To, co dzieje się teraz za zamkniętymi drzwiami gabinetów największych mocarstw, przypomina scenariusz najlepszego thrillera politycznego, od którego nie sposób się oderwać. Donald Trump nie bierze jeńców i właśnie postawił Władimirowi Putinowi brutalne ultimatum, które może zmienić losy świata z dnia na dzień i zakończyć ten krwawy koszmar. Atmosfera jest tak gęsta, że można ją kroić nożem, a stawką są miliony istnień oraz koniec wyniszczającej rzezi na wschodzie.
Czy rosyjski dyktator ugnie się pod potężną presją Waszyngtonu i przyleci na tajne negocjacje do słonecznego Miami, by podpisać pakt? Czas ucieka nieubłaganie jak piasek w klepsydrze, a Kijów już spakował walizki, czekając na ruch przeciwnika, który na razie nabrał wody w usta i milczy. Koniecznie przeczytajcie, co szykuje się za kulisami wielkiej polityki – te informacje wbiją was w fotel i nie pozwolą zasnąć!
Ostateczne odliczanie! Czerwiec to „być albo nie być” dla Putina
Plotki o tym, że Amerykanie mają już serdecznie dość przeciągającego się konfliktu, krążyły po kuluarach od tygodni, ale nikt nie spodziewał się aż tak bezwzględnego zagrania ze strony USA. Waszyngton ostatecznie przestał bawić się w dyplomatyczne uprzejmości i rzucił na stół konkretną datę, która ma być nieprzekraczalną granicą dla obu walczących stron. To już nie są grzeczne prośby ani delikatne sugestie, to twarde żądanie, które sprawia, że politycy w Moskwie i Kijowie nerwowo spoglądają na swoje kalendarze.
Donald Trump i jego bezkompromisowa administracja postawili sprawę jasną jak słońce: do początku lata ma zapanować pokój, albo przynajmniej solidne porozumienie kończące ten bezsensowny rozlew krwi. Wołodymyr Zełenski oficjalnie potwierdza te sensacyjne doniesienia, zdradzając mediom, że Biały Dom oczekuje konkretnych efektów i podpisów na papierze najpóźniej w czerwcu. Wygląda na to, że nadchodząca wiosna będzie gorąca nie tylko ze względu na pogodę, ale przede wszystkim przez polityczne trzęsienie ziemi, jakie nam właśnie szykują.
Eksperci na całym świecie przecierają oczy ze zdumienia, bo mocarstwowe ambicje Amerykanów przerosły najśmielsze oczekiwania nawet najbardziej zorientowanych w temacie komentatorów. Wszystko wskazuje na to, że Trump chce spektakularnego sukcesu wizerunkowego i nie zamierza czekać w nieskończoność na chimeryczne kaprysy Władimira Putina. Zegar tyka coraz głośniej nad głowami przywódców, a presja wywierana na obie stolice jest po prostu gigantyczna, co zwiastuje nadchodzący, wielki przełom.
Tajne spotkanie w Miami i finansowa katastrofa Kremla
Sytuacja robi się jeszcze bardziej pikantna i dramatyczna, gdy dowiadujemy się o planowanym spotkaniu na szczycie, które ma odbyć się w luksusowej scenerii amerykańskiego Miami już w przyszłym tygodniu. Administracja Zełenskiego nie zwlekała ani chwili i błyskawicznie potwierdziła swoją obecność na Florydzie, pokazując pełną gotowość do trudnych rozmów. Wszyscy zastanawiają się teraz z wypiekami na twarzy, czy rosyjska delegacja odważy się pojawić w USA, czy może stchórzy w ostatniej chwili przed konfrontacją.
Kreml na razie milczy jak zaklęty, co tylko podsyca atmosferę tajemnicy, niepewności i nerwowości wśród światowych przywódców oraz obserwatorów. To wymowne milczenie Moskwy może być dowodem na to, że Władimir Putin znalazł się w sytuacji absolutnie bez wyjścia i gorączkowo szuka ratunku dla swojego wizerunku. Brak szybkiej odpowiedzi na zaproszenie do Stanów Zjednoczonych to jasny sygnał, że Rosjanie grają na czas, ale ten luksus właśnie definitywnie im się kończy.
Ukraiński prezydent nie gryzie się w język i sugeruje wprost, że rosyjski niedźwiedź krwawi finansowo i zwyczajnie nie ma już za co prowadzić tej wyniszczającej i drogiej wojny. Według najnowszych danych wywiadu, dziura w budżecie agresora jest gigantyczna, co zmusza Moskwę do szukania desperackiej przerwy w działaniach wojennych, by złapać oddech. Wygląda na to, że duma Putina musi w końcu ustąpić miejsca brutalnej ekonomii, bo państwowa kasa na czołgi i rakiety po prostu świeci pustkami.
Koniec złudzeń i gra o wszystko – czy dyktator pęknie?
Mimo tego nagłego powiewu optymizmu i nadziei na koniec koszmaru, Wołodymyr Zełenski twardo stąpa po ziemi, ostrzegając świat przed zbytnia naiwnością w kontaktach z rosyjskim reżimem. Ukraiński przywódca brutalnie przypomina o potwornych zbrodniach, torturach i morderstwach, które towarzyszą tej bezwzględnej agresji od samego początku konfliktu. W Kijowie nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że intencje Kremla są wciąż wrogie, a ewentualna zgoda na rozmowy to wynik bolesnego przymusu, a nie dobrej woli.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że wielka machina dyplomatyczna ruszyła już pod koniec stycznia w egzotycznym Abu Zabi, gdzie doszło do pierwszych tak poważnych rozmów pod czujnym okiem Amerykanów. Choć wtedy nie udało się jeszcze podpisać wielkiego traktatu pokojowego, to ogromnym sukcesem okazała się wymiana setek jeńców, co daje cień nadziei na przyszłość. To był jednak tylko niewinny wstęp do tego, co ma wydarzyć się wkrótce w USA, gdzie stawka będzie o wiele wyższa.
Nadchodzące dni będą absolutnie kluczowe dla losów całego regionu i świata, a odpowiedź Moskwy na zaproszenie do Miami pokaże, czy Putin jest gotowy ostatecznie ukorzyć się przed Trumpem. Analitycy są zgodni co do jednego: kontynuowanie dialogu to jedyna droga do ocalenia, ale nikt nie wie, co tak naprawdę siedzi w głowie rosyjskiego przywódcy. Jedno jest pewne: czerwcowy termin zbliża się wielkimi krokami jak burza i tym razem nie będzie już miejsca na żadne uniki.









