To miała być zbrodnia doskonała, a skończyło się spektakularną klapą, o której huczą już wszystkie niemieckie media. Trzech naszych rodaków myślało, że są bezkarni, plądrując luksusowe salony, ale karma dopadła ich w najmniej oczekiwanym momencie i w najbardziej brutalny sposób. Szczegóły tej akcji mrożą krew w żyłach, a kwoty, o jakich mowa, sprawią, że zakręci Wam się w głowie.
Niemieccy śledczy pracowali w ciszy przez długie miesiące, by w końcu uderzyć z całą mocą, nie dając złodziejom żadnych szans na ucieczkę. Nie uwierzycie, jak bardzo wyrafinowany był to system i co dokładnie kradli pod osłoną nocy. Koniecznie przeczytajcie ten artykuł do końca, bo skala tego procederu przeraża nawet najbardziej doświadczonych policjantów!
Nocny dramat na Rugii i wpadka na gorącym uczynku
To sceny jak z najlepszego filmu sensacyjnego, które rozegrały się na spokojnej zazwyczaj wyspie Rugia. W głębokiej ciemności, dokładnie o godzinie 3:00 nad ranem, na niczego niespodziewających się Polaków czekały już uzbrojone jednostki specjalne. Złodzieje byli pewni, że to kolejny „łatwy skok”, ale tym razem pułapka zatrzasnęła się z hukiem, kończąc ich bezczelną passę.
Trzej mężczyźni w wieku od 37 do 39 lat byli kompletnie zaskoczeni, gdy w salonie samochodowym w Bergen z cienia wyłonili się funkcjonariusze. Nie było czasu na ucieczkę, a ich wielkie plany na szybki zarobek skończyły się tamtej nocy na zimnym bruku. Policja od dawna deptała im po piętach, śledząc każdy ich ruch i czekając na ten jeden, konkretny moment, by złapać ich na gorącym uczynku.
Śledczy ujawniają, że napięcie sięgało zenitu, bo wszyscy wiedzieli, że nie mają do czynienia z amatorami, ale zorganizowaną szajką. Noc z niedzieli na poniedziałek stała się ich ostatnią „zmianą” w przestępczej karierze, która trwała od wielu miesięcy. Teraz zamiast liczyć pieniądze, liczą kraty w niemieckim areszcie, zastanawiając się, w którym momencie popełnili błąd.
Miliony strat i opony znikające w mgnieniu oka
Kiedy słyszy się o liczbach w tej aferze, trzeba usiąść z wrażenia, bo chciwość tej grupy była po prostu niewyobrażalna. Mówimy tu o stratach przekraczających porażającą kwotę 600 tysięcy euro, co w przeliczeniu daje fortunę, o jakiej zwykły człowiek może tylko pomarzyć. Gang nie interesował się drobnicą, celowali w drogocenne komplety opon, ogołacając salony samochodowe na terenie całego kraju.
Tylko jeden rajd na salon w Greifswaldzie kosztował właścicieli blisko 140 tysięcy euro, wpędzając ich w rozpacz i niedowierzanie. Okazuje się, że polska grupa działała nieprzerwanie od marca 2025 roku, traktując niemieckie punkty sprzedaży jak swój prywatny magazyn. Czuli się tak pewnie, że rozszerzali swoją działalność, ignorując ryzyko, które rosło z każdym kolejnym udanym skokiem.
Policyjne źródła sugerują, że te pół miliona euro to może być dopiero wierzchołek góry lodowej, bo śledztwo wciąż jest rozwojowe. Ilość skradzionego towaru wskazuje na to, że musieli mieć potężną sieć dystrybucji, sprzedając łupy prawdopodobnie za bezcen. To była doskonale naoliwiona maszyna do okradania, która wydawała się nie do zatrzymania, dopóki niemieckie służby wreszcie nie połączyły kropek.
Bezwzględny sąd i koniec marzeń o bogactwie
To nie był przypadkowy patrol, który natknął się na złodziejaszków, ale mistrzowska robota detektywistyczna wielu służb. Przełom nastąpił w grudniu, kiedy prokuratura w Stralsundzie i kryminalni z Anklam połączyli siły, by dopaść polski gang. Wiedzieli dokładnie, gdzie bandyci uderzą kolejny raz, przygotowując perfekcyjną zasadzkę, która nie dawała cienia szansy na pomyłkę.
Finał tej historii był błyskawiczny i brutalny dla zatrzymanych, którzy już we wtorek zostali doprowadzeni przed oblicze sędziego. Sąd nie miał dla nich litości, natychmiast wydając nakaz aresztowania i rozsyłając trio do różnych zakładów karnych. Zarzuty są poważne: udział w zorganizowanej grupie przestępczej i kradzieże na wielką skalę, za co grozi im długa odsiadka.
Szefowie niemieckiej policji, w tym komendant z Neubrandenburga, otwierają szampana, ciesząc się z wyeliminowania groźnej grupy z ulic. Podczas gdy złodzieje gniją w celach, śledczy wciąż kopią głębiej, sprawdzając, czy na wolności nie zostali jeszcze jacyś wspólnicy. Jedno jest pewne: „złota era” dla tych konkretnych przestępców definitywnie się skończyła, a niemiecki wymiar sprawiedliwości zadba, by popamiętali to na długo.









