Leszek Balcerowicz wpadł w prawdziwy szał i bezpardonowo przejechał się po obecnej polityce rządu, nie zostawiając na Donaldzie Tusku suchej nitki. Legendarny ekonomista, którego nazwisko do dziś wywołuje gęsią skórkę u wielu Polaków, wieszczy nam finansowy armagedon i drugą Argentynę, jeśli natychmiast nie zakręcimy kurka z pieniędzmi. Jego brutalna diagnoza sprawia, że włos jeży się na głowie, a portfele same zaczynają drżeć ze strachu przed tym, co nadejdzie.
Czy to ostateczny koniec sielanki i czeka nas bolesne zaciskanie pasa, jakiego nie pamiętamy od szalonych lat 90., kiedy to Balcerowicz rozdawał karty? Profesor nie ma złudzeń i stawia sprawę jasno: obecne rozdawnictwo to droga prosto w przepaść, a my wszyscy zapłacimy za to gigantyczną cenę. Przeczytajcie koniecznie, co szykuje dla nas los, bo te słowa mrożą krew w żyłach – sprawdźcie szczegóły tej afery!
Polska ZBANKRUTUJE jak Argentyna?! Balcerowicz nie ma litości!
To, co powiedział ojciec polskiej transformacji w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, brzmi jak scenariusz najgorszego horroru ekonomicznego, jaki można sobie wyobrazić. Balcerowicz bije na alarm tak głośno, że chyba słychać go w każdym polskim domu, a liczby, którymi rzuca, są po prostu przerażające. Deficyt budżetowy wystrzelił w kosmos, osiągając absurdalny poziom siedmiu procent PKB, co stawia nas w fatalnym świetle na tle Europy. Wyglądamy przy naszych sąsiadach jak ubogi krewny, który kompletnie stracił kontrolę nad swoim portfelem i wydaje pieniądze, których nie ma.
Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że Czesi czy Węgrzy radzą sobie z finansami o niebo lepiej, trzymając dyscyplinę i nie pozwalając na taką finansową samowolkę. Balcerowicz wprost sugeruje, że obecna władza zachowuje się nieodpowiedzialnie, a nadmierne wydatki to gwóźdź do trumny naszej gospodarki. Nie chodzi tu o drobne kwoty, ale o setki miliardów złotych, które według Forum Obywatelskiego Rozwoju przeciekają nam przez palce każdego roku. Czy naprawdę stać nas na taką beztroskę, podczas gdy widmo kryzysu zagląda nam coraz głębiej w oczy?
Ekonomista nie waha się używać naprawdę mocnych porównań i przywołuje przykład Argentyny, kraju, który przez rozdawnictwo stał się synonimem bankructwa i biedy. To ostrzeżenie powinno działać na polityków jak kubeł lodowatej wody, bo scenariusz południowoamerykański w centrum Europy to wizja, której nikt nie chciałby dożyć. Balcerowicz twierdzi, że jeśli się nie opamiętamy, to obudzimy się z ręką w nocniku, a wtedy na ratunek będzie już zdecydowanie za późno. To nie są żarty, to ostatni dzwonek przed zderzeniem ze ścianą.
To KONIEC 800 plus?! Profesor żąda RADYKALNYCH cięć u najbogatszych!
Największe emocje budzi jednak to, co Balcerowicz mówi o sztandarowym programie socjalnym, czyli popularnym 800 plus, które pokochały miliony polskich rodzin. Profesor bierze ten program na celownik i bezlitośnie go punktuje, twierdząc, że w obecnej formie to zwykłe marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Jego zdaniem świadczenie to kompletnie nie spełnia swojej roli demograficznej, bo dzieci wcale nie rodzi się więcej, a koszty dla budżetu są wręcz astronomiczne. To cios prosto w serce beneficjentów programu, którzy przyzwyczaili się do comiesięcznych przelewów.
Balcerowicz sugeruje rozwiązanie, które z pewnością wywoła wściekłość w wielu domach i doprowadzi do gorącej dyskusji przy niedzielnym obiedzie. Uważa on, że pieniądze powinny trafiać tylko i wyłącznie do tych, którzy naprawdę przymierają głodem i potrzebują wsparcia, a nie do wszystkich jak leci. Dlaczego bogaci ludzie, których stać na wszystko, mają dostawać dodatkowe środki od państwa, skoro budżet ledwo zipie? Ta logika wydaje się brutalna, ale w obliczu gigantycznego długu może okazać się jedyną deską ratunku.
Czy rząd posłucha tego apelu i zdecyduje się na tak niepopularny krok, ryzykując gniew wyborców i spadki w sondażach? Balcerowicz zdaje się nie przejmować politycznymi słupkami, tylko patrzy chłodno na cyfry, które niestety nie kłamią i pokazują smutną prawdę. Jeśli nie przestaniemy rozdawać pieniędzy na prawo i lewo, to wkrótce może zabraknąć na podstawowe potrzeby państwa. To wizja, w której 800 plus staje się wspomnieniem, a rzeczywistość zmusza nas do zaciskania pasa na ostatnią dziurkę.
Awantura o Ukraińców! Balcerowicz ZAMKNĄŁ USTA hejterom jednym zdaniem
W tym całym zamieszaniu ekonomicznym oberwało się również tym, którzy głośno narzekają na obecność obywateli Ukrainy w naszym kraju i wieszają na nich psy. Balcerowicz stanął w obronie pracowników ze Wschodu, prezentując twarde dane, które miażdżą populistyczne narracje i internetowy hejt. Okazuje się, że Ukraińcy pracujący w Polsce to dla nas czysty zysk, a nie obciążenie, jak próbują wmawiać niektórzy krzykacze. Wpłacają oni do naszej kasy więcej podatków i składek, niż państwo wydaje na ich pomoc socjalną.
Były szef NBP nie bawił się w dyplomację i ostro skrytykował postawy antyukraińskie, nazywając rzeczy po imieniu i nie gryząc się w język. Według niego szerzenie nienawiści wobec pracujących tu sąsiadów to przejaw skrajnej ignorancji lub celowe działanie wynikające z obrzydliwej propagandy. Profesor punktuje hipokryzję tych, którzy nie widzą, jak bardzo nasza gospodarka potrzebuje rąk do pracy i jak wiele zawdzięczamy przybyszom ze Wschodu. To mocny policzek dla wszystkich, którzy budują swój kapitał polityczny na ksenofobii.
Podsumowując ten dramatyczny apel, Balcerowicz stawia sprawę na ostrzu noża: albo natychmiastowa rewizja wydatków i koniec z populizmem, albo katastrofa. Pytanie, czy politycy zajęci walką o stołki będą mieli odwagę spojrzeć prawdzie w oczy i podjąć trudne decyzje? Czas ucieka, dług rośnie, a ostrzeżenia takiego autorytetu nie powinny być ignorowane, chyba że chcemy obudzić się w zupełnie innej, znacznie biedniejszej Polsce. Gra toczy się o naszą przyszłość, a stawka jest wyższa, niż nam się wydaje.









