SKANDAL w Davos! Nawrocki publicznie PONIŻA dziennikarza TVP, a stacja wyciąga BRUDY z przeszłości! To WOJNA?

To, co wydarzyło się w luksusowym szwajcarskim kurorcie, przejdzie do historii jako jeden z najbardziej żenujących momentów na linii Pałac Prezydencki – media publiczne! Prezydent Karol Nawrocki nie wytrzymał ciśnienia i na oczach całego świata wbił bolesną szpilę ekipie z Woronicza, drwiąc z nich w żywe oczy podczas konferencji prasowej. Atmosfera była tak gęsta, że można ją było kroić nożem, a zgromadzeni goście przecierali oczy ze zdumienia, widząc ten niespodziewany wybuch emocji.

Myślicie, że Telewizja Polska schowała głowę w piasek i udawała, że deszcz pada po tych gorzkich słowach głowy państwa? Nic bardziej mylnego – stacja błyskawicznie wytoczyła najcięższe działa i opublikowała dowody, które stawiają prezydenta w wyjątkowo niekorzystnym świetle! Koniecznie sprawdźcie, o co poszło w tej bezpardonowej wymianie ciosów, bo takiego zwrotu akcji w polskiej polityce nikt się nie spodziewał!

Żenujące sceny na szczycie w Davos. Prezydent nie gryzł się w język!

Wydawać by się mogło, że Światowe Forum Ekonomiczne w Davos to miejsce na poważne rozmowy o losach świata, ale Karol Nawrocki postanowił zrobić tam małe, polskie piekiełko. Zamiast skupić się wyłącznie na inicjatywach Donalda Trumpa czy problemach Unii Europejskiej, prezydent niespodziewanie zaatakował obecnego na sali reportera TVP. Wszyscy zamarli, gdy Nawrocki z kwaśnym uśmiechem zaczął wygłaszać swoje żale, sugerując, że publiczny nadawca i tak zmanipuluje jego wypowiedź. Było to zagranie poniżej pasa, które pokazało, jak głęboka jest niechęć między głową państwa a telewizją publiczną.

Słowa, które padły z ust prezydenta, ociekały wręcz sarkazmem i nieukrywaną pogardą dla pracy dziennikarzy stacji. Nawrocki stwierdził wprost, że choć redaktor wydaje się sympatyczny i nawet się do niego uśmiecha, to materiał w „Telewizji Polskiej w likwidacji” będzie dotyczył co najwyżej jego niezawiązanej sznurówki. Te złośliwości o rzekomym cenzurowaniu go lub trywializowaniu jego działań brzmiały jak desperacki krzyk o atencję. Co najzabawniejsze w całej tej sytuacji, prezydent pozdrowił widzów, wątpiąc, że go usłyszą, co okazało się kompletnym pudłem.

Los bywa jednak niezwykle przewrotny i uwielbia płatać figle zadufanym w sobie politykom, co w tym przypadku miało miejsce niemal natychmiast. Okazało się, że cała ta tyradę i narzekania prezydenta TVP Info transmitowała na żywo, bez żadnych cięć i cenzury. Widzowie mogli zobaczyć, jak Nawrocki miota się w oskarżeniach, podczas gdy stacja po prostu robiła swoją robotę, pokazując konferencję od A do Z. To sprawiło, że jego dramatyczne wystąpienie o byciu uciszanym wyglądało po prostu komicznie i kompletnie nieadekwatnie do rzeczywistości.

TVP kontratakuje i pokazuje „kwity” na prezydenta. Jest odpowiedź!

Telewizja Polska nie zamierzała pozwolić, by prezydent bezkarnie wycierał sobie nimi usta na międzynarodowym forum. Stacja błyskawicznie opublikowała oświadczenie, które rzuca zupełnie nowe światło na relacje na linii Pałac – Woronicza. Okazuje się, że narracja o byciu ignorowanym przez media publiczne to zwykła bajka, bo zaproszenia do programów sypały się drzwiami i oknami. Pracownicy TVP Info wyciągnęli konkretne daty i terminy, udowadniając, że wielokrotnie próbowali namówić Karola Nawrockiego na rozmowę przed kamerami.

Lista odrzuconych zaproszeń jest długa i stawia kancelarię prezydenta w roli tych, którzy strzelają fochy niczym obrażona primadonna. Już w lipcu 2025 roku dyrekcja proponowała udział w prestiżowym programie „Pytanie dnia”, dając nawet elastyczność w wyborze terminu czy miejsca nagrania. Kolejne prośby spływały przy okazji tak ważnych wydarzeń, jak Święto Niepodległości, ale i wtedy prezydent wolał milczeć, niż pojawić się na antenie. Wygląda na to, że to nie telewizja bojkotuje prezydenta, ale prezydent celowo omija stację szerokim łukiem.

Szczytem wszystkiego była sytuacja z grudnia, tuż przed wizytą Wołodymyra Zełenskiego w Polsce, kiedy to kolejne zaproszenie trafiło do kosza. TVP punktuje bezlitośnie: na część pism urzędnicy prezydenta nawet nie raczyli odpisać, a w innych przypadkach wysyłali chłodne odmowy. Teraz, gdy te fakty ujrzały światło dzienne, narzekania Nawrockiego w Davos brzmią jak tania manipulacja obliczona na wywołanie litości u wyborców. Czy prezydent odniesie się do tych rewelacji, czy znów nabierze wody w usta?

Stare urazy i przerwane transmisje. O co tak naprawdę poszło?

Wszystko wskazuje na to, że złośliwości w Davos to efekt gigantycznej frustracji, która narastała w prezydencie od dłuższego czasu. Prawdopodobnie czarę goryczy przelała skandaliczna sytuacja z obchodów rocznicy wybuchu powstania wielkopolskiego, o której huczały media. Wtedy to Karol Nawrocki poczuł się potraktowany jak powietrze, a jego ego zostało mocno poturbowane przez realizatorów transmisji. Trudno się dziwić, że nosił w sobie ten uraz, czekając na idealny moment, by publicznie odegrać się na nielubianej stacji.

Przypomnijmy, że podczas tamtych uroczystości w Poznaniu TVP bezceremonialnie przerwała przemówienie głowy państwa w połowie zdania. Widzowie zamiast słuchać prezydenta, nagle zobaczyli paski informacyjne o prezydencie Ukrainy lecącym do Donalda Trumpa i jego konsultacjach z premierem Tuskiem. Dla Nawrockiego musiał to być policzek, zwłaszcza że w mediach liczy się każda sekunda czasu antenowego. Był to jasny sygnał, kto w danej chwili jest ważniejszy dla wydawców serwisu informacyjnego.

Oliwy do ognia dolał fakt, co stało się chwilę po tym niefortunnym przerwaniu prezydenckiej mowy. Telewizja, jak gdyby nigdy nic, w całości wyemitowała wystąpienie marszałka Marka Woźniaka, który reprezentuje konkurencyjną Koalicję Obywatelską. Taki obrót spraw musiał doprowadzić prezydenta do szewskiej pasji i utwierdzić go w przekonaniu, że jest na cenzurowanym. Davos stało się więc areną zemsty, choć patrząc na reakcję TVP, była to zemsta wyjątkowo nieudana i bolesna w skutkach dla samego prezydenta.