SKANDAL w Grudziądzu! 19-letni Olek BŁAGAŁ o życie, a lekarz i policja DRWILI z niego w karetce: „Nie pajacuj”! Mamy WSTRZĄSAJĄCE kulisy tragedii

Ta historia mrozi krew w żyłach i obnaża patologię systemu, który miał ratować ludzkie życie, a doprowadził do niewyobrażalnej tragedii. 19-letni chłopak wykrwawiał się na oczach służb, rozpaczliwie wołając swojego zmarłego tatę, podczas gdy medycy i funkcjonariusze kazali mu przestać „udawać” i bestialsko z niego szydzili. To, co działo się w karetce pogotowia, to prawdziwy horror, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego, a jednak stał się faktem.

Dyrekcja szpitala długo szła w zaparte, broniąc „doświadczonego” personelu, ale ujawnione przez media taśmy prawdy zmieniły wszystko w jednej sekundzie. Co tam się tak naprawdę wydarzyło i dlaczego lekarz Sławomir B. mimo zarzutów wciąż przyjmował pacjentów? Przeczytajcie ten wstrząsający materiał do końca, bo ta sprawa wymaga natychmiastowej reakcji i potępienia przez nas wszystkich.

Makabryczny wypadek i festiwal okrucieństwa. Zamiast ratunku, dostał drwiny i kajdanki

Wszystko zaczęło się w mroźny, styczniowy dzień, kiedy zwykła policyjna interwencja zamieniła się w krwawy dramat na ulicach Grudziądza. Młody chłopak, uciekając przed patrolem, podjął fatalną decyzję o przeskoczeniu ogrodzenia przy liceum, co skończyło się dla niego tragicznie. Metalowy szpikulec przebił jego udo, rozrywając tętnicę i skazując go na potworny ból oraz błyskawiczną utratę krwi.

Zamiast natychmiastowej, profesjonalnej pomocy, konający nastolatek spotkał się z falą niezrozumiałej agresji i lekceważenia ze strony tych, którzy powinni go chronić. Policjanci, widząc bladego jak ściana chłopaka, uznali, że jego walka o każdy oddech to zwykłe „pajacowanie” i próba uniknięcia odpowiedzialności. Nawet dla laika widok tak obfitego krwotoku powinien być sygnałem alarmowym, ale funkcjonariusze woleli rzucać w jego stronę niewybredne komentarze.

Sytuacja stała się jeszcze bardziej dramatyczna, gdy krwawienie zewnętrzne ustalo, co służby błędnie uznały za sukces, nie wiedząc, że krew zalewa organizm od środka. Olek słabł w oczach, jego skóra przybierała trupi odcień, a chaos na miejscu zdarzenia pogłębiał się z każdą minutą. Choć na miejscu roiło się od mundurów, na karetkę trzeba było czekać zdecydowanie zbyt długo, co mogło przesądzić o losie 19-latka.

„Nie chcę do taty” – ostatnie słowa Olka łamią serce. Błagał o tlen, a oni się śmiali

Kiedy w końcu na miejscu pojawił się zespół ratownictwa medycznego, zamiast sygnałów i pośpiechu, panowała przerażająca obojętność i brak empatii. Skuty kajdankami, ledwo żywy chłopak został zmuszony do samodzielnego przejścia do ambulansu, mimo że tracił przytomność z wycieńczenia. To, co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami karetki, jest dowodem na totalny upadek etyki lekarskiej i zwykłego człowieczeństwa.

Personel medyczny, zamiast podłączyć aparaturę i tamować krwotok, urządził sobie z umierającego nastolatka obiekt kpin, szarpiąc nim i wyśmiewając jego prośby. Olek błagał o tlen, mówiąc wprost, że się dusi, ale jego słowa odbijały się od ściany znieczulicy ratowników i lekarza. Wstrząsające nagrania ujawniły, że jego wołanie o pomoc zostało całkowicie zignorowane, a cenne sekundy uciekały bezpowrotnie.

Najbardziej łamiącym serce momentem tej tragedii były słowa wypowiedziane resztką sił przez 19-latka, który w majaczeniach widział swojego zmarłego ojca. „Nie chcę do taty” – powtarzał przerażony Olek, czując nadchodzącą śmierć, podczas gdy osoby odpowiedzialne za jego życie nie zrobiły nic, by go ocalić. Mimo reanimacji w szpitalu, było już za późno na ratunek, a chłopak zmarł w wyniku wykrwawienia z rozerwanej tętnicy udowej.

Lekarz bez sumienia wciąż leczył ludzi? Szpital nagle zmienia front po wycieku taśm

Przez długi czas dyrekcja grudziądzkiego szpitala stała murem za swoimi pracownikami, twierdząc, że to doświadczeni fachowcy z wieloletnim stażem. Agata Kurkowska, dyrektor placówki, w rozmowach z mediami sugerowała, by wstrzymać się z osądami do czasu oficjalnych orzeczeń. Szokujące jest to, że lekarz Sławomir B., oskarżany przez biegłych o niepodanie tlenu i płynów, nadal spokojnie przyjmował pacjentów w przychodni.

Dopiero emisja wstrząsającego materiału w programie „Uwaga!” TVN i upublicznienie nagrań z kamer nasobnych policjantów zmusiły władze szpitala do radykalnej zmiany narracji. Zobaczywszy czarno na białym, jak potraktowano konającego pacjenta, dyrekcja nie mogła już dłużej chować głowy w piasek i udawać, że procedury zostały zachowane. W trybie natychmiastowym wydano oświadczenie, które miało ratować wizerunek placówki w oczach zbulwersowanej opinii publicznej.

Decyzja o zwolnieniu całego zespołu ratowniczego zapadła błyskawicznie po analizie materiałów, które wcześniej rzekomo nie były dostępne dla szpitala. Dyrekcja rozwiązała umowy z personelem w trybie natychmiastowym, tłumacząc to „sposobem zachowania wobec pacjenta”, choć dla wielu jest to działanie spóźnione. Sprawa wciąż budzi ogromne emocje, a prokuratura bada, czy i jaką karę poniosą ludzie, którzy zamiast pomóc Olkowi, przyczynili się do jego koszmarnej śmierci.

Udostępnij to 👇