Tego nikt się nie spodziewał. Rodzinny wieczór, śmiech, karty na stole i absolutny spokój — aż do chwili, gdy wydarzyło się coś, co mrozi krew w żyłach. Prokurator po przesłuchaniu przyznał wprost: po ludzku nie da się tego zrozumieć.
W jednej chwili runął świat kilku osób, a niewinne dziecko zapłaciło najwyższą cenę. Śledczy kilka razy musieli powstrzymywać emocje, bo szczegóły są trudne do zniesienia.
Czy naprawdę nic nie zapowiadało tragedii? Jak to możliwe, że doświadczony funkcjonariusz SOP nagle chwycił za nóż? Czytaj dalej, bo ta historia nie daje spokoju i rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.
Rodzinny wieczór jak z obrazka… a potem absolutny koszmar
W poniedziałkowy wieczór w mieszkaniu teściów Piotra K. w Ustce panował spokój, który niczym nie różnił się od setek innych rodzinnych spotkań. Dorosła część rodziny grała w karty, rozmowy toczyły się swobodnie, bez kłótni i napięć. Nikt nie przeczuwał, że to ostatnie chwile normalności.
W pewnym momencie 44-letni mężczyzna wstał od stołu i wyszedł do kuchni. Według ustaleń śledczych sięgnął tam po zwykły kuchenny nóż. Chwilę później wrócił do pokoju i bez jednego słowa rzucił się na swoich najbliższych.
Atak był nagły, brutalny i całkowicie niezrozumiały dla świadków. Jak podkreślają śledczy, nic nie wskazywało na wybuch agresji. Nie było awantury, nie było ostrzegawczych sygnałów — tylko cisza, która po sekundzie zamieniła się w krzyk i panikę.
Zabił własne dziecko. Prokurator: „Po ludzku nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć”
Najtragiczniejszy bilans tego ataku poraża do głębi. Zginęła 4-letnia dziewczynka, córka sprawcy. Pozostali domownicy trafili do szpitala z poważnymi ranami kłutymi, walcząc o zdrowie i życie.
Prokurator Patryk Wegner nie ukrywał, że zeznania były wstrząsające nawet dla doświadczonych śledczych. Przyznał, że kilka razy musiał się powstrzymywać, by nie ujawniać szczegółów, które są zbyt drastyczne. Liczba zadanych ciosów ma świadczyć o ogromnym wzburzeniu, którego nie da się racjonalnie wyjaśnić.
Tylko najstarszy syn Piotra K. zdołał uciec z mieszkania w chwili ataku. Choć również trafił do szpitala, jego obrażenia okazały się powierzchowne. Ta ucieczka prawdopodobnie uratowała mu życie.
„Zawsze uprzejmy, normalny facet”. Sąsiedzi w szoku, motyw wciąż nieznany
Piotr K. przyznał się do ataku, jednak jego wyjaśnienia nie przyniosły odpowiedzi na kluczowe pytanie: dlaczego? Motyw pozostaje niejasny, a śledczy otwarcie mówią, że nic nie zapowiadało takiego wybuchu przemocy. To właśnie ta niewiadoma najbardziej przeraża.
Mieszkańcy Ustki nie kryją niedowierzania. Sąsiedzi opisują go jako spokojnego, pomocnego człowieka, który nigdy nie sprawiał problemów. Dla wielu osób ta tragedia burzy poczucie bezpieczeństwa i pokazuje, że horror może czaić się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy.
Sprawę prowadzi Prokuratura Okręgowa w Słupsku, która złożyła wniosek o tymczasowe aresztowanie. Zapowiedziano powołanie biegłych psychiatrów, którzy ocenią poczytalność mężczyzny w chwili ataku. Funkcjonariusz SOP, z 23-letnim stażem i misjami zagranicznymi na koncie, został zawieszony i grozi mu dożywocie — ale to nie kara, a pytanie „dlaczego?” pozostaje najcięższym cieniem tej tragedii.









