SZOKUJĄCE sceny pod pomnikiem! Kaczyński ZNIKNĄŁ, a tłum oszalał. Błaszczak nie wytrzymał: „To BARBARZYŃCY!”

To miał być dzień zadumy, a zmienił się w prawdziwe piekło w samym sercu Warszawy, o którym wszyscy będą szeptać jeszcze długo. Wierni zwolennicy partii zamarli z przerażenia, gdy zorientowali się, że ich ukochany Lider nie pojawił się w najważniejszym dla siebie miejscu, a powietrze przecięły wściekłe okrzyki nienawiści. Plotki o stanie zdrowia Prezesa krążyły po stolicy od bladego świtu, ale nikt nie spodziewał się aż tak dramatycznego obrotu spraw.

Zamiast podniosłej atmosfery, mieliśmy do czynienia z gorszącą awanturą, w której główną rolę odegrał puszczający nerwy Mariusz Błaszczak i rozwścieczony tłum skandujący bez litości hasło „Kłamca!”. Czy to koniec miesięcznic, jakie znamy, i co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami żoliborskiej willi? Przeczytajcie wstrząsające kulisy tego wydarzenia, bo działo się o wiele więcej, niż pokazują oficjalne kamery!

Tajemnicze zniknięcie Prezesa. Zgromadzeni wpadli w popłoch!

Atmosfera pod pomnikiem na Placu Piłsudskiego gęstniała z każdą minutą, przypominając ciszę przed nadciągającym huraganem. Zdezorientowani uczestnicy miesięcznicy nerwowo rozglądali się na boki, wypatrując charakterystycznej sylwetki Jarosława Kaczyńskiego, która od lat była stałym elementem tych spotkań. Niepokój narastał błyskawicznie, gdy stało się jasne, że najważniejsza osoba w partii po prostu się nie pojawi, co wywołało falę dzikich spekulacji.

Okazuje się, że za nieobecnością politycznego stratega stoi poważna sytuacja zdrowotna, która zmusiła go do pozostania w domowych pieleszach. Jak donosiły media, prezes PiS zaledwie kilka dni wcześniej opuścił szpitalne mury po walce z infekcją, a lekarze postawili sprawę jasną i bezdyskusyjną. Medycy kategorycznie zalecili mu odpoczynek, co sprawiło, że po raz pierwszy od bardzo dawna Jarosław Kaczyński nie mógł osobiście oddać hołdu ofiarom tragedii.

To wydarzenie wstrząsnęło sympatykami ugrupowania, którzy przyzwyczaili się do obecności swojego lidera w każdą miesięcznicę, niezależnie od pogody czy okoliczności politycznych. Jego pusty fotel stał się niemym symbolem tego dnia, rzucając cień na całą uroczystość i potęgując nerwowość wśród partyjnych kolegów. Wszyscy zadawali sobie pytanie, czy to jednorazowa absencja, czy może zapowiedź większych zmian, których nikt głośno nie chce jeszcze nazwać.

Błaszczak przejmuje stery. Padły ostre oskarżenia o Rosję

W obliczu tak rażącej nieobecności Lidera, ciężar prowadzenia uroczystości spadł na barki Mariusza Błaszczaka, który musiał zmierzyć się z niezwykle trudnym zadaniem. Szef klubu PiS, widząc konsternację w oczach zgromadzonych, postanowił uderzyć w najwyższe tony i nie przebierał w słowach podczas swojego wystąpienia. Jego przemówienie miało na celu nie tylko upamiętnienie ofiar, ale także zjednoczenie zaniepokojonego elektoratu wokół wspólnego wroga.

Błaszczak bez wahania nakreślił przerażający obraz zagrożenia płynącego ze wschodu, łącząc katastrofę smoleńską z historycznymi zbrodniami dokonywanymi przez naszych sąsiadów. Polityk grzmiał o imperialistycznej polityce Kremla, sugerując wprost, że Rosja – niezależnie od tego, kto nią rządzi – zawsze stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo dla Polski. Te słowa miały wybrzmieć potężnie, przypominając, że ofiary zginęły w drodze na obchody rocznicy innej straszliwej zbrodni, katyńskiej.

Reakcja tłumu na te ostre tezy była jednak mocno podzielona, co tylko dodało pikanterii całemu wydarzeniu. Choć najwierniejsi zwolennicy kiwali głowami z aprobatą, w powietrzu wisiało coś jeszcze, co skutecznie zagłuszało patriotyczny przekaz płynący z ust polityka. Zamiast skupienia, narastało napięcie, które lada moment miało eksplodować ze zdwojoną siłą, zmieniając uroczystość w polityczny ring.

Dantejskie sceny i wyzwiska! „Barbarzyńcy” kontra „Kłamca”

Kruchy spokój ceremonii został brutalnie przerwany przez grupę protestujących, którzy postanowili zamienić obchody w głośną manifestację swoich poglądów. Okrzyki „Kłamca!” niosły się echem po placu, skutecznie zagłuszając słowa modlitwy i wprowadzając totalny chaos w szeregi polityków PiS. To był moment kulminacyjny, w którym emocje sięgnęły zenitu, a zaplanowany scenariusz uroczystości legł w gruzach pod naporem ludzkiego gniewu.

Mariusz Błaszczak nie zamierzał pozostać dłużnym i wpadł w furię, rzucając w stronę zakłócających porządek niezwykle ciężkie epitety. Polityk nazwał protestujących „barbarzyńcami”, oskarżając ich o realizowanie scenariusza pisanego wprost na Kremlu, co tylko dolało oliwy do ognia. W jego ocenie, ludzie krzyczący podczas tak ważnego momentu nie mają za grosz szacunku dla zmarłych i działają na szkodę własnego państwa.

W swojej tyradzie Błaszczak zaatakował również obecną władzę, zrzucając winę na ministra sprawiedliwości za brak reakcji służb porządkowych. Twierdził, że rządzący wręcz zachęcają do takich gorszących zachowań, zamiast dyscyplinować awanturników niszczących powagę chwili. Choć ostatecznie złożono wieńce, niesmak po tych przepychankach i wzajemnych oskarżeniach pozostanie z uczestnikami na bardzo długo.

Udostępnij to 👇