To, co dzieje się teraz w Prawie i Sprawiedliwości, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Były premier zgromadził wokół siebie armię lojalnych polityków, a jego przeciwnicy wpadli w szał. Frakcje toczą ze sobą bezpardonową wojnę, a wzajemne oskarżenia lecą jak kule na polu bitwy.
Jarosław Kaczyński stoi przed decyzją, która może odmienić losy całej polskiej prawicy. Czy uda mu się powstrzymać partyjną pożogę? Sprawdź, kto naprawdę rządzi w PiS i dlaczego wszyscy mówią o upadku wielkiej przyjaźni!
Wielka przyjaźń legła w gruzach? Kaczyński i Morawiecki jak wrogowie
Jeszcze niedawno nikt by nie uwierzył, że to możliwe. Człowiek, którego sam prezes wybrał na premiera, dziś stał się przedmiotem zażartych ataków ze strony partyjnych kolegów. Atmosfera w szeregach największego ugrupowania opozycyjnego jest tak napięta, że aż iskrzy. O kulisach tego spektakularnego konfliktu pisze Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”.
Apele o jedność, które płyną z samego szczytu partyjnej hierarchii, odbijają się głuchym echem. Poszczególne frakcje zachowują się jak zwaśnione klany, a oskarżenia padają już nie tylko za zamkniętymi drzwiami. Wyobraź sobie – politycy tej samej partii organizują osobne wigilie! To bezprecedensowy sygnał, że pod pozorami wspólnoty kryje się przepaść.
Symbolika oddzielnych świąt mówi więcej niż tysiąc słów. Około 80 polityków PiS zjawiło się na spotkaniu wigilijnym u Morawieckiego, co było niczym innym jak pokazem siły. Zgromadzeni to ludzie popularni i silni w swoich okręgach, co potwierdza, że były premier zbudował wokół siebie potężne zaplecze. Nawet sam Kaczyński nie może tej frakcji zlekceważyć.
Afera, która może pogrzebać byłego premiera
Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych – ta nazwa jeszcze kilka lat temu nic nie mówiła przeciętnemu Polakowi. Dziś brzmi jak wyrok, którego wielu polityków wolałoby uniknąć za wszelką cenę. Instytucja powołana w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy stała się epicentrum skandalu finansowego o gigantycznych rozmiarach.
Agenci CBA oraz śledczy odkryli mechanizm, który mrozi krew w żyłach. Wielomilionowe kontrakty miały trafiać do zaprzyjaźnionych firm bez przetargów, bez analizy rynku i bez przestrzegania jakichkolwiek procedur. Działo się to głównie podczas pandemii koronawirusa oraz po rosyjskiej agresji na Ukrainę – gdy kontrola była utrudniona.
Jeden z wiceprezesów PiS w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówi wprost to, o czym inni tylko szepczą. Jego zdaniem wszystkie afery przywoływane przez obecny rząd bledną przy sprawie RARS. Określa ją jako realną aferę, w której zniknęły ogromne pieniądze. Te słowa z ust człowieka z najwyższych szczebli partii pokazują, jak bardzo sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Setki milionów i tajemniczy biznesmen w tle
Jedna transakcja szczególnie elektryzuje śledczych. Agregaty prądotwórcze dla Ukrainy kupiono w Chinach za około 69 milionów złotych. Następnie odsprzedano je RARS za oszałamiającą kwotę 351 milionów złotych! Różnica jest tak gigantyczna, że aż trudno w nią uwierzyć.
Za tą operacją stoi Paweł Sz., twórca popularnej marki odzieżowej Red is Bad. Spółki powiązane z tym biznesmenem otrzymały zlecenia od RARS na łączną sumę przekraczającą 700 milionów złotych. Szacunki całkowitych strat wahają się od pół miliarda do nawet miliarda złotych – w zależności od źródła. Prokuratura zdołała jak dotąd zabezpieczyć zaledwie ułamek tej kwoty.
Paweł Sz. zdecydował się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości jako mały świadek koronny i składa obszerne zeznania. Pytanie, kogo ostatecznie pogrążą jego słowa, spędza sen z powiek wielu politykom. Przeciwnicy Morawieckiego nie mają wątpliwości – ich zdaniem sprawa uderzy właśnie w byłego premiera i jego najbliższe otoczenie.
Zaskakujące słowa prokuratora o Morawieckim
Jacek Harłukowicz w książce „Chłopcy z ferajny” przytacza wymianę zdań, która mrozi krew w żyłach. Na pytanie, dlaczego Morawiecki nie został jeszcze przesłuchany, prokurator odpowiedział w sposób, który elektryzuje polityczne środowiska. Śledczy nie wie jeszcze, czy wezwać go jako świadka, czy jako podejrzanego!
Dla przeciwników byłego premiera ta niepewność jest niezwykle wymowna. Środowisko związane ze Zbigniewem Ziobrą domaga się radykalnych kroków wobec Morawieckiego. Jeden z ludzi byłego ministra sprawiedliwości mówi wprost o konieczności pozbycia się go wraz z całym otoczeniem powiązanym z RARS.
Argumentacja jest bezlitosna – wkrótce partia będzie musiała za niego odpowiadać, a raz podjęta obrona zmusi do bronienia go do końca. Mimo nieprzyjemnych faktów, które według informatora jeszcze wyjdą na jaw. Z partyjnych kuluarów płyną jeszcze bardziej niepokojące sygnały – część polityków PiS podobno wiedziała o nieprawidłowościach i ostrzegała kierownictwo.
Kurski idzie na wojnę z byłym premierem
Jacek Kurski, były prezes TVP, przeszedł do frontalnego ataku i nie przebiera w słowach. W głośnym wpisie internetowym sugerował, że Morawiecki realizuje jakiś tajemniczy plan wymierzony przeciwko własnemu ugrupowaniu. Wzywał partię do otoczenia byłego premiera ochroną, ale jednocześnie domagał się, by ten stanął w prawdzie.
Kurski poszedł jeszcze dalej, sięgając do historii sprzed tragedii smoleńskiej. W telewizji Republika przypomniał, że Morawiecki na miesiąc przed katastrofą odmówił Lechowi Kaczyńskiemu przystąpienia do Narodowej Rady Rozwoju. Zamiast tego przyjął ofertę Donalda Tuska i został doradcą w jego radzie gospodarczej!
Wymiana ciosów między politykami PiS przybrała formę publicznej pyskówki. Gdy Piotr Müller odpowiedział Kurskiemu, przypominając jego słaby wynik w eurowyborach, ripostę zaserwowano błyskawicznie. Kurski odparł, że zabrakło mu w kampanii „rezerw strategicznych” – aluzja była aż nadto czytelna i bolesna.
Sasin i Bocheński dołączają do ataku
Jacek Sasin publicznie wykluczył kandydaturę Morawieckiego na premiera w wyborach 2027 roku. Twierdzi, że były szef rządu reprezentuje nurt centrowy, którego wyborcy prawicy absolutnie nie oczekują. To mocne słowa, które jasno pokazują, że konflikt wewnętrzny osiągnął punkt krytyczny.
Tobiasz Bocheński, uznawany za lidera frakcji tzw. maślarzy, przyznał w wywiadzie radiowym, że jest bliski poglądom Zbigniewa Ziobry. Uderzył w Morawieckiego, twierdząc, że jego negocjacje z Ursulą von der Leyen prowadzone w dobrej wierze nie przyniosły rezultatów. Bo szefowa Komisji Europejskiej działała nieuczciwie, a były premier dał się nabrać.
Nawet europoseł i profesor Ryszard Legutko dołożył cegiełkę do krytyki. Ocenił zgodę polskiego rządu na proekologiczny program unijny jako fatalny błąd premiera Morawieckiego. Lista zarzutów rośnie z każdym dniem – Zielony Ład, Polski Ład, otwartość na migrantów, restrykcje pandemiczne. Prawicowy elektorat tego nie zapomni.
Morawiecki nie zamierza składać broni
Były premier otwarcie deklaruje, że sam z partii nie odejdzie za żadne skarby. Nie zamierza łagodzić kursu ani kłaść uszu po sobie przed nikim. Nie pozwoli się rozliczać Kurskiemu, Sasinowi czy Bocheńskiemu. Jedyną zwierzchność, którą uznaje, to Jarosław Kaczyński – ale na warunkach partnerskich, nie wasalnych!
To właśnie stanowi sedno problemu, który paraliżuje całą formację. Były premier urósł politycznie, zbudował własną frakcję i posiada poważne zasoby. Ma dobre relacje z częścią środowisk biznesowych oraz europejskich elit i nie ukrywa ambicji prezesowskich. Nie zamierza czekać na schedę po Kaczyńskim – bierze to, co uważa za należne.
Z partyjnych kuluarów płyną szokujące informacje o potencjalnym zapleczu finansowym byłego premiera. Słychać głosy, że zbudował tak poważne fundusze, iż może sobie pozwolić na utworzenie własnej formacji w każdej chwili. Te pogłoski dodatkowo zaogniają konflikt i budzą panikę wśród jego przeciwników.
Londyńskie widmo nad głową Morawieckiego
W połowie grudnia w Londynie odbyła się ostatnia rozprawa ekstradycyjna Michała Kuczmierowskiego, byłego szefa RARS. Decyzja ma zapaść 27 lutego, co oznacza, że nowy rok przyniesie rozstrzygnięcie o potencjalnie ogromnym znaczeniu. Kuczmierowski to człowiek Morawieckiego – były premier złożył za niego pisemne poręczenie!
Pytanie, czy Kuczmierowski pójdzie drogą Pawła Sz. i zdecyduje się na współpracę ze śledczymi, wisi w powietrzu. Część polityków PiS z otoczenia Ziobry nie ma złudzeń, że Morawiecki ma się z czego tłumaczyć. W kuluarowych rozmowach pada nawet określenie „polityczno-biznesowa mafia” na opis środowiska byłego premiera.
W partii krążą pogłoski, że Morawiecki dogadał się z Donaldem Tuskiem i współpracuje z obozem rządzącym w obawie przed konsekwencjami prawnymi. Sam zainteresowany stanowczo temu zaprzecza, ale atmosfera wzajemnej podejrzliwości osiągnęła poziom, przy którym każda plotka znajduje wiernych słuchaczy. Paranoja zatacza coraz szersze kręgi.
Kaczyński w pułapce bez wyjścia
Prezes PiS znalazł się w sytuacji szachowej, gdzie każdy ruch grozi stratą. Wyrzucenie Morawieckiego tylko by go wzmocniło – stałby się męczennikiem potraktowanym instrumentalnie przez kolegów. Sygnał dla wyborców byłby fatalny – PiS odcina się od swoich, gdy mają problemy.
Kontynuacja otwartego konfliktu skończyłaby się partyjną pożogą i totalnym chaosem. Kolejna formacja prawicowa oznaczałaby dalszy odpływ wyborców – na rzecz Konfederacji Kaczyński stracił ich już wystarczająco wielu. Odcinanie się od byłego premiera mającego problemy prawne to w praktyce przyznanie się do winy całej formacji.
Wszystko wskazuje na to, że prezes musi dogadać się z Morawieckim i stanąć za nim murem. Przedłużająca się wojna wewnętrzna działa wyłącznie na korzyść konkurencji politycznej. Donald Tusk nie mógłby wymarzyć sobie lepszego scenariusza niż ta bratobójcza walka. Paradoksalnie Mateusz Morawiecki wygląda dziś na zwycięzcę tej rozgrywki – przynajmniej do czasu, gdy sądy nie powiedzą ostatniego słowa.









