Na korytarzach przy ulicy Nowogrodzkiej aż huczy od plotek, a atmosfera gęstnieje z minuty na minutę, przypominając ciszę przed potężną burzą. Jarosław Kaczyński, wyraźnie zaniepokojony postępującym rozkładem w swoich szeregach, zarządził tryb „pełnej mobilizacji” i wezwał wszystkich na dywanik, nie przyjmując żadnych usprawiedliwień. To już nie są zwykłe przepychanki, ale otwarta wojna o wpływy, która może doprowadzić do spektakularnego rozłamu w największej partii opozycyjnej.
Czy Mateusz Morawiecki ostatecznie odwróci się od prezesa, a „Zakon PC” straci swoje żelazne wpływy na rzecz radykalnych „maślarzy”? Sytuacja jest tak napięta, że powietrze można kroić nożem, a dzisiejsze spotkania mogą przypieczętować losy wielu czołowych polityków, którzy do tej pory czuli się nietykalni. Przeczytaj koniecznie, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami gabinetu prezesa i kto wkrótce może wylecieć z hukiem!
Panika na korytarzach władzy. Prezes mówi „dość” i wzywa na dywanik
W siedzibie partii przy ulicy Nowogrodzkiej panuje nerwowość, jakiej nie widziano tam od przegranych wyborów, a pracownicy szepczą po kątach o nadchodzącym trzęsieniu ziemi. Jarosław Kaczyński, widząc, że sytuacja wymyka mu się spod kontroli, postanowił uderzyć pięścią w stół i zarządził bezwzględnie obowiązkową obecność na dzisiejszych naradach. To desperacki ruch starego wygi, który doskonale zdaje sobie sprawę, że statek zaczyna niebezpiecznie przeciekać i lada moment może pójść na dno, pociągając za sobą wszystkich pasażerów.
Oliwy do ognia dolały wydarzenia z poprzedniego zebrania, które miało być pokazem jedności, a skończyło się wizerunkową katastrofą i falą dzikich spekulacji. Wszyscy z zapartym tchem obserwowali pusty fotel Mateusza Morawieckiego, którego ostentacyjna nieobecność została odebrana jako jawny policzek wymierzony prosto w twarz kierownictwa. Były premier wyraźnie daje do zrozumienia, że ma dość bycia marginalizowanym i zaczyna prowadzić własną, niezwykle ryzykowną grę, która może skończyć się tragicznie dla jedności całego ugrupowania.
Tym razem nie ma mowy o chorobowym czy nagłych wyjazdach służbowych, bo prezes postawił sprawę na ostrzu noża i wymaga osobistego stawiennictwa każdego ważnego gracza. Jeśli ktoś odważy się zignorować to wezwanie, może spodziewać się najgorszego, łącznie z polityczną egzekucją i natychmiastowym wyrzuceniem na margines życia partyjnego. Kuluarowe rozmowy ucichły, a politycy w popłochu odwołują swoje prywatne plany, byle tylko zdążyć na godzinę czternastą do centrali, gdzie rozegra się decydująca batalia o przyszłość prawicy.
Brutalna wojna domowa. „Maślarze” chcą krwi, a „Harcerze” pakują walizki?
Wewnątrz partii toczy się bezwzględna walka na śmierć i życie, w której nikt nie bierze jeńców, a dawni przyjaciele z ław sejmowych stają się zaciekłymi wrogami. Najgłośniej krzyczy frakcja tak zwanych „maślarzy”, w której prym wiodą takie kontrowersyjne postacie jak Jacek Sasin czy nieustępliwy Przemysław Czarnek, dążący do ostrego skrętu w prawo. Ci politycy marzą o totalnej wojnie ideologicznej i są gotowi poświęcić umiarkowanych wyborców, byle tylko zabetonować twardy elektorat i przejąć pełną kontrolę nad sterami tonącego okrętu.
Po drugiej stronie barykady znajdują się „harcerze” skupieni wokół Mateusza Morawieckiego, którzy z przerażeniem patrzą na radykalizację kursu i czują się coraz bardziej wypychani poza nawias decyzyjny. Ludzie byłego premiera, stawiani niegdyś jako wzór nowoczesnego zarządzania, dziś są traktowani jak zło konieczne i coraz częściej słychać plotki, że ich cierpliwość właśnie się ostatecznie wyczerpała. Frustracja w tym obozie sięga zenitu, a spychani na boczny tor technokraci mogą wkrótce podjąć szokującą decyzję o poszukaniu zupełnie nowej drogi politycznej, zostawiając prezesa na lodzie.
Gdzieś pośrodku tego pobojowiska próbuje utrzymać się legendarny „Zakon PC”, czyli najwierniejsi druhowie Kaczyńskiego, którzy pamiętają jeszcze zamierzchłe czasy Porozumienia Centrum. Choć medialnie są mniej widoczni i unikają blasku fleszy, to w gabinetach wciąż pociągają za sznurki, próbując narzucić swoją paternalistyczną wizję i ratować resztki dawnego porządku przed całkowitą anihilacją. To właśnie brutalne starcie tych trzech żywiołów sprawia, że dzisiejsze spotkania mogą okazać się najbardziej wybuchowym momentem w historii partii od wielu, wielu lat.
Decydujące starcie o zachodzie słońca. Nikt nie wyjdzie stąd bez szwanku
Scenariusz tego dramatycznego dnia został rozpisany na dwa akty, które z pewnością dostarczą nam niesamowitych emocji i zwrotów akcji godnych najlepszego thrillera politycznego. Pierwsza runda rozpoczyna się wczesnym popołudniem w samej jaskini lwa, czyli w centrali partii, a dogrywkę zaplanowano na wieczornym wyjazdowym posiedzeniu klubu o godzinie osiemnastej. Taki morderczy maraton rozmów świadczy tylko o jednym: sytuacja jest absolutnie krytyczna, a kierownictwo nie zamierza wypuścić nikogo do domu, dopóki nie zostanie ustalona wspólna wersja wydarzeń, choćby była ona szyta grubymi nićmi.
Wszyscy zastanawiają się, czy ten desperacki manewr Kaczyńskiego zdoła powstrzymać lawinę, czy może wręcz przeciwnie – stanie się iskrą, która wysadzi cały układ w powietrze. Atmosfera nieufności jest tak wielka, że uczestnicy spotkania zapewne będą patrzeć sobie na ręce, obawiając się kolejnych przecieków do prasy, które bezlitośnie obnażają ich słabość i brak kompetencji. To może być ostatnia szansa na uratowanie jedności, zanim poszczególne zwaśnione frakcje ostatecznie rzucą się sobie do gardeł i zaczną publiczne pranie brudów na oczach całej Polski.
Najbliższe godziny przyniosą ostateczną odpowiedź na pytanie, czy prezes wciąż posiada ten magiczny dar jednoczenia swoich ludzi, czy też jego autorytet ostatecznie upadł pod ciężarem wewnętrznych intryg. Jeśli po zmroku nie zobaczymy uśmiechniętych twarzy i uścisków dłoni, będzie to jasny sygnał, że wojna domowa wchodzi w decydującą, niezwykle krwawą fazę. Czekamy z niecierpliwością na pierwsze doniesienia, bo dzisiejsza noc może zmienić układ sił na polskiej scenie politycznej na bardzo długie lata.









