Sceny jak z filmu rozegrały się w samo południe na Krakowskim Przedmieściu. Setki ludzi z transparentami stanęły pod Pałacem Prezydenckim i nie zamierzały się ruszyć, dopóki ich głos nie dotrze do prezydenta. Atmosfera była tak napięta, że aż iskrzyło.
W grę wchodzi astronomiczna kwota 43,7 miliarda euro, a Polska stoi przed decyzją, która może zmienić wszystko. Politycy rzucają oskarżeniami, emocje sięgają zenitu, a w tle – słowa, które już obiegły cały internet. Przeczytaj, co naprawdę wydarzyło się pod Pałacem i dlaczego ta sprawa dotyczy każdego z nas!
Krakowskie Przedmieście zamarło – tłum zablokował okolicę Pałacu
Sobotni poranek nie zapowiadał niczego nadzwyczajnego, ale już przed godziną dwunastą okolice Pałacu Prezydenckiego zaczęły się zapełniać manifestantami. Organizatorzy – Kluby „Gazety Polskiej” oraz Ruch Obrony Granic – od tygodni mobilizowali ludzi w mediach społecznościowych. Efekt przeszedł oczekiwania, bo pod siedzibę głowy państwa ściągnęły tłumy z całej Polski.
Uczestnicy protestu nieśli transparenty z hasłami, które nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do ich intencji. „Nie dla SAFE. Tak dla Polski” – to zdanie pojawiało się na niemal każdym banerze. Skandowane okrzyki niosły się echem po całym Krakowskim Przedmieściu, przyciągając uwagę przypadkowych przechodniów i turystów.
Cel zgromadzenia był jasny jak słońce – wywarcie maksymalnej presji na prezydencie, aby ten nie podpisywał kontrowersyjnej ustawy. Dokument zaledwie dwa dni wcześniej, w czwartek, ponownie trafił do Sejmu po poprawkach zgłoszonych przez Senat. Czas naglił, a emocje rosły z każdą minutą.
„Błagamy Cię, zawetuj!” – te słowa wstrząsnęły wszystkimi obecnymi
Gdy głos zabrał przewodniczący manifestacji Adam Borowski, tłum zamarł w absolutnej ciszy. Jego słowa brzmiały jak desperacki apel człowieka, który walczy o coś większego niż polityka. „Błagamy i prosimy Cię, zawetuj ustawę SAFE” – powiedział drżącym głosem, zapowiadając jednocześnie przekazanie oficjalnego pisma do prezydenta.
To nie był zwykły protest z pustymi hasłami – za słowami Borowskiego stały konkretne obawy milionów Polaków. Manifestanci wyrażali przekonanie, że ustawa wdrażająca unijny program obronny SAFE może zagrozić suwerenności kraju. Ich zdaniem Polska nie powinna dać się wciągnąć w mechanizm, którego długofalowe konsekwencje są trudne do przewidzenia. Emocje pod Pałacem sięgnęły zenitu, gdy tłum zaczął rytmicznie skandować „Zawetuj!”.
Organizatorzy podkreślali, że nie są przeciwnikami bezpieczeństwa narodowego, lecz sprzeciwiają się konkretnej formie finansowania obronności. Według nich istnieją lepsze sposoby wzmocnienia polskiej armii niż poddanie się unijnym regulacjom. Apel do prezydenta miał być symbolem obywatelskiego sprzeciwu wobec decyzji podejmowanych – jak twierdzili – ponad głowami zwykłych ludzi.
Kaczyński uderzył pięścią w stół – jego słowa o Niemcach wywołały burzę
Protest pod Pałacem nie był odosobnionym głosem sprzeciwu, bo już kilka dni wcześniej ciężkie działa wytoczyła czołówka opozycji. Prezes PiS Jarosław Kaczyński nie owijał w bawełnę i publicznie oświadczył, że Karol Nawrocki powinien bezwzględnie skorzystać z prawa weta. Jego zdaniem program SAFE ma „potężne aspekty polityczne”, a prawdziwy cel jest zupełnie inny, niż oficjalnie podają unijni urzędnicy.
Kaczyński postawił sprawę jasno – według niego cały mechanizm służy zjednoczeniu Europy „pod niemieckim przywództwem”. Te słowa natychmiast obiegły wszystkie media i rozpaliły debatę publiczną do białości. Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak poszedł jeszcze dalej podczas sobotniej konwencji partii, używając metafory, która zelektryzowała opinię publiczną.
„Nie wolno pozwolić na to, żeby Polska weszła do programu SAFE” – grzmiał Błaszczak, dodając, że ten mechanizm będzie trzymać państwa członkowskie „na łańcuchu”. Przeciwko ustawie wdrażającej program głosowali zgodnie posłowie PiS i Konfederacji, tworząc rzadko widywany sojusz opozycyjny. To pokazuje, jak bardzo temat SAFE podzielił polską scenę polityczną i jakie emocje budzi po obu stronach barykady.
43,7 miliarda euro – o tę kosmiczną kwotę toczy się walka
Żeby zrozumieć skalę tego sporu, trzeba spojrzeć na liczby, które zapierają dech w piersiach. W styczniu państwa członkowskie Unii Europejskiej zatwierdziły polski plan inwestycyjny w ramach programu SAFE, obejmujący aż 139 projektów obronnych. Polska ma otrzymać z tego tytułu 43,7 miliarda euro w formie preferencyjnych pożyczek – to kwota, która mogłaby odmienić oblicze polskiej armii.
Zwolennicy programu argumentują, że odrzucenie tak gigantycznego wsparcia finansowego byłoby szaleństwem w obliczu zagrożeń płynących ze wschodu. Pieniądze miałyby zostać przeznaczone na realizację przedsięwzięć bezpośrednio związanych z obronnością kraju. W ich opinii zawetowanie ustawy oznaczałoby dobrowolną rezygnację z miliardów, które wzmocniłyby bezpieczeństwo każdego Polaka.
Z drugiej strony krytycy podnoszą alarm, że ten mechanizm może w przyszłości stać się potężnym narzędziem politycznej presji wobec państw członkowskich. Obawiają się, że przyjęcie warunków programu SAFE otworzy furtkę do uzależnienia polskiej polityki obronnej od decyzji podejmowanych w Brukseli. To klasyczny dylemat – ogromne pieniądze kontra potencjalna utrata części suwerenności w kwestiach kluczowych dla bezpieczeństwa narodowego.
Sikorski nie wytrzymał – jego wpis na X wywołał prawdziwą eksplozję
Gdy wydawało się, że emocje osiągnęły już szczyt, do gry włączył się wicepremier i szef MON Radosław Sikorski. Jego reakcja na protest była tak ostra, że internet dosłownie eksplodował. Na portalu X opublikował wpis, który w ciągu kilku godzin stał się jednym z najgoręcej komentowanych tematów w polskiej sieci.
„Zamach smoleński, reaktywacja. Ciekawe, ilu tam agentów, a ilu frajerów” – napisał Sikorski, nie pozostawiając żadnych złudzeń co do swojego stosunku do manifestantów. Te słowa uderzyły jak grom z jasnego nieba i natychmiast wywołały lawinę komentarzy zarówno ze strony zwolenników, jak i przeciwników ministra. Jedni chwalili go za bezpośredniość, inni zarzucali mu pogardę dla obywateli korzystających z prawa do protestu.
Wpis Sikorskiego dolał oliwy do ognia i jeszcze bardziej zaostrzył i tak już rozpalony spór wokół ustawy SAFE. Opozycja natychmiast wykorzystała jego słowa jako dowód na to, że rząd lekceważy głos społeczeństwa. Jedno jest pewne – ta wypowiedź jeszcze długo będzie rezonować w polskiej debacie publicznej, a decyzja prezydenta w sprawie ustawy może okazać się jednym z najważniejszych momentów tej kadencji.









