To nie jest żart ani fake news – w polskim parlamencie naprawdę leży dokument, który może wywrócić życie milionów rodzin do góry nogami! Emeryci drżą o swoje trzynastki i czternastki, a rodzice z przerażeniem patrzą na przyszłość programu 800 plus.
Czy to możliwe, że te pieniądze po prostu znikną z ich kont? Sprawdź, co dokładnie planują politycy i kto tak naprawdę na tym zyska – bo odpowiedź może cię zaskoczyć!
Ryszard Petru ujawnił wszystko na antenie! Polacy przecierają oczy ze zdumienia
Bomba wybuchła w studiu Radia Zet, gdy Ryszard Petru bez ogródek ogłosił prawdę o kontrowersyjnym projekcie. Dokument, który może zmienić życie każdego Polaka, trafił do Sejmu pod koniec ubiegłego roku. Skala proponowanych zmian jest tak gigantyczna, że eksperci nie potrafią wskazać podobnego projektu w najnowszej historii finansów publicznych naszego kraju.
Komisja ds. Petycji Sejmu już pochyliła się nad tym dokumentem i ruszyły oficjalne prace. Posłowie mogą odrzucić projekt i zamknąć sprawę raz na zawsze. Ale mogą też dać mu zielone światło – i wtedy rozpęta się prawdziwa burza polityczna, jakiej dawno nie widzieliśmy!
Samo pojawienie się tego projektu w parlamencie mówi więcej niż tysiąc słów o kondycji państwowej kasy. Nic jeszcze nie jest przesądzone, ale emocje już sięgają zenitu. Polacy z niepokojem śledzą każdy ruch posłów, bo stawką są ich portfele.
Likwidacja świadczeń za jednym zamachem! O tych planach nikt nie mówił głośno
Autorzy projektu proponują coś, o czym do niedawna politycy bali się nawet szeptać w kuluarach. Całkowita likwidacja trzynastych i czternastych emerytur oraz zamknięcie programu Rodzina 800 plus – te dwa filary polityki socjalnej miałyby po prostu zniknąć z dnia na dzień! Miliony seniorów i rodzin z dziećmi mogą stracić świadczenia, na które liczyli przy planowaniu domowych budżetów.
Trzynastki i czternastki wprowadzano z pompą jako tarczę ochronną dla seniorów przed szalejącą inflacją. Program 500 plus, później podniesiony do 800 plus, miał być receptą na katastrofalną sytuację demograficzną Polski. Politycy obiecywali, że dzięki niemu Polacy znów zaczną masowo decydować się na dzieci.
Tymczasem inflacja faktycznie wyhamowała, ale liczba urodzeń spadła poniżej poziomu sprzed uruchomienia programu! Zwolennicy likwidacji zadają więc brutalne pytanie – po co utrzymywać kosztowne programy, które nie spełniają swojej pierwotnej funkcji? Argument o dziesiątkach miliardów złotych rocznie robi wrażenie nawet na największych sceptykach.
60 tysięcy złotych bez podatku! Co dostaniemy w zamian za utracone świadczenia?
W zamian za zlikwidowane świadczenia projekt przewiduje prawdziwą rewolucję podatkową – podwojenie kwoty wolnej od PIT do 60 tysięcy złotych! Każdy Polak zarabiający do tej kwoty rocznie nie zapłaciłby ani jednej złotówki podatku dochodowego. Brzmi jak marzenie, prawda?
Matematyka stojąca za projektem jest bezlitosna i precyzyjna niczym szwajcarski zegarek. Likwidacja PIT od dochodów osobistych oznaczałaby ubytek wpływów do budżetu na poziomie 97,6 miliarda złotych. Jednocześnie zamknięcie programu 800 plus oraz zakończenie wypłat trzynastek i czternastek przyniosłoby oszczędności rzędu 97 miliardów – bilans wychodzi niemal na zero!
Autorzy powołują się na konieczność gruntownej reformy finansów publicznych i nie owijają w bawełnę. Ich plan zakłada radykalne ograniczenie transferów socjalnych w zamian za uwolnienie obywateli od podatku dochodowego. Czy Polacy są gotowi na taką zamianę?
Wybory tuż-tuż! Dlaczego politycy mogą sięgnąć po tak drastyczne rozwiązania?
Nie da się pominąć kontekstu politycznego, który wisi nad tym projektem jak miecz Damoklesa. Podwojenie kwoty wolnej od podatku PIT było jedną z głównych obietnic wyborczych obecnego rządu i jednocześnie najpoważniejszą z tych niezrealizowanych! Premier i minister finansów wielokrotnie zapewniali, że podwyżka nastąpi jeszcze w tej kadencji.
Tymczasem deficyt budżetowy rośnie w zastraszającym tempie i bez poważnego cięcia wydatków ta obietnica pozostanie martwą literą. Wybory zbliżają się wielkimi krokami, a politycy desperacko szukają sposobu na dotrzymanie słowa. Rosnący deficyt sprawia, że zmiany w przychodach państwa wymagają równoczesnych, bolesnych cięć po stronie wydatków.
Logika projektu jest więc brutalnie czytelna dla każdego, kto zna się na politycznych kalkulacjach. Łatwiej politycznie dać coś wszystkim obywatelom, a zabrać mniejszej grupie – emerytom i rodzinom z dziećmi. Czy taki cyniczny rachunek okaże się do przyjęcia dla posłów i wyborców? Odpowiedź poznamy w najbliższych miesiącach, ale już teraz emocje sięgają zenitu!









