieprawidłowości podczas organizacji wizyt premiera i prezydenta w Katyniu. Tusk zeznał, że o zamiarze Lecha Kaczyńskiego udziału w uroczystościach katyńskich dowiedział się z mediów – dopiero po tym, jak pojawiła się informacja o planowanym spotkaniu z Władimirem Putinem.

Tymczasem, jak zauważyli nawet dziennikarze TVN, prokuratorzy ustalili coś zupełnie innego – że najbliżsi współpracownicy premiera znali plany prezydenta już w styczniu 2010 roku. Śledczym nie udało się uzyskać od Tuska odpowiedzi na kluczowe pytanie: dlaczego po rozmowie z Putinem w lutym nie skontaktował się z Lechem Kaczyńskim, by uzgodnić wspólną politykę ws. wizyty w Katyniu? Premier stwierdził natomiast, że decyzję o przyjęciu zaproszenia od Putina podjąłby „niezależnie jaką miałbym wiedzę o udziale pana prezydenta”.

Tusk wyraził też przekonanie, że między nim a Lechem Kaczyńskim „nie było konfliktu w sprawie odrębnych wizyt w Katyniu”. Co więcej – zdaniem premiera zaproszenie go przez Putina i ustalenie wspólnej wizyty na 7 kwietnia wręcz pomogło w przygotowaniach odrębnej wizyty prezydenta trzy dni później. Profesor Nowak skomentował to z lodowatą ironią: „No, chyba pomogło”.

Gra Putina, w którą – zdaniem profesora – dał się wciągnąć Tusk

Nowak ujawnił w felietonie, że miał okazję przeprowadzić obszerną rozmowę z prezydentem Lechem Kaczyńskim jeszcze za jego życia, opublikowaną później w piśmie „Arcana”. Sam prezydent doskonale widział mechanizm rozgrywki Kremla i nie miał złudzeń co do intencji Moskwy. Kaczyński mówił wprost: „Moskwa grała teraz wyraźnie w taki sposób, by nie było tego strasznego prezydenta Kaczyńskiego w czasie obchodów – albo będzie Kaczyński, albo przyjedzie Putin.”

Prezydent przyznał wówczas, że Tusk nie dał sobie narzucić warunku, by Moskwa decydowała, gdzie w kraju wolno być prezydentowi, a gdzie nie – przynajmniej w kontekście uroczystości na Westerplatte. „Tak to mogło być w 1944 czy 1945 roku” – komentował Lech Kaczyński. Profesor Nowak dodał do tego gorzki komentarz: „Jakże Prezydent naiwnie nie docenił Donalda Tuska…”

W 2010 roku sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Jak wskazał historyk, premier Tusk jasno stwierdził, że „kluczowa dla interesów Polski była obecność premiera Putina w Katyniu”. Nowak odwrócił tę narrację – to dla interesów imperialnej Rosji kluczem do Warszawy była zgoda polskiego premiera na uznanie, że to Putin z Tuskiem lepiej rozumieją „polski interes” od demokratycznie wybranego prezydenta Rzeczypospolitej. W ocenie profesora sposób przygotowań – a raczej ich brak – do wizyty prezydenckiej z 10 kwietnia był bezpośrednim skutkiem tej postawy.

„Ofiara równa się morderca” – mechanizm, który przeraża

Nowak opisał w swoim felietonie coś, co nazwał „pedagogiką sowieckiego kłamstwa” – mechanizm tak cyniczny, że aż trudny do pojęcia. Wskazał, że zaraz po ujawnieniu szokujących zeznań premiera Tuska „funkcjonariusz jego partii z Wrocławia rzucił dla mediów nowy trop” – to Lech Kaczyński miał być oprawcą, który zmuszał ludzi do wsiadania do samolotu i lotu na „samobójczą misję”. Profesor nie krył oburzenia faktem, że narracja obwiniająca ofiary zaczęła żyć własnym życiem.

Historyk przypomniał fakty, które w tej narracji są systematycznie pomijane. To marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zwracał się z prośbą do kancelarii prezydenta o udostępnienie miejsc w prezydenckim samolocie dla posłów i senatorów. Dla dziesiątków osób lot do Katynia był spełnieniem marzeń i elementarnym poczuciem patriotycznego obowiązku. Mimo to mechanizm „ofiara równa się morderca” został wprawiony w ruch i – jak widać po wyroku sądu apelacyjnego – funkcjonuje do dziś.

Profesor Nowak zakończył swój felieton zdaniem, które brzmi jak ostrzeżenie dla całego społeczeństwa: „Edukacja polityczna przez poniżanie, przez obrażanie zdrowego rozsądku, przez systematyczną podłość – trwa. Dopóki nie poradzimy sobie z problemem odpowiedzialności za katastrofę smoleńską – będzie trwała.” Te słowa, napisane ponad dekadę temu, w kontekście obecnego wyroku sądu apelacyjnego nabrały wręcz proroczego wymiaru – i biją po oczach z mocą, której nie sposób zignorować.

Udostępnij to 👇