Sprawa tajemniczego zaginięcia Beaty Klimek, która wstrząsnęła całą Polską, właśnie nabrała zupełnie nowego, dramatycznego wymiaru. Zamiast ciszy i skupienia, jesteśmy świadkami brutalnej, publicznej wojny między mężem zaginionej a jego byłą już kochanką, Agnieszką B., która rzuca na sprawę porażające światło.
Wzajemne oskarżenia o kradzieże, kłamstwa i mataczenie sięgają zenitu, a słowa kobiety sugerujące, że nie jest już pewna niewinności Jana K., mrożą krew w żyłach. Czy ten toksyczny konflikt sprawi, że śledczy wreszcie poznają prawdę o losie matki trojga dzieci? Koniecznie poznajcie szokujące szczegóły tej medialnej batalii!
Koniec wielkiej miłości i szokujące wyznanie byłej partnerki
To, co miało być wielkim uczuciem, zakończyło się w atmosferze gigkanycznego skandalu i wzajemnej nienawiści. Agnieszka B., która jeszcze do niedawna stała murem za mężem zaginionej Beaty, teraz drastycznie zmienia front po burzliwym rozstaniu. Kobieta wyprowadziła się z domu Jana K. w Poradzu i postanowiła przerwać milczenie, udzielając wstrząsającego wywiadu dla „Kanału Kryminalnego Extra”.
Jej słowa brzmią jak wyrok dla dotychczasowej linii obrony mężczyzny, ponieważ Agnieszka zaczyna głośno wątpić w jego czyste sumienie. Wcześniej zapewniała media, że dałaby sobie rękę uciąć za to, iż Jan nie ma nic wspólnego ze zniknięciem swojej żony. Dziś, z perspektywy czasu i nowej wiedzy, otwarcie przyznaje, że nie jest już tego pewna na sto procent.
Taka nagła zmiana narracji u osoby, która była najbliżej podejrzewanego przez opinię społeczną męża, jest niezwykle zastanawiająca. Dotychczasowe zapewnienia o ucieczce pani Beaty, które suflowała Agnieszka B., tracą teraz na wiarygodności w oczach obserwatorów. To wyznanie może okazać się kluczowym elementem układanki, na który od miesięcy czekają zdesperowani śledczy.
Mąż zaginionej kontratakuje i wyciąga kryminalną przeszłość
Jan K. nie pozostaje dłużny swojej byłej ukochanej i przypuszcza na nią bezpardonowy atak w mediach. Mężczyzna twierdzi, że zachowanie Agnieszki to nic innego jak chęć zemsty za odrzucenie i bolesne rozstanie, do którego doszło z jego inicjatywy. W rozmowie z „Faktem” bez ogródek sugeruje, że kobieta nie może pogodzić się z faktem, iż on układa sobie życie z nową, być może atrakcyjniejszą „przyjaciółką”.
Mąż zaginionej Beaty posuwa się jednak o krok dalej, wyciągając na światło dzienne rzekomą kryminalną przeszłość swojej eks-partnerki. Nazywa ją recydywistką w mataczeniu i próbuje zdyskredytować jej wiarygodność, sugerując, że kłamstwo ma we krwi. Jego zdaniem, Agnieszka mści się, bo została odwieziona do Włocławka z „długami” i złamanym sercem.
Jan K. zapewnia przy tym o swojej niewinności, używając argumentu, że gdyby miał coś na sumieniu, nigdy nie wypuściłby Agnieszki ze swojego domu. Twierdzi, że w takiej sytuacji robiłby wszystko, by ją przy sobie zatrzymać i kontrolować, a nie odwozić do innego miasta. Mimo tych zapewnień, poziom agresji w jego wypowiedziach budzi ogromne emocje wśród internautów śledzących sprawę.
Publiczne pranie brudów i oskarżenia o kradzież w tle
Konflikt przeniósł się również do mediów społecznościowych, gdzie byli kochankowie nie szczędzą sobie gorzkich słów i oskarżeń najcięższego kalibru. Jan K. publicznie zarzucił Agnieszce B., że ta podczas wyprowadzki z Poradza dopuściła się kradzieży przedmiotów z jego domu. To kolejny etap tej żenującej wojny, która rozgrywa się na oczach zszokowanej opinii publicznej.
Agnieszka B. stanowczo odpiera te ataki, tłumacząc, że zabrała jedynie rzeczy, które otrzymała wcześniej jako prezenty od Jana i jego rodziny. Kobieta nie kryje zdziwienia, że podarunki są teraz traktowane jako łup złodziejski, co tylko potwierdza toksyczność ich relacji. Tego typu przepychanki pokazują, że dawne uczucie wypaliło się do cna, ustępując miejsca zawiści.
Internauci, którzy od początku analizują każdy ruch w tej sprawie, zacierają ręce i uważnie obserwują ten spektakl nienawiści. Wielu z nich uważa, że w emocjach i wzajemnej chęci pogrążenia się, któreś z byłych partnerów w końcu „sypnie” i wyjawi prawdę. To właśnie w takich momentach pękają zmowy milczenia, co może doprowadzić do przełomu w poszukiwaniach Beaty Klimek.
Śledczy nie odpuszczają, a dramat dzieci trwa nadal
Podczas gdy byli kochankowie zajęci są medialną wojną, prokuratura konsekwentnie prowadzi swoje działania, nie zważając na plotkarski szum. Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Szczecinie potwierdziła, że śledztwo zostało przedłużone, co oznacza, że organa ścigania wciąż widzą szansę na rozwiązanie zagadki. Choć prokurator nie ujawnia szczegółów planowanych czynności, determinacja śledczych jest wyraźna.
Przypomnijmy, że dramat Beaty Klimek rozegrał się w październikowy poranek, kiedy to po odprowadzeniu dzieci na autobus, kobieta dosłownie zapadła się pod ziemię. Jej telefon zamilkł na zawsze, a samochód i torebka zostały pod domem, co od początku wykluczało wersję o dobrowolnej ucieczce. Rodzina i lokalna społeczność są przekonani, że doszło do najgorszego, a winny wciąż pozostaje na wolności.
Dla trójki dzieci, które zostały bez matki, ta sytuacja to niewyobrażalna tragedia, która ciągnie się już stanowczo zbyt długo. Każdy dzień przynosi nowe pytania, a medialny cyrk wokół ojca i jego byłej partnerki z pewnością nie pomaga w odzyskaniu spokoju. Pozostaje mieć nadzieję, że kłótnia dorosłych ostatecznie przyczyni się do wymierzenia sprawiedliwości.









