To, co dzieje się właśnie za zamkniętymi drzwiami polskich szpitali, mrozi krew w żyłach. Placówki medyczne od miesięcy wykonują zabiegi ratujące życie, ale pieniędzy za nie jak nie było, tak nie ma. Miliardowe zaległości Narodowego Funduszu Zdrowia rosną z każdym dniem, a cierpliwość dyrektorów szpitali właśnie się kończy.
Jeśli myślisz, że Ciebie to nie dotyczy – pomyśl jeszcze raz. Chorzy onkologicznie, pacjenci po przeszczepach, osoby z chorobami serca – wszyscy oni stoją dziś na krawędzi. Przeczytaj, zanim będzie za późno, bo ta bomba zegarowa tyka coraz głośniej.
NFZ siedzi na górze niezapłaconych rachunków i udaje, że wszystko jest w porządku
Od miesięcy w polskim systemie ochrony zdrowia narasta kryzys, którego skala powala na kolana. Organizacje branżowe alarmują, że zaległości płatnika publicznego wobec szpitali przekroczyły wszelkie wyobrażenia. Oficjalnie NFZ mówi, że „trwają rozliczenia” – ale w kuluarach słychać zupełnie inny ton.
Trwające właśnie bilansowanie roku 2025 między oddziałami wojewódzkimi Funduszu a placówkami medycznymi ma się zakończyć dopiero pod koniec lutego. Dopiero wtedy dowiemy się, jak naprawdę wygląda finansowa przepaść między wykonanymi zabiegami a kwotami, które faktycznie trafiły na konta szpitali. Paweł Florek, dyrektor biura komunikacji i promocji NFZ, potwierdził jedynie, że proces rozliczeń wciąż trwa – ale szczegółów jak na lekarstwo.
Tymczasem eksperci nie kryją przerażenia. Nawet najbardziej doświadczeni gracze w branży medycznej przyznają, że takiej skali zadłużenia jeszcze nie widzieli. Za każdą cyfrą w bilansach stoją konkretni ludzie – pacjenci, którym przerwanie terapii może odebrać szansę na życie.
Dwa miliardy za leki przeciwnowotworowe wiszą w powietrzu – szpitale same płacą za leczenie raka
Pod koniec ubiegłego tygodnia Federacja Przedsiębiorców Polskich rzuciła na stół dane, od których dosłownie zapiera dech. Szpitale realizujące programy lekowe nie dostały od NFZ ponad dwóch miliardów złotych za terapie, które już podano pacjentom. Łączna wartość świadczeń w ramach tych programów sięgnęła niemal szesnastu miliardów złotych, a Fundusz przelał niecałe czternaście.
NFZ broni się, twierdząc, że wypłacona kwota i tak jest wyższa niż ubiegłoroczne nakłady wynoszące 12,3 miliarda złotych. Ale dla szpitali ta matematyka nie ma żadnego znaczenia – bo to one, a nie Fundusz, muszą płacić za leki, wynagrodzenia personelu i utrzymanie aparatury. Placówki od miesięcy kredytują państwowego płatnika z własnych kieszeni, byle tylko nie przerywać leczenia najciężej chorym.
A lista zaniedbań jest wstrząsająca. Zaległości ciągną się aż od drugiego i trzeciego kwartału 2025 roku i dotyczą terapii onkologicznych, w tym leczenia ostrej białaczki limfoblastycznej oraz chłoniaków. FPP domaga się pilnego posiedzenia Trójstronnego Zespołu do spraw Ochrony Zdrowia i przedstawienia konkretnego harmonogramu spłaty – bo na puste obietnice nikt już nie ma ochoty czekać.
Rak szyjki macicy opłacony w siedemdziesięciu procentach, miastenia w połowie – te liczby są porażające
Kiedy wchodzi się w szczegóły poszczególnych programów lekowych, robi się naprawdę niedobrze. W przypadku raka szyjki macicy NFZ zapłacił szpitalom zaledwie siedemdziesiąt procent należnych kwot. Przy raku endometrium sytuacja jest jeszcze gorsza – Fundusz uregulował tylko pięćdziesiąt pięć procent zobowiązań.
Dramatycznie wyglądają też rozliczenia leczenia kardiomiopatii, gdzie wypłacono zaledwie sześćdziesiąt trzy procent tego, co szpitalom się należy. W przypadku miastenii – choroby, która bez leczenia prowadzi do paraliżu mięśni – przelano tylko połowę. To nie są abstrakcyjne procenty, to realni pacjenci, których terapie wiszą na włosku.
Zaległości obejmują również programy leczenia chorób nerek, choroby Parkinsona i opiekę profilaktyczną nad pacjentami po przeszczepach narządów. Wyobraźmy sobie człowieka, który przeszedł skomplikowany przeszczep nerki, a teraz szpital zastanawia się, czy stać go na kontynuowanie opieki. To nie scenariusz z filmu katastroficznego – to polska rzeczywistość w lutym 2026 roku.
Osiem miliardów długu i widmo zamkniętych drzwi – szef szpitali mówi wprost o ograniczeniu przyjęć
Gdy wydawało się, że gorzej być nie może, na scenę wkroczyła Polska Federacja Szpitali z danymi, które zmroziły całą branżę. Prezes Jarosław Fedorowski ujawnił, że łączna kwota nierozliczonych świadczeń za ubiegły rok sięga aż ośmiu miliardów złotych. Osiem miliardów – kwota, za którą można by wybudować kilka nowoczesnych szpitali od zera.
Na tę astronomiczną sumę składają się niezapłacone świadczenia nielimitowane warte 2,1 miliarda, programy lekowe opiewające na 1,2 miliarda oraz pozostałe zobowiązania rzędu 4,9 miliarda złotych. Nieoficjalnie wiadomo, że NFZ sięgnął już po rezerwę migracyjną wartą 1,1 miliarda złotych i przeznaczył ją na łatanie części zaległości z lat ubiegłych. Do Funduszu ma trafić jeszcze sześć miliardów dotacji budżetowej, a resztę długu planuje się spłacać w ratach po dwa miliardy miesięcznie.
Ale najstraszniejsze jest to, co powiedział szef Polskiej Federacji Szpitali wprost – przy braku gwarancji sfinansowania wszystkich medycznie uzasadnionych świadczeń, zarządzanie placówkami musi opierać się na twardych faktach. Mówiąc ludzkim językiem: jeśli pieniędzy nie będzie, szpitale mogą zacząć ograniczać przyjęcia pacjentów. Nie dlatego, że chcą, ale dlatego, że zwyczajnie nie będzie ich stać na leczenie.
Dwadzieścia trzy miliardy deficytu na horyzoncie – czy polski system zdrowia właśnie się sypie?
Jakby osiem miliardów zaległości z ubiegłego roku to było mało, prognozy na rok bieżący wyglądają jak scenariusz z koszmaru. Resort zdrowia wspólnie z NFZ oszacował deficyt płatnika na 2026 rok na co najmniej dwadzieścia trzy miliardy złotych. To kwota, która rodzi fundamentalne pytania o przyszłość całego systemu finansowania polskiej służby zdrowia.
Przy takiej luce budżetowej nie chodzi już o drobne opóźnienia w rozliczeniach czy przesunięcia między kwartałami. Mamy do czynienia z systemowym problemem, który może skutkować ograniczeniem dostępu do nowoczesnych terapii, wydłużeniem kolejek i pogorszeniem jakości opieki medycznej na niespotykaną dotąd skalę. Pacjenci, którzy dziś czekają na leczenie, mogą wkrótce usłyszeć, że ich program lekowy został wstrzymany.
Sytuacja jest bezprecedensowa i wymaga natychmiastowych, konkretnych działań – nie kolejnych zapewnień, że „rozliczenia trwają”. Bo za każdą niezapłaconą fakturą stoi człowiek, który walczy o zdrowie lub życie. I ten człowiek nie może czekać, aż urzędnicy skończą uzgadniać tabele w Excelu.









