SZOK i NIEDOWIERZANIE w partii Hołowni! Masowa ucieczka posłów, w tle WIELKA zdrada i widmo upadku rządu!

Tego nie przewidział nawet najczarniejszy scenariusz, a polityczne korytarze huczą od plotek, które mrożą krew w żyłach. To, co dzieje się teraz w ugrupowaniu Szymona Hołowni, przypomina najgorszy koszmar, w którym przyjaciele stają się wrogami, a walizki pakowane są w popłochu. Emocje sięgają zenitu i nikt już nie udaje, że w „uśmiechniętej Polsce” wszystko gra.

Stawka jest gigantyczna, bo na włosku wisi nie tylko los jednej partii, ale stabilność całej koalicji rządzącej i przyszłość nas wszystkich. Czy to ostateczny koniec marzeń o „trzeciej drodze” i kto wbije przysłowiowy nóż w plecy liderom? Przeczytaj koniecznie, bo ta awantura zmieni wszystko i nikt nie zna dnia ani godziny!

Wojna o tron i „kagańcowa” uchwała. Tak zaczęła się katastrofa

Wszystko zaczęło się niewinnie, od walki o stołek przewodniczącej, ale to, co nastąpiło później, to gotowy materiał na krwawy serial. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wygrała z Pauliną Hennig-Kloską dosłownie o włos, co natychmiast podzieliło działaczy na dwa wrogie obozy gotowe skoczyć sobie do gardeł. Zamiast świętowania sukcesu, w powietrzu zawisła gęsta atmosfera wzajemnych pretensji, żalu i oskarżeń o nieczyste zagrywki, które zrujnowały zaufanie w zespole.

Prawdziwa bomba wybuchła jednak w miniony weekend, kiedy władze partii postanowiły dolać oliwy do ognia. Zamiast uspokoić nastroje, przyjęto kontrowersyjną uchwałę, którą wściekli działacze natychmiast okrzyknęli mianem „kagańca” na usta niepokornych. Dokument ten miał rzekomo zmusić wszystkich do milczenia i zablokować jakiekolwiek zmiany personalne aż do wiosny, co wielu odebrało jako policzek wymierzony w demokrację.

Reakcja była natychmiastowa i brutalna, bo nikt nie lubi być traktowany jak dziecko, któremu zabrania się zabierać głos. W kuluarach mówi się wprost o dyktaturze, cenzurze i próbach siłowego podporządkowania sobie posłów, którzy mają inne zdanie niż nowa szefowa. Sobotnie spotkanie, które miało być „ratunkowe”, stało się gwoździem do trumny dla jedności ugrupowania i ostatecznie podpaliło lont pod beczką prochu.

Lawina ruszyła! Znane nazwiska pakują manatki i trzaskanie drzwiami

Jako pierwsza nerwowo nie wytrzymała Żaneta Cwalina-Śliwowska, która publicznie wyraziła swoje oburzenie i rzuciła legitymacją partyjną. Jej dramatyczne wyznanie o niedemokratycznych metodach wstrząsnęło opinią publiczną, choć posłanka na razie deklaruje pozostanie w klubie sejmowym. To jednak był tylko początek wielkiej fali odejść, która z każdą godziną przybiera na sile i grozi całkowitym zatopieniem statku Hołowni.

Szokiem dla wszystkich była decyzja Michała Kobosko, człowieka-symbolu, który był przy Szymonie Hołowni niemal od samego początku tej politycznej przygody. Jego odejście, wraz z Anną Radwan-Röhrenschef, to sygnał, że w partii dzieje się coś naprawdę złego i nawet najwięksi lojaliści tracą wiarę w sens tego projektu. Ludzie przecierają oczy ze zdumienia, widząc jak twarze kojarzone z sukcesem Polski 2050 ewakuują się w popłochu, nie chcąc firmować swoim nazwiskiem obecnego chaosu.

Na domiar złego, grupa buntowników rośnie w siłę w zastraszającym tempie, a Ryszard Petru już wysyła w sieci tajemnicze sygnały o nadchodzących zmianach. Mówi się o liście osiemnastu zbuntowanych polityków, wśród których są głośne nazwiska, gotowe w każdej chwili powiedzieć „do widzenia”. Trwa nerwowe liczenie szabel i potajemne spotkania, a widmo sformowania zupełnie nowego koła poselskiego staje się coraz bardziej realne.

Donald Tusk patrzy i czeka. Czy to koniec rządowej koalicji?!

Matematyka sejmowa jest bezlitosna i może wkrótce pogrzebać polityczne ambicje obecnych liderów Polski 2050. Jeśli buntownicy rzeczywiście odejdą, ugrupowanie straci status klubu i zostanie zdegradowane do roli nic nieznaczącego koła, co byłoby wizerunkową katastrofą. Taki scenariusz to koszmar dla Szymona Hołowni, który musiałby przełknąć gorycz porażki i patrzeć, jak jego wpływ na polską politykę topnieje w oczach.

Wszystkiemu z boku, z kamienną twarzą, przygląda się premier Donald Tusk, który doskonale wie, jak wykorzystać słabość koalicjanta. Plotki głoszą, że Pełczyńska-Nałęcz może pożegnać się z marzeniami o tece wicepremiera, jeśli nie opanuje buntu na własnym podwórku. Szef rządu wstrzymuje się z decyzjami, czekając na rozwój wypadków, co tylko potęguje nerwowość i strach przed utratą wpływów wewnątrz samej partii.

Choć oficjalnie wszyscy zapewniają o lojalności wobec rządu, to w rzeczywistości każdy szuka dla siebie bezpiecznej szalupy ratunkowej. Buntownicy rozważają różne opcje, od dołączenia do Koalicji Obywatelskiej, aż po budowę własnej siły politycznej na zgliszczach dawnego projektu. Jedno jest pewne: najbliższe dni będą decydujące, a polityczny układ sił, jaki znaliśmy do tej pory, może runąć jak domek z kart.

Udostępnij to 👇