SKANDAL na torach! Polska tonie w „NIEMIECKIM SZROCIE”? Morawiecki UJAWNIA porażającą prawdę: „To muzeum na kółkach!”

Czyżbyśmy stali się oficjalnym śmietniskiem Europy, przyjmując z otwartymi ramionami to, co nasi sąsiedzi przeznaczyli już dawno na przemiał? Były premier Mateusz Morawiecki nie gryzie się w język i wyciąga na światło dzienne szokujące kulisy najnowszej transakcji rządu, która wprawia w osłupienie każdego pasażera.

Zamiast nowoczesności i komfortu, zafundowano nam podróż w czasie, a miliony euro płyną szerokim strumieniem prosto do kieszeni Niemców. To, co polityk PiS ujawnił na temat „nowych” nabytków PKP, zmrozi wam krew w żyłach – koniecznie przeczytajcie, czym wkrótce będziecie zmuszeni jeździć!

Morawiecki BEZ LITOŚCI: „Robią wszystko, by wysłać kasę do Niemiec!”

Mateusz Morawiecki wpadł w prawdziwą furię i postanowił bezpardonowo zaatakować obecny rząd za decyzje, które mogą nas wszystkich słono kosztować. W swoim najnowszym, niezwykle emocjonalnym nagraniu opublikowanym w sieci, były szef rządu nie pozostawia na ekipie Donalda Tuska suchej nitki, zarzucając im działanie na szkodę polskich interesów. Polityk grzmi, że zamiast wspierać rodzime firmy i budować potęgę naszej gospodarki, władza z niezrozumiałym uporem wyprowadza gigantyczne pieniądze za naszą zachodnią granicę.

Słowa, których używa Morawiecki, są wyjątkowo ostre i mają na celu wstrząśnięcie opinią publiczną, która może nie być świadoma skali tego procederu. Były premier wprost nazywa sprowadzany tabor „muzeum na kółkach”, sugerując, że Polska cofa się w rozwoju, zamiast iść z duchem czasu. Według niego jest to jawny dowód na nieudolność obecnych rządzących, którzy wolą dogadywać się z Niemcami, niż zadbać o komfort i bezpieczeństwo własnych obywateli.

Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości stawia sprawę jasno i sugeruje, że ta transakcja to policzek wymierzony polskiemu przemysłowi, który z pewnością poradziłby sobie z dostarczeniem nowoczesnych pociągów. Morawiecki sugeruje, że za tymi decyzjami kryje się coś więcej niż tylko zwykła transakcja handlowa, a „prawda jest gorsza, niż myślicie”. Jego dramatyczny apel ma na celu obudzenie Polaków i pokazanie im, jak w rzeczywistości wydawane są ich ciężko zarobione pieniądze z podatków.

40-letnie RUPIECIE zamiast luksusu? Prawda o „nowym” taborze PORAŻA!

Najbardziej szokującym elementem tej całej układanki jest wiek wagonów, które lada moment mają wyjechać na polskie tory i wozić niczego nieświadomych pasażerów. Okazuje się, że te rzekome „nowości” to w rzeczywistości konstrukcje pamiętające czasy, o których większość z nas wolałaby zapomnieć, bo mają one aż 40 lat! Mateusz Morawiecki bezlitośnie punktuje ten fakt, nazywając sprowadzony sprzęt zwykłymi „rupieciami”, które nie gwarantują żadnego standardu podróży w XXI wieku.

Eksploatacja tak przestarzałego taboru to nie tylko kwestia niskiego komfortu i trzeszczących siedzeń, ale przede wszystkim finansowa studnia bez dna, o czym głośno alarmuje były premier. Morawiecki zauważa, że utrzymanie przy życiu takiego „szrotu” będzie generowało gigantyczne koszty, za które ostatecznie zapłacimy my wszyscy w cenach biletów. Niemcy doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego z ulgą pozbywają się problematycznego sprzętu, zrzucając ten ciężar na barki polskich podatników.

Oburzenie polityka sięga zenitu, gdy stwierdza on wprost, że wagony te, zamiast trafić na zasłużony śmietnik historii, trafiają do nas jako pełnoprawny środek transportu. Dla Morawieckiego jest to powód do ogromnego wstydu i dowód na to, że Polska jest traktowana jako rynek zbytu dla zużytych technologii. Wizja podróżowania w 40-letnich wagonach, których nikt inny już nie chciał, brzmi jak ponury żart, ale niestety jest to nasza nowa, kolejowa rzeczywistość.

Miliony wyrzucone w błoto? Szokująca cena za NIEMIECKI demobil!

Gdy przyjrzymy się kwotom, jakie wydano na ten kontrowersyjny zakup, sprawa nabiera jeszcze bardziej bulwersującego charakteru, bo w grę wchodzą astronomiczne sumy. PKP Intercity postanowiło wydać na używane wagony od Deutsche Bahn blisko 22 miliony euro, co w przeliczeniu daje zawrotną kwotę, która mogłaby zasilić polskie fabryki. Średnia cena za jeden taki wiekowy wagon to prawie pół miliona euro, czyli około 1,85 miliona złotych, co dla wielu ekspertów i pasażerów wydaje się kwotą wręcz absurdalną.

Co gorsza, te wagony, mimo tak wysokiej ceny zakupu, wcale nie są gotowe do natychmiastowej jazdy i wymagają kolejnych nakładów finansowych. Choć przewoźnik chwali się, że przeszły one modernizację, to miała ona miejsce w latach 1998–2004, czyli w czasach, gdy świat wyglądał zupełnie inaczej. Zanim pasażerowie wsiądą do tych „luksusów”, wagony muszą przejść kolejne niezbędne naprawy, co tylko potwierdza tezę o kupowaniu kota w worku.

Mimo tych wszystkich kontrowersji i miażdżącej krytyki ze strony opozycji, pierwsze niemieckie wagony mają pojawić się na trasach już pod koniec pierwszego kwartału tego roku. PKP Intercity wchodzi w posiadanie łącznie 50 sztuk tego taboru, w tym 12 wagonów pierwszej klasy oraz 38 drugiej, co ma rzekomo poprawić sytuację na kolei. Czy jednak pasażerowie docenią jazdę w odświeżonym „muzeum”, czy może przyznają rację Morawieckiemu, że Polska stała się składowiskiem niechcianego sprzętu?