To koniec domysłów i początek gigantycznej afery, która wstrząsnęła polską polityką! Zbigniew Ziobro oficjalnie „nieuchwytny” dla polskich służb, a wieści płynące z Budapesztu brzmią jak scenariusz sensacyjnego filmu akcji. Były minister sprawiedliwości zagrał na nosie prokuraturze i znalazł bezpieczną przystań u Wiktora Orbana, uciekając przed widmem więziennej celi.
Czy to paraliżujący strach przed odpowiedzialnością, czy desperacka walka o przetrwanie w obliczu rzekomego „polowania na czarownice”? Polityk przerywa milczenie i rzuca oskarżenia o „osobistą zemstę” premiera, a my ujawniamy kulisy tej dramatycznej ucieczki z kraju. Koniecznie przeczytaj, co dokładnie napisał w swoim wstrząsającym oświadczeniu, bo te słowa zmienią wszystko!
Dramatyczna ucieczka czy polityczny azyl? Mecenas odsłania kulisy sensacji
Plotki, które od tygodni krążyły po kuluarach sejmowych, właśnie znalazły swoje szokujące potwierdzenie w rzeczywistości. To, co jeszcze niedawno wydawało się jedynie sennym marzeniem jego zwolenników lub koszmarem oskarżycieli, stało się faktem dokonanym w świetle jupiterów. Zbigniew Ziobro, postać budząca skrajne emocje, oficjalnie otrzymał azyl polityczny na Węgrzech, co ostatecznie potwierdziły źródła zbliżone do sprawy.
Mecenas Bartosz Lewandowski, znany z medialnych wystąpień obrońca polityka, zrzucił prawdziwą bombę informacyjną na platformie X. Prawnik bez ogródek przekazał, że rząd w Budapeszcie uznał argumenty o rzekomych prześladowaniach jego klienta w ojczyźnie. Decyzja ta jest policzkiem dla polskich śledczych i jasnym sygnałem, że Ziobro nie zamierza dobrowolnie oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości.
W uzasadnieniu tej kontrowersyjnej decyzji czytamy o rzekomym naruszaniu praw człowieka i systemowym nękaniu byłego ministra przez obecną władzę. Obrona wskazuje na drastyczne środki, takie jak unieważnienie paszportów czy całkowite odcięcie od środków do życia poprzez zajęcie majątku. Według narracji suflowanej przez otoczenie Ziobry, mamy do czynienia nie z procesem karnym, ale z brutalną rozprawą polityczną, która zmusiła go do szukania ratunku za granicą.
Ziobro przerywa milczenie! Mocne słowa o „bandytyzmie” i żonie-zakładniczce
Sam zainteresowany nie kazał długo czekać na swoją reakcję i opublikował w sieci wpis, który ocieka wręcz emocjami i poczuciem krzywdy. Zbigniew Ziobro w ostrych, żołnierskich słowach wypowiedział wojnę temu, co nazywa „politycznym bandytyzmem” i bezprawiem panującym rzekomo w Polsce. Zadeklarował, że nie zamierza milczeć i będzie walczył z dyktaturą, choćby miał to robić z drugiego końca Europy.
W jego oświadczeniu padają niezwykle ciężkie oskarżenia pod adresem premiera Donalda Tuska oraz całego obozu rządzącego. Były minister twierdzi z pełnym przekonaniem, że stał się celem obsesyjnej, osobistej zemsty szefa rządu za to, że w przeszłości ścigał afery korupcyjne. Kreuje się na ofiarę nagonki, która ma na celu zniszczenie go tylko dlatego, że odważył się patrzeć władzy na ręce.
Najbardziej dramatyczny fragment jego wyznania dotyczy jednak jego najbliższych, a zwłaszcza żony, Patrycji Koteckiej-Ziobro. Polityk sugeruje wprost, że służby chcą zrobić z niej „zakładniczkę”, by szantażem zmusić go do powrotu do kraju i oddania się w ręce prokuratury. W trosce o to, by dzieci nie zostały same, wystąpił o objęcie również jej ochroną międzynarodową, co nadaje tej sprawie wymiar prawdziwego dramatu rodzinnego.
Pętla się zaciska? Aż 26 zarzutów i wizja ćwierć wieku za kratami!
Podczas gdy Ziobro buduje narrację o byciu męczennikiem, prokuratura widzi w nim po prostu podejrzanego o najcięższe przestępstwa urzędnicze. Lista grzechów, jakie śledczy przypisują byłemu ministrowi, jest porażająco długa i obejmuje aż 26 poważnych zarzutów. Mowa tu nie o błahych przewinieniach, ale o kierowaniu zorganizowaną grupą przestępczą, co brzmi jak fragment scenariusza filmu o mafii.
Śledczy zebrali dowody na to, że Ziobro miał rzekomo zmuszać podwładnych do łamania prawa w celu wyprowadzania gigantycznych pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. W tle pojawiają się miliony złotych wydane na oprogramowanie szpiegowskie Pegasus oraz podejrzane dotacje dla „swoich” organizacji. Prokuratura twierdzi, że te działania miały służyć budowaniu imperium politycznego i finansowego kosztem podatników.
Sytuacja prawna byłego ministra jest fatalna, a nad jego głową wisi realna groźba spędzenia nawet 25 lat w więziennej izolacji. Sejm już dawno pozbawił go immunitetu, a prokuratorzy tylko czekają na moment, by zatrzasnąć kajdanki na jego nadgarstkach. Ucieczka na Węgry może jedynie opóźnić ten moment, ale z pewnością nie sprawi, że ciążące na nim zarzuty magicznie znikną z akt sądowych.
Węgierski szlak przetarty? To nie pierwszy uciekinier u Orbana
Co ciekawe, Zbigniew Ziobro nie jest pierwszym polskim politykiem, który w ostatnim czasie zdecydował się na „węgierskie wakacje” w cieniu zarzutów. Dokładnie rok temu podobną drogę wybrał jego bliski współpracownik, Marcin Romanowski, przecierając szlaki dla swojego szefa. Wygląda na to, że Budapeszt staje się nową stolicą dla ludzi z otoczenia byłej władzy, którzy czują na plecach oddech prokuratora.
Mecenas Ziobry sprytnie wykorzystuje sprawę Romanowskiego, przypominając, że sądy już raz zakwestionowały działania polskich służb w podobnym przypadku. Obrona buduje w ten sposób narrację, że polski wymiar sprawiedliwości działa pod dyktando polityków i nie gwarantuje uczciwego procesu. Jest to desperacka próba przekonania opinii publicznej, że ucieczka z kraju jest aktem koniecznej samoobrony, a nie przyznaniem się do winy.
Najbliższe dni będą kluczowe, bo warszawski sąd już 15 stycznia ma zdecydować o tymczasowym aresztowaniu Ziobry, co pozwoliłoby na wystawienie za nim listu gończego. Prokuratura argumentuje, że ryzyko matactwa i ucieczki jest ogromne, co zresztą sam podejrzany właśnie udowodnił, wyjeżdżając z Polski. Czy Ziobro wróci, gdy spełnione zostaną jego warunki, czy może na lata stanie się najbardziej znanym polskim emigrantem politycznym?









